Tarapaty szalonej rodziny

"Rodzina Addamsów" - reż. Jacek Mikołajczyk - Teatr Muzyczny w Gliwicach

Rodzina Addamsów" na scenie Gliwickiego Teatru Muzycznego to najlepsze przedstawienie musicalowe, jakie w życiu widziałem. Są musicale z piękniejszą muzyką? Są! Z bardziej intrygującą akcją? Są! Z genialnie śpiewającą gwiazdorską obsadą? Też są! Co z tego? Zawsze coś zgrzytnie, jakiś trybik się rozsypie, czegoś braknie albo czegoś jest po dziurki w nosie. W Gliwicach wszystko zostało perfekcyjnie poprowadzone przez Jacka Mikołajczyka.

Dużo słyszałem o teoretycznym przygotowaniu reżysera i jego naukowych osiągnięciach, jako historyka teatru, zafascynowanego teatrem muzycznym. Mikołajczyk jest m.in. autorem książki "Musical nad Wisłą". Wiedziałem, że podpatrywał słynne realizacje mistrzów gatunku na Broadwayu. Wyreżyserował na scenie krakowskiej PWST musical rockowy "Przebudzenie wiosny" Duncana Sheika w autorskim tłumaczeniu.

Wszystko to zasługuje na uznanie, ale dopiero "Addamsami" udowodnił, że jest wspaniałym, utalentowanym artystą. Znam wielu wybitnych teoretyków, którym Bozia poskąpiła tej iskry... Jacek Mikołajczyk łączy w sobie wiedzę, miłość do sztuki i właśnie to małe "coś", co w teatrze decyduje o wszystkim.

Wróćmy zatem do "Rodziny Addamsów" - absolutnie odjechanej, mającej swoje troski, marzenia i tajemnice, czasami okrutnej dla obcych, ale kochającej się na zabój! Rodziny innej od innych rodzin... "Nie psychoanalizuj mnie. Możesz trafić na głęboką czarną otchłań, która bardzo ci się nie spodoba" - powiada Wendesday Addamsówna do swojego "normalnego" wybranka serca. Jak mówi reżyser: Tak właśnie jest z Addamsami - z pozoru zabawni, gdy spojrzeć w głąb, może nas zaskoczyć drzemiący w nich " mrok, żal i wszechogarniający smutek". Nie można oceniać ludzi po pozorach, nie wolno narzucać im swojej wizji świata, trzeba rozmawiać i starać się ich zrozumieć. Kompromis zawsze jest możliwy! Należy szanować odmienność, choćby wydawała nam się absurdalna i właśnie o to woła twórca swoim wariackim, wesołym, chwilami grobowo mrocznym widowiskiem "dla żywych, martwych i... niezdecydowanych".

Wszyscy tę szaloną rodzinę znamy z komiksów, filmów i seriali. Wymyślił ją amerykański rysownik Charles Samuel Addams (dał jej swoje nazwisko) - na początku był bowiem komiks. Barry Sonnenfeld wyreżyserował dwa świetne filmy, które do dzisiaj nic a nic się nie zestarzały, brawurowo zagrali w nich: Anjelica Huston (Morticia Addams, pani domu), Raul Julia (Gomez Addams, mąż Morticii), Christopher Lloyd (Fester Addams) i Christina Ricci (Wendesday). Czasem upiorni, częściej przesympatyczni... W 2010 r. na Broadwayu po raz pierwszy wystawiono musical "The Addams Family" z librettem Marshalla Brickmana i Ricka Elice'a oraz muzyką i piosenkami Adrew Lippy. Musical zagrano ponad 700 razy i tam obejrzał go, zachwycił się i postanowił przenieść na polską scenę, Jacek Mikołajczyk. Przełożył więc na język polski, przekonał dyrektora Pawła Gabarę i dzisiaj możemy cieszyć się znakomitym przedstawieniem.

Od pierwszej sceny ulegamy magii teatru i poddajemy się jej bezwarunkowo dzięki scenografowi Grzegorzowi Polcińskiemu. Stworzone przez niego stare, zaniedbane gmaszysko z początku budzi grozę, ale kiedy otwiera swoje podwoje (ściany) jesteśmy zaskoczeni jego zaniedbaną wspaniałością. Każdy drobiazg jest na swoim miejscu - nagromadzono ich sporo, zostaną w odpowiednim czasie wykorzystane. Mimo natłoku elementów scenografia nie przeszkadza artystom, jest funkcjonalna i plastycznie olśniewająca. Dopełniają ją kostiumy Ilony Binarsch. Orkiestra brzmi perfekcyjnie - zawsze podziwiam dyrygenta Wojciecha Rodka, że potrafi łączyć funkcje dyrektora artystycznego Filharmonii Lubelskiej i Filharmonii Dolnośląskiej, prowadzić klasę dyrygentury w Akademii Muzycznej we Wrocławiu jednocześnie będąc kierownikiem muzycznym Gliwickiego Teatru Muzycznego, do tego ma jeszcze wiele różnych dodatkowych zajęć. Niespokojna dusza, niebywała pracowitość i wielki talent! Wywodząca się z naszych "Dąbrowiaków" Ewelina Adamska-Porczyk to obecnie na polskiej scenie musicalowej prawdziwa choreograficzna perła, znana od "Capitolu", przez "Romę", po Teatr Muzyczny w Gdyni, w Gliwicach pokazała lwi pazur - jej tanga nie zapomnimy nigdy!

