Tango - taniec namiętności

Rozmowa z prof. Anną Burzyńską.

- Do końca XIX wieku było nie do pomyślenia, by tango mogły tańczyć kobiety z tak zwanych wyższych sfer. W1913 roku londyński The Times uznał nawet tango za najbardziej nieprzyzwoity taniec, a papież Pius X zdecydowanie je potępił. - Tańcz je nie tylko w karnawale - namawia Anna Burzynska, autorka sztuki "Tango Piazzolla" granej w Teatrze im. J. Słowackiego.

Katarzyna Kachel pyta, prof. Anna Burzyńska odpowiada

W Idziemy w tango?

- Dlaczego nie!

Ale w takie prawdziwe, taneczne.

- Tylko musimy ustalić, o jakim tangu mówimy, bo myślę, że sporej liczbie czytelników ten taniec kojarzy się przede wszystkim z "tangiem salonowym".

Czyli jakim?

- No, takim dość nieskomplikowanym tańcem w rytmie dwa na cztery, który uwielbiali nasi rodzice i dziadkowie. Styl tanga argentyńskiego został w Europie bardzo uproszczony i zdaniem szyderców sprowadzony do "serii sztucznych marszów staccato, z przejściami sygnalizowanymi rodzajem zaraźliwych skurczów szyi, które wzbudzają sporo śmiechu w Argentynie". To tango jednak ma niewiele wspólnego z rdzennym tangiem argentyńskim.

Niektórzy jednak twierdzą, że tango to taniec prymitywny.

- W żadnym wypadku! Choć biorąc pod uwagę jego źródła, można by tak pomyśleć. To bardzo skomplikowany i wyrafinowany taniec.

Kiedy powstał?

- Najwcześniejsze korzenie tanga są hiszpańskie. Kiedy w czasach kolonizacji do Ameryki Południowej trafiły flamenco i habanera, połączyły się z tańcem czarnoskórych niewolników, zwanym "candombe". Podczas tańca skandowali oni rytmiczny tekst, w referenie którego pojawiały się słowa "cum-tan-go" i od nich prawdopodobnie pochodzi nazwa tego tańca, chociaż niektórzy znawcy przedmiotu twierdzą, że pochodzi ona od "tambo", oznaczającego miejsce, w którym tańczyli niewolnicy.

Teoria jest skomplikowana, a co dopiero praktyka.

- Poczekaj, to ważne. Musisz wiedzieć, że argentyńskie tango narodziło się na przełomie XIX i XX wieku, a jego ojczyzną jest oczywiście Buenos Aires. Stamtąd wywędrowało do Stanów Zjednoczonych, a później do Europy.

Od razu było tak erotyczne?

- Tak, choć na początku w portowych dzielnicach Buenos tango tańczyli sami mężczyźni.

Zastępowało im rozróby?

- W pewnym sensie. Tańczący wyrażali tangiem tęsknotę za kobietami, które pozostawili w ojczystych krajach, ale też rywalizowali o piękne argentyńskie dziewczyny. A było ich niestety zbyt mało - Argentyna bowiem przeżywała w tym okresie dotkliwy deficyt kobiet. W porcie zaczął więc kwitnąć handel żywym towarem i błyskawicznie pojawiały się burdele. Równie szybko przeniosło się do nich tango - do tańczących mężczyzn dołączyły kobiety lekkich obyczajów, a układy figur najstarszych tang wyrażały między innymi relacje między prostytutkami i ich "opiekunami". Wówczas też tango zyskało owo silne nacechowanie erotyczne - zmysłowość, która istnieje w nim do dzisiaj.

Kobiety o dobrej reputacji go nie tańczyły?

- Oczywiście, że nie! Do końca XIX wieku było nie do pomyślenia, by tango mogły tańczyć kobiety z tak zwanych wyższych sfer. W1913 roku londyński The Times uznał nawet tango za najbardziej nieprzyzwoity taniec, a papież Pius X zdecydowanie je potępił.

0 co właściwie chodzi w tangu?

- Od samego początku duch tanga był dwoisty - jedni uważali, że zrodziło się ono z tęsknoty, rozpaczy i samotności niewolników i emigrantów. Inni jednak twierdzili, że prawdziwym ojcem tanga był grzech. Dlatego też tango wyraża tak złożone, a nawet sprzeczne emocje - nostalgię i namiętność, miłość i śmierć, ufność i zdradę, szlachetność form i rozwiązłość ruchów. Od samego początku przepełniał je również bardzo smutny nastrój.

Tango to bliskość czy tylko taniec?

- Odpowiadając na to pytanie, opowiem ci o mojej własnej przygodzie z tangiem. Było to - nie da się ukryć - już ponad trzydzieści lat temu, podczas jednego z moich licznych pobytów w Argentynie. W pewien ciepły wieczór argentyńscy przyjaciele zaprowadzili mnie do niewielkiej knajpki w La Boca - portowej dzielnicy Buenos Aires. Wiedziałam oczywiście, że Buenos jest stolicą tanga, ale wówczas nie bardzo mnie to obchodziło. Taniec ten kojarzył mi się przede wszystkim z nudnymi potańcówkami, na które z upodobaniem chodzili moi rodzice i ze straszliwie sentymentalną muzyką, do której wykonywało się jakieś monotonne kroczki. Ja słuchałam wówczas ekscentrycznych kapel punkowych albo wysoce wysublimowanego jazzu i na hasło "tango" wydawałam z siebie jedynie pogardliwie prychnięcia.

Co zobaczyłaś?

- W knajpce tańczyło kilkanaście par. Byli to ludzie starzy i młodzi, ale to co robili na parkiecie w niczym nie przypominało tego drętwego tańca, który znałam z Polski. Figury tańca były bardzo zróżnicowane, zmienne i dynamiczne, wyrażały wiele różnych nastrojów. Tancerze poruszali się z nadzwyczajną lekkością i gracją, choć najstarsi mieli, lekko licząc, po osiemdziesiąt lat. - To Ana Rosa i Juan Diego - szepnął mi do ucha mój przyjaciel, szybko dostrzegając moje zachwycone spojrzenie.

- Są tu prawie codziennie, od jakichś pięćdziesięciu lat. Nie posiadałam się ze zdziwienia. - Jak to codziennie? To małżeństwo? Zapytałam. -Nie, skąd! - odpowiedział -każde z nich ma swoją rodzinę. A tutaj przychodzą tylko po to, żeby zatańczyć. Nic a nic z tego nie rozumiałam. - U nas to normalne - dodał. -Tango, to jakby nasze osobne życie - za każdym razem trwa tylko tyle ile taniec, ale ci, którzy się dzięki niemu i w nim spotkali, są ze sobą połączeni silniejszymi więzami niż małżeństwo. A ich życiowi partnerzy to akceptują - bo tak było zawsze. Tańczący tango doświadczają bliskości, której bardzo często brakuje im w powszednim życiu.

I zakochałaś się?

- Od razu. W tańcu oczywiście. Miłość ta zresztą trwa do dzisiaj.

Tańczysz?

- W dawnych latach dość dużo. Potem wróciłam do Polski, przyszły rozmaite obowiązki i nie było już na to czasu. A tango nie znosi zdrad. Żeby naprawdę je tańczyć, trzeba tańczyć regularnie, bo - jak już mówiłam - jest bardzo skomplikowane, z wielością niełatwych figur. Kiedy wyjdzie się z wprawy - nie ma już tej zmysłowej przyjemności, która mu towarzyszy, a bez tego nie ma też tanga. Niestety porzuciłam je, ale ciągle myślę o tym, by znaleźć jednak trochę czasu i do niego powrócić.

Tango ma dużo odmian?

- Jest ich tak dużo, że nawet trudno byłoby je wszystkie wyliczyć. Jest również coś w rodzaju etykiety tanga, pilnie przestrzeganej przez największych tradycjonalistów. Jeden z najważniejszych punktów tej etykiety nazywa się w języku hiszpańskim cabeceo i mówi on, że mężczyzna nie powinien podchodzić do wybranej kobiety i zwyczajnie prosić ją do tańca. Wystarczy, że zatrzyma na niej na chwilę spojrzenie i delikatnie skinie głową.

Bardzo samcze!

(śmiech) - Prawda! Tango niewątpliwie zawiera elementy kultury macho - zawsze dominuje w nim mężczyzna i to on wybiera partnerkę do tańca. Ale jednocześnie tanguero wysokiej klasy w taki sposób prowadzi swoją partnerkę, by to ona w każdym momencie tańca prezentowała się jak najpiękniej. Inny punkt etykiety tanga głosi, że mężczyzna nie powinien tańczyć ciągle z tą samą kobietą, żeby inne nie poczuły się niechciane, choć - jak już wspomniałam - niektórzy wolą tańczyć zawsze z tą sama partnerką.

Za co Polacy kochają tango?

- Bo jesteśmy narodem bardzo emocjonalnym, a tango wyraża wiele emocji i każdy może odnaleźć w nim coś dla siebie. Bardzo mnie cieszy ta dzisiejsza namiętność do tanga i to, że niemal każdego dnia - nie tylko w Buenos Aires, ale też w największych miastach Stanów Zjednoczonych, Europy czy Azji i oczywiście w Polsce - na parkiety w milongach, na ulice i place, na nadbrzeżne bulwary i plażowe platformy wychodzą setki tańczących, uwiedzionych jego czarem. Pięknie ubrane kobiety czekają - stojąc lub siedząc przy stolikach - aż elegancko ubrani mężczyźni zaproszą je do tanga. Tylko jednym nieznacznym skinieniem głowy i zatrzymanym na chwilę spojrzeniem. Piękne.

ANNA BURZYNSKA

Kierownik Katedry Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kierownik literacki Teatru im. J. Słowackiego. Autorka prac naukowych, trzech powieści, sztuk teatralnych w tym "Tanga Piazzolla" [na zdjęciu]. Oparty na nim spektakl można oglądać w Teatrze im. Słowackiego.

Katarzyna Kachel
Polska Gazea Krakowska
5 stycznia 2013
Portrety
Anna Burzyńska

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia