Tango to narkotyk

O swojej przygodzie z tangiem opowiada Marta Górnicka

W warszawskim Laboratorium Dramatu przygotowuje recital ze znakomitymi utworami m.in. Astora Piazzolli i Enrique Discepolo, Cadicamo oraz Cabiano.

Byłaś kiedyś w Argentynie, stolicy tanga? 

Marta Górnicka: Nigdy. To moje wielkie marzenie, którego na razie nie zrealizowałam. 

Nie zaraziłaś się tangiem w Argentynie, ale wybrałaś tanga Piazzolli... 

Tango to forma teatralna, a Piazzolla jest filozofem tanga. O jego muzyce niełatwo opowiadać. Ona za każdym razem mnie wzrusza. Piazzolla był absolutnym geniuszem. Kupiłam go od razu i w całości. 

Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby śpiewać tanga? 

To potwornie trudny gatunek. Tanga, które tworzył Piazzolla, są bogate, wielowarstwowe. Wymagają głosu o dużej giętkości i bardzo dużej skali, który odda temperaturę jego muzyki. Tango Piazzolli budowane jest z kilku elementów: energetycznej rytmiki, pięknej melodii, czasami bardzo romantycznej. Jego utwory wymagają zatem głosu, który ma w sobie lirykę i dramatyzm. W jego muzyce słychać też brud, który ma swoje korzenie w miejscu, skąd tango pochodzi… 

Czyli na ulicy? 

Tak. Tango narodziło się w miejscach zakazanych, poza oficjalnym obiegiem. Gdzieś na obrzeżach miasta, w burdelach, wśród prostytutek. W miejscach, w których emocje mogły być wyrażone tylko przez muzykę. A muzyka opowiadała coś ze środka, z trzewi. Tango to też próba łączenia sprzeczności. 

Sprzeczności, które wyrażają się też w słowach, w poezji? 

Teksty do tang pisali też wielcy poeci. Tekst i muzyka idealnie współgrają ze sobą. Piazzolla tworzy niemal muzyczne pejzaże do słów. Tam gdzie mu ich brakuje, wprowadza muzykę. A bandoneon staje się ludzkim głosem. Tak jest w tangu "Moriro in Buenos Aires", które w sposób bardzo zmysłowy opowiada o śmierci. Jest przedstawiona jak kochanka. Moment, w którym wstaje słońce, jest chwilą spotkania ze śmiercią. Każde tango to mała dramatyczna forma. Przewodnikiem po niej jest wykonawca. 

A czy ty masz mistrza, na którym się wzorujesz? 

Próbuję tangami opowiadać własną historię. Umiejscawiam ją tu i teraz. Dla mnie ważne jest miejsce, z którego opowiadam. Dlatego mój nowy spektakl dzieje się na deskach teatru. Na scenie znajdzie się połyskująca kurtyna - swoiste medium, przez które, w wyobraźni widza - mam nadzieję - będą przenikać wszystkie postaci, o których śpiewam. Są wśród nich szaleńcy, wariaci, psy, błazny, kloszardzi, freaki z marginesu. Główny bohater z "Ballady o wariacie" ma na głowie kawałek kapelusza z cekinów, na skórze namalowaną koszulę, w ręku trzyma girlandę ptasich piór - czyli mieszanka różnych estetyk. Ta postać zaprasza mnie i widzów w swój świat, mówi: "zaśpiewaj mnie jak wariat, pokochaj mnie jak wariat". 

Dlaczego "Tango laboratorium"? 

Próbuję w recitalu zestawić różne tanga: tango canciones Piazzolli z tangami z lat 30., czyli tanga mity z tangami znanymi szerokiej publiczności. Usłyszymy m.in. tango "Per una Cabeza” z "Zapachu kobiety”, do którego genialnie tańczył Al Pacino. Będzie też "Nostalgia” i "Tango Cambalache” w doskonałym tłumaczeniu Jacka Dehnela. Cambalache opisuje zwariowany świat lat 30., czyli świat, który gdzieś wymyka się ludziom, który gdzieś pędzi, jest nieustannym kryzysem. W piosence padają słowa, że "nasz świat od zawsze był i będzie śmietnikiem, w którym wszyscy toniemy po pas”. Na tym śmietniku targu obok Biblii leży lep na muchy, wstążka i frak. Jak na karuzeli mieszają się ze sobą kulturowe postaci: Lady Di i Chaplin, Stawrogin i Bush. Wszyscy tak samo ważni. Kiedy tłumaczyliśmy teksty z lat 30., okazało się, że nie musimy ich specjalnie przepisywać na współczesny kontekst, bo same w sobie są już współczesne. Więcej pracy mieliśmy z dziwnym, czasami ciemnym językiem tang Piazzolli. Jacek okazał się nieoceniony, stworzył własną poezję do tych melodii. W spektaklu próbuję też bawić się formą tanga, cytować tango, nie traktować go tak bardzo serio. Oczywiście korzenie tanga są dla mnie bardzo ważne, dlatego powstała płyta "Tango 3001” dla Polskiego Radia. Teraz jednak patrzę na tango nieco inaczej… 

Płyta powstała w 2003 roku. Mówisz, że dziś patrzysz na te tanga już inaczej. 

W "Tango laboratorium” bawię się formą tanga, przetwarzam ją, przekraczam. Tango to gra spojrzeń, gestów. To teatr. Ale też zawsze tango to ucieczka. To coś, co nieustannie się wymyka. Co próbujemy opisać, ale nie znajdujemy słów. 

Na płycie "Tango 3001” śpiewałaś tanga Astora Piazzolli i Jerzego Petersburskiego. Czyje tanga zaśpiewasz w Laboratorium? 

Przypomnę utwory z płyty, czyli "Ulice” i "Odrodzę się”. Będą też nowe wielkie tanga Piazzolli, do których wcześniej się nie przymierzałam. Chyba potrzebowałam kilku lat, żeby do nich dojrzeć. Jedno z nich to "Tango querido” – rodzaj modlitwy, w której Piazzolla próbuje zamknąć całą skomplikowaną filozofię tanga. Querido znaczy "najdroższe", śpiewam: "tango - nuto złych namiętności, wichuro wśród ciemności, jęku, wspomnienie dziecka, które powód ma, by łkać. Tango najdroższe, kto nauczył cię z taką pasją śpiewać i grać?”. Chcę zaśpiewać również jedną z pieśni z "Operity Maria de Buenos Aires” Piazzolli do tekstu Horatio Ferrera. W Polsce niestety do tej pory Operita nie była wystawiana. No i śpiewam tanga z lat 30. – Cadicamo, Cobiana, Enrique Discepolo. 

A tańczysz tango? 

Nie. Tańczyłam wprawdzie tango w "Operze za trzy grosze” jako Jenny… 

Pytam, bo tango jako taniec na wielu działa jak narkotyk. Mam wrażenie, że na ciebie jak narkotyk działa śpiewanie tanga? 

Oczywiście tak jest. Bo tango to wszystko: bogata melodia, emocje i mądry tekst. Tanga z lat 30. są czasami naiwne, czasem śmieszne i sentymentalne. Ale zawsze znajduję w nich rodzaj bezkompromisowości i bezczelność w mówieniu o świecie. I to mnie uzależnia jak narkotyk.

rozmawiała Agnieszka Michalak
Dziennik
10 kwietnia 2009
Portrety
Marta Górnicka

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia