Taneczny romans z klarnetem

16. Bydgoski Festiwal Operowy

Na balet idę z mieszanymi uczuciami. O czym oni tańczą? - to moja pierwsza wątpliwość. Dlaczego muzyka "leci" z taśmy i kiedy siądzie elektryka? - kolejne.
Wtorek wieczór. Cisza. Są. Międzynarodowa obsada tancerzy baletu z Mannheim (okazuje się, że grupa z zaprzyjaźnionego z Bydgoszczą miasta zrzesza przedstawicieli aż 11 nacji, w tym Polkę). Jest, zdaje się, kilkoro Azjatów. Po chwili w uroczym pląsie (przepraszam za niefachowe zwroty) przed publicznością pojawia się czarnoskóry młody tancerz. Nie powiem, całkiem przyjemnej postury.

Pierwsze dźwięki... Przecież to Mozart! Pierwszy szok. W kanale siedzi prawdziwa orkiestra! Wspaniale! To kompletnie inna jakość spektaklu. A przy okazji taka orkiestra z niewiadomego powodu nagle się "nie zawiesi" (takiej formy strajku chyba w operach nikt jeszcze nie testował) - kilka razy w życiu widziałam przedstawienia, na których "padł dźwięk" i biedni tancerze musieli w ciszy wyliczać swoje kroki, zanim powróciła melodia. Siedem sekund bez ani jednej nuty, przy podniesionej kurtynie brzmi jak wieczność.

- Ależ one mają uda, Boże... - westchnęła starsza pani na widok roztańczonych nóg tancerek. Rzeczywiście. Panie z Mannheim w niczym nie przypominały znanych z ponurej anegdoty kościstych baletnic mdlejących z głodu na scenie. Od pasa w dół to raczej strongmenki, na których kończynach uczyć można anatomii mięśni. Przynajmniej te, które tańczyły w pierwszej części. Bo zobaczyliśmy podczas wtorkowego wieczoru trzy spektakle i trzy choreograficzne wizje. Mozart, Schoenberg, Haydn. Muzyka nie wymaga rekomendacji.

Mozart, delikatność, kruchość, podprogowe wibracje. Artystyczne szczytowanie orkiestry, tancerzy i widowni. Zespół płynie, bo w Koncercie A-Dur na klarnet nie da się nie płynąć. Artyści poruszają się jak postacie wprawione w ruch w kuli pełnej wody. Omdlewająco płynnie, bezszelestnie. Płynie wreszcie solista, który pieści instrument, ów klarnet z perfekcją iście mistrzowską. Słychać, że Mozart kochał klarnet. Uwaga, klarnet warto zaprosić do domu, koniecznie do sypialni.

Druga część, nieco bardziej klasyczna w ruchach, emocjonalna, już nie tak mozartowsko figlarna. Są emocje, są jeszcze bliższe relacje partnerów na scenie. Uczta dla oczu.

Wreszcie trzecia część. Na scenie wahadło zegara, wahadło czasu, którego nie sposób zatrzymać. Tu więcej psychologicznej głębi, wewnętrznych dylematów. To nic innego, jak wytańczony ludzki dramat przemijania.

Nie lubię, gdy klaszcze się po każdej arii, po każdym tanecznym numerze. Ale może na balecie tak trzeba? Gdy nie ma śpiewaków, w wielkiej sali opery słychać nawet pierwszego w tym roku komara. I kaszel. Pół widowni dusi się od kaszlu, wreszcie eksploduje. Prawie jednocześnie. Starsza pani w futrze ukradkiem wymyka się już na początku, by nie przeszkadzać sąsiadom. I w tej ciszy słychać jak nigdy wyraźnie głosy z reżyserki bodajże, niczym nieusprawiedliwione (w odróżnieniu od kaszlu). To drobiazgi jednak na tle tak wyjątkowej całości.

Nationaltheater w Mannheim - "Per Du II mit Wolfgang, Arnold & Joseph" - XVI Bydgoski Festiwal Operowy

Katarzyna Bogucka
Express Bydgoski
25 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...