Porozmawiajmy o wykonawcach. Tomasz Steciuk jako Gomez Addams szaleńczo zakochany w żonie Morticii, pełen wdzięku, niebezpieczny, nieprzewidywalny, uwodzicielski, ale po prawdzie... pantoflarz. Jak się ma taką żonę - trudno się dziwić: smukła kibić podkreślona słynną czarną suknią, od której nie można oderwać wzroku. Marta Wiejak (Morticia Addams) trzyma wykreowaną przez siebie postać na dystans, czasami niepotrzebnie. Mimo to po spektaklu ją zapamiętujemy najlepiej. Damian Aleksander w roli brzydactwa o gołębim sercu (Wujek Fester z jego niewyobrażalnymi przygodami włącznie z lotem na Księżyc i szaleńczą miłością) jest doskonały w każdym geście - wyborna rola. Z postacią zwariowanej dziewczyny, zakochanej w "normalnym" chłopcu, niby kruchej, ale z "charakterem twardym niczym stal" zmierzyła się Anastazja Simińska (Wednesday Addams) i odniosła sukces. Najzabawniejsza w tym całym zwariowanym towarzystwie jest Babcia, matka Gomeza, który się do niej nie przyznają je. Babunia ma setkę na karku, i przyjechała z wizytą 12 lat temu i wyjechać nie może, kradnie okolicznym kotom żarcie, bo go uwielbia, piecze szarlotki z... arszenikiem, sporządza mikstury szkodzące zdrowiu, pije, pali (marihuanę?) i nigdy na nic nie narzeka. Tryska wisielczym humorem. Wykreowała ją Katarzyna Wysłucha i podbiła serca widowni każdym szalonym gestem, niepowtarzalnymi krokami i fantastycznym głosem. Ozdobą tej rodzinki jest Pugsley Addams - miłośnik elektrowstrząsów i bardziej wyrafinowanych tortur, któremu kochana siostrzyczka Wednesday zadaje ból i cierpienie - byle tylko go uszczęśliwić. Paweł Wawrzyczny, którego oglądaliśmy już na scenie GTM w roli Małego Księcia, po raz kolejny udowodnił, że urodził się po to, aby grać. Każdy musi polubić Lurcha (doskonały Kamil Zięba), przerośniętego kamerdynera o urodzie Frankensteina, który jak nikt potrafi chronić dom przed natrętami. Domową sielankę zakłóca zwykła amerykańska rodzina, czyli wybranek serca Wednesday i jego rodzice (państwo Beineke). Kto jest bardziej normalny - Addamsowie czy familia Beineke? Na to pytanie odpowiecie sobie już sami.

Najwyższe słowa uznania należą się brawurowej, najpiękniej ze wszystkich śpiewającej Marcie Florek (Alice Beineke), podobają się również: uwalniający się z roli ograniczonego mieszczańskimi zasadami, małżonka Grzegorz Pierczyński (Mai Beineke) oraz ich synek Lucas zgrabnie zagrany przez Marcina Franca. Trudno nie wspomnieć chodzącej Rączki...

Szacunek i najwyższe uznanie należą się dyrektorowi gliwickiej sceny Pawłowi Gabarze za to, że zamienił chylącą się ku upadkowi prowincjonalną scenę operetkową w nowoczesny, porywający teatr muzyczny. Nawet grane tu operetki mają swoją klasę, spektakle taneczne są rewelacyjne, no a w musicalu, dzięki m.in. "Rodzinie Addamsów", dołączył Gliwicki Teatr Muzyczny do krajowej czołówki. Promocja, którą miasto zyskało dzięki Addamsom kosztowałaby niewyobrażalne pieniądze, zamiast jednak nagród dla dyrektora, dziękczynnych listów i słów uznania szefowi gliwickiego teatru podziękowano, ale za... dalszą współpracę, tak zwyczajnie, po naszemu, po polsku.

**

Gliwicki Teatr Muzyczny: Rodzina Addamsów, musical w 2 aktach. Muzyka i teksty piosenek: Andrew Lippa, libretto: Marshall Brickman i Rick Elice. Spektakl oparty na postaciach stworzonych przez Charlesa Addamsa. Reżyseria i przekład: Jacek Mikołajczyk, kierownictwo muzyczne: Wojciech Rodek, choreografia i ruch sceniczny: Ewelina Adamska-Porczyk, scenografia: Grzegorz Policiński, kostiumy: Ilona Binarsch. Polska prapremiera: 13 marca 2015.

Witold Kociński
Śląsk
12 maja 2015

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia