Taniec zemsty

"Elektra" - reż. Krzysztof Warlikowski - Salzburg Festspiele - Multikino

Oparta na dramacie Sofoklesa "Elektra" według libretta Hugo von Hofmannsthala trzyma w napięciu jak film sensacyjny. Morderstwo, intryga, zemsta - to wszystko sprawia, że opera nabiera rumieńców, które nie opuszczają widza do samego końca.

Multikino po raz kolejny zaprosiło widzów na spektakl operowy, tym razem z Salzburg Festspiele.

Elektra pragnie dokonać zemsty wraz z rodzeństwem: siostrą Chrysotemis i bratem Orestesem, ten jednak uciekł z domu, siostra zaś jest lękliwa. Inscenizację tej opery dla Salzburga przygotował Krzysztof Warlikowski, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów przełomu XX i XXI wieku. Artysta specjalizuje się w nowych odczytaniach greckich mitów.

"Byłam poczerniałym trupem wśród żywych i w tej godzinie jestem ogniem życia, a mój płomień wypala ciemność świata" - to są słowa Elektry do Chrysotemis w odpowiedzi na jej zapowiedź, że Orestes, ich długo oczekiwany brat, cudem się pojawił i jest triumfalnie witany, zabijając kolejno Klitajmestrę, ich matkę i Ajgistosa, jej kochanka i nowego władcę miasta. Następnie wypowiada swoje ostatnie słowa, zanim padnie martwa: „Noszę ciężar radości i prowadzę cię w tańcu. Dla tych, którzy są szczęśliwi tak jak my, wystarczy tylko jedno: milczeć i tańczyć". Na tym wątku jest oparta fabuła tej wyjątkowej opery.

Po trzech latach komponowania Richard Strauss zaprezentował swoją operę 25 stycznia 1909 roku w Operze Królewskiej w Dreźnie. Efekt był katastrofalny. Od pierwszych akordów kompozytor wprowadza słuchacza w wyjątkowy stan napięcia. Lament Elektry, jej pierwszy monolog „Sama! Niestety, całkiem sama!", poprzedza wezwanie Agamemnona, rozpaczliwą modlitwę o powrót ducha jej ojca w godzinie, gdy został zabity przez Klitajmestrę. To niewątpliwie arcydzieło współczesnej muzyki, które długo pozostaje w pamięci.

Widzowie, którzy wybrali się do Multikina licząc na przyjemne i zabawne libretto oraz kilka przebojowych arii, musli się srogo rozczarować. Tutaj nie śpiewa się do pięknych melodii. Tu muzyka wciąż zaskakuje. Porównać ją można do żywiołów przyrody, które są nieujarzmione i nieprzewidywalne. Następują po sobie w sposób zaskakujący. Tu muzyka nie łagodzi obyczajów, chociaż nazwisko Strauss budzi zapewne inne skojarzenia. Tu muzyka porywa, wciąga w otchłań, w jakieś tajemnicze wiry, pobudza, wywołuje nieznane emocje.

Tym bardziej jest to trudne zadanie dla artystów. Rolę Elektry tuż po prapremierze okrzyknięto jedną z najbardziej morderczych partii w całym repertuarze operowym. Faktem jest, że mierzą się z nią zazwyczaj soprany dramatyczne, które mają już za sobą wiele potężnych partii, w tym Wagnerowskie. Strauss od swej Elektry wymaga śpiewania na granicy histerii – ma to oddać nieustanny gniew przepełniający duszę córki, która nie może znieść, że jej własna matka, Klitajmestra, wraz z kochankiem zamordowała jej ojca, Agamemnona.

Świetnie sobie z tym radzi Ausrine Stundyte, litewska sopranistka, która swoim głosem prowadzi nas przez wszystkie emocje, które przeżywa. To wyjątkowe doświadczenie dla widza. Jej Elektra jest liryczna i pełna ekspresji, dramatyczna do bólu. I, co ważne, jest znakomita aktorsko. Przebywając przez cały czas na scenie, ani na chwilę nie wychodzi z roli. Jest kobietą zrozpaczoną, na wpół oszalałą z żądzy zemsty, z obłędem w oczach. Jej końcowy taniec śmierci pokazuje dodatkowo jej możliwości związane z ruchem scenicznym.

Zresztą wszyscy wykonawcy głównych ról mogą się pochwalić zarówno znakomitymi warunkami głosowymi, jak i talentem aktorskim. Tu nie ma słabej roli i słabego momentu.

Krzysztof Warlikowski doskonale poprowadził aktorów. Wydobył z nich wszystko to, co najlepsze. Jak mówi Małgorzata Szcześniak dla miesięcznika "Teatr", scenografka w tym przedstawieniu: "Młoda generacja to genialni ludzie, potrafią zaśpiewać leżąc, klęcząc, wisząc - i kochają swój zawód".

Duet Warlikowski - Szcześniak postawił na spektakl o złu, dziejącym się w nieokreślonym czasie, nieokreślonym miejscu, złu odwiecznym i uniwersalnym, zemście i jej konsekwencjach, ale bez epatowania tym złem. Podczas najbardziej drastycznej sceny - zabijania matki i jej kochanka raz ich zwolenników przez Orestesa - gaśnie światło. Krew bryzga na ekran, jakby ktoś chlupnął wodą z wiadra.
To bardzo nowocześnie zrealizowany spektakl, który poprzez swoje nowatorstwo niczego nie traci, a wiele zyskuje, co nie zawsze jest takie oczywiste.

Obsada: Tanja Ariane Baumgartner - Klitamejstra, Ausrine Stundyte - Elektra, Vida Miknevičiūtė - Chrysotemis, Michael Laurenz - Ajgist, Christopher Maltman - Orestes, Petera Kellnera - Opiekun Orestesa, Verity Wingate - Tragarz, Evgenia Asanova - Powiernica, Matthäus Schmidlechner - Młody sługa, Jens Larsen - Stary sługa, Sinead Campbell-Wallace - Nadzorca, Monika Bohinec - Pierwsza Służąca, Noa Beinart - Druga Służąca, Deniz Uzun - Trzecia służąca, Regina Hanger - Czwarta Służąca, Christina Gansch - Piąta służąca.

Realizatorzy: Franz Welser-Möst - dyrygent , Krzysztof Warlikowski - reżyser, Małgorzata Szczęśniak - scenografia i kostiumy, Felice Ross - oświetlenie, Kamil Polak - wideo, Claude Bardouil - choreografia, Christian Longchamp - dramaturgia, zdjęcia Bernd Uhlig.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
22 stycznia 2022

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia