Teatr jest miejscem spotkań

Rozmowa z Katarzyną Trzeszczkowską

Oczekuję od teatru, żeby mówił o rzeczach ważnych. Jeżeli będziemy się zamykać na teksty, które mówią o sprawach najistotniejszych, to czym on wtedy będzie?

Z Katarzyną Trzeszczkowską - aktorką Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze, laureatką Srebrnego Kluczyka 2019 (nagrody kulturalnej Nowin Jeleniogórskich) w kategorii "kreacja aktorska" za rolę Wali w spektaklu pt. "Łotrzyce" - rozmawia Urszula Liksztet.

Urszula Liksztet: Jak trafiła pani do teatru w Jeleniej Górze?

Katarzyna Trzeszczkowska - Dosyć standardowo. Wysyłałam CV do różnych teatrów. Byłam wtedy na czwartym roku, grałam spektakle dyplomowe i uznałam, że trzeba pomyśleć o swojej przyszłości. Zaczęłam więc na nie zapraszać gości. Wiedziałam: zdjęcia zdjęciami, CV to CV, ale to, co aktor robi na scenie jest jego najlepszą wizytówką. Zaprosiłam też Piotra-Bogusława Jędrzejczaka, który przyjechał do Olsztyna i zobaczył mnie w trzech odsłonach: w spektaklu współczesnym, klasycznym i muzycznym.

A tytuły tych przedstawień może pani podać?

- Tak: "Faza Delta" - to był tekst współczesny, grałam tam taką szaloną "dresiarę" - totalny kosmos. Drugi -"Tęsknota", spektakl złożony z tekstów Czechowa, a więc klasyczny, w którym mogliśmy z kolegami poczuć się w atmosferze tamtych lat i "Bajki dla niegrzecznych dzieci" - spektakl muzyczny. Piotrek (Piotr-Bogusław Jędrzejczak - kierownik artystyczny TN - przyp. UL) przyjechał, zobaczył mnie, następnie pan dyrektor Tadeusz Wnuk zaprosił mnie na rozmowę. Odbyłam tę rozmowę i tydzień później dostałam propozycję etatu.

Jak na dzisiejsze czasy, to była dosyć szczęśliwa okoliczność.

- Oj, bardzo, bardzo szczęśliwa, to było moim marzeniem - być na etacie. Ja się dostałam dosyć późno do szkoły... w wieku 24 lat...

Czy to była szkoła pierwszego wyboru?

- Nie! Bardzo mi zależało, żeby być. w ogóle w zawodzie. Zdawałam kilka razy, ale bez powodzenia; wcześniej ukończyłam anglistykę, zajmowałam się tańcem, teatrem tańca, zdawałam nawet na wydział teatru tańca do Bytomia. Bez powodzenia. Marzyłam, żeby zostać aktorką, ale chyba nie do końca wierzyłam w swoje możliwości. Przez te 0-6 lat, kiedy podchodziłam do egzaminów, to był dla mnie okres dojrzewania - jako człowieka i jako kobiety. W wieku 24 lat powiedziałam sobie, że to już będzie ostatnia próba.

I się dostałam.

Nie zawsze ten, kto dostaje się do szkoły za pierwszym razem, równie łatwo robi karierę. Kiedy postanowiła pani zdawać do szkoły teatralnej, a może "już jako dziecko marzyłam, o zawodzie aktorki"?

- Trochę tak było. Pamiętam, że w piątej klasie podstawówki trzeba było wypełnić ankietę w zeszycie do ćwiczeń i odpowiedzieć na pytanie, kim się chce być w przyszłości. Ja już wiedziałam i napisałam, że chcę być aktorką.

A skąd pani to wiedziała już wtedy, może po obejrzeniu jakiejś bajeczki taka myśl się pojawiła:

"Jaka ładna królewna i ma taką ładną sukienkę. Ja też tak bym chciała"?

- Nie. Właściwie nie. Bardzo dużo . śpiewałam do udającej prawdziwy mikrofon skakanki albo do dezodorantu. Wtedy moją idolką była Britney Spears. Strasznie też mi się podobały scenki w szkole, kiedy trzeba było się nauczyć wierszyka, powiedzieć go. To mi się podobało, a nie jakaś bajka, która zrobiła wielkie wrażenie.

Rozpoczynając studia, była pani osobą ukształtowaną emocjonalnie. Czego się pani spodziewała? Szkoła to miejsce edukacji, ale przecież nie tylko... Czy te oczekiwania się spełniły?

- Zacznijmy od tego, że ja się dostałam do Studium Aktorskiego w Olsztynie, a wcześniej w ogóle nie miałam świadomości że taka szkoła istnieje. Państwowa, nieodpłatna - to jest ważne dla młodego człowieka. Tam się dostałam i to był strzał w dziesiątkę. To studium istnieje przy teatrze. Już na drugim roku mogłam grać w spektaklach. Jest to wspaniałą sprawą dla młodego człowieka, który w szkole uczy się zawodu, ale może od razu weryfikować się na scenie, bo ma możliwość grania w spektaklach i pracy z reżyserem.

- Oraz ze starszymi kolegami...

- Tak. Ta szkoła dała mi bardzo dużo jako aktorce i jako człowiekowi. Mogłam grać w przedstawieniach i wpisać coś do CV. Odpowiadając więc na pytanie, czy byłam ukształtowana emocjonalnie - w tym sensie nie do końca. Na pierwszym roku okazało się, że pomimo faktu, iż dużo śpiewałam, mam problemy z głosem, z wydobyciem emocji, z panowaniem nad głosem scenicznie. Padały stwierdzenia, że mam głos "niesceniczny", że skrzeczę. Na egzaminie dyplomowym zarzucono mi, że jestem wręcz za głośna. Już wtedy wiedziałam, że to nie kwestia emisji głosu, ale mojego nastawienia psychicznego. Musiałam ten problem "przepracować od środka". Ja się po prostu bałam mówić, bałam się emocji. Szczególnie, że jako kobieta nie do końca potrafię mówić o emocjach. Generalnie chyba kobiety mają duży problem z mówieniem o emocjach bez takiego drżącego głosu...

Chyba nie tylko kobiety - my, Polacy, mamy kłopot z mówieniem o emocjach...

- Tak, często wolimy je przemilczeć. Tak więc uważam, że szkoła dała mi nie tylko zawód, ale też jakąś pewność siebie

I przyjaciół...

- O, to na pewno!

Macie kontakt ze sobą?

- Tak i to nie tylko ludzie z mojego roku, ale też z innych lat.

Czy ma pani wzór artystyczny aktorki bądź aktora, który panią inspiruje?

- Nie mam takiego jednego konkretnego wzoru, natomiast zawsze bardzo mi się podobały aktorki, które nie bały się brzydoty, nie bały się ryzykować, nie bały się zmieniać swojego wizerunku. Taką aktorką jest dla mnie Agata Kulesza - aktorka totalna, Magda Cielecka, Kinga Preis. To są aktorki, które moim zdaniem idą na całość.

Ja jeszcze dodałabym do tego grona Stanisławę Celińską.

- O, to na pewno!

Gdyby postawiono panią przed wyborem - mogę zagrać wielką rolę kobiecą - Julię, Pannę Julię albo jeszcze inną u mało utalentowanego reżysera albo epizod u mistrza sceny: na przykład "ogon" u Lupy, to którą pani wybierze?

- Oj! Zdecydowanie ogon u Lupy!

Czyli - wybiera pani reżysera.

- I tak, i nie. Wybieram przede wszystkim rozwój dla siebie. To nawet nie chodzi o nazwisko. To mógłby być człowiek młody, z niedługim stażem, bo przecież już na pierwszych dwóch próbach widać, o czym ma być spektakl i co chce zrobić z nami - aktorami. Przekonujemy się, czy jesteśmy postawieni w sytuacji "ratuj się, kto może", czy jednak ta praca będzie rozwijająca. Tak, ja stawiam na swój rozwój. I nie chodzi o wielkość roli, tylko o to, co ona wnosi do spektaklu.

-A spośród reżyserów, których już nie ma - z którym chciałaby pani pracować?

- Już kiedyś odpowiadałam na takie pytanie. Powiedziałam wtedy, że z Grotowskim i chyba nadal się tego trzymam. To jest zupełnie inny świat. Może nie do końca jest dzisiejszy, ale chciałabym to przeżyć - to jest zupełnie inna "bajka".

A nie chciałaby pani zagrać w jakimś serialu?

- Ooo! To jest pierwsze pytanie, na które muszę odpowiadać na przysłowiowych imieninach u cioci: "Kiedy zobaczymy cię w jakimś serialu?" Dopóki wystarcza mi sił i dopóki mogę się z tego utrzymywać - wybieram teatr. Świadomie wybieram teatr.

Nie wiem, co będzie za 20, 30 lat. Będę pewnie zupełnie innym człowiekiem i nie zarzekam się, że zupełnie nie chcę. Teraz zdecydowanie wybieram teatr. Zresztą o karierę filmową, | serialową trzeba dbać, a ja kompletnie o to nie zabiegam, bo wybrałam coś innego i to jest najważniejsze. Teatr przynosi mi spełnienie i poczucie bycia szczęśliwą.

Piękne słowa! Nie każdy może to o sobie powiedzieć! Wobec tego - na jakim etapie jest pani teraz - życiowym, zawodowym?

- Zawodowo jestem na etapie ciągłego rozwoju. Prywatnie jestem w związku ze wspaniałym mężczyzną, z którym chciałabym być na co dzień. Udało nam się dostać pracę razem, w teatrze w innym mieście. Życie to jest też przygoda i trzeba próbować innych opcji.

Czyli to są ostatnie miesiące w naszym mieście i z końcem sezonu odejdzie pani z Teatru Norwida.

- Jestem otwarta na zmiany i musiałam podjąć taką decyzję. Mam prawie 30 lat i jestem szczęśliwa, robiąc to, co robię. To była słuszna decyzja.

Czy będzie pani żałować?

- Mam nadzieję, że nie. Na razie jestem otwarta na to, co się wydarza w moim życiu. Także związek na odległość nie jest dobry. Tlą się w głowie jeszcze inne myśli...

Jak przyjął tę informacje dyrektor Wnuk, czy próbował panią odwieść od tego zamiaru?

- Tak, oczywiście, próbował, ale ja, podpisując angaż, uprzedziłam pana dyrektora, że odejdę z Norwida, jeśli mi się uda zatrudnić razem z moim partnerem życiowym. Udało się i od nowego sezonu będziemy pracować w jednym teatrze. Mnie było dobrze w Jeleniej Górze. Tu jest fajny, zgrany zespół, z którym świetnie się pracowało.

Co pani lubi robić, kiedy nie ma prób ani spektakli?

- Lubię gotować. Ale lubię się "rozsiąść" w kuchni, więc nie lubię gotować, kiedy mam mało czasu albo kiedy ktoś mi przeszkadza. Od 10 lat jestem wegetarianką, więc ta kuchnia jest dosyć specyficzna. Ale mój mężczyzna je mięso i nie mam z tym problemu, i wiem, jak to się robi. Wieczorem po spektaklu albo próbie, kiedy jestem zmęczona, największym odprężeniem jest lektura albo film.

- Jak wpływają na młodego aktora nagrody?

- Trudno określić - to poczucie szczęścia i spełnienia. Nagrody są jak oklaski po dobrze zagranym przedstawieniu. Dla mnie, tak długo walczącej o dostanie się do szkoły, jest dodatkowym potwierdzeniem, że to, co robię, podoba się ludziom, że ktoś mnie docenia.

Czego pani życzyłaby kolegom, sobie i publiczności z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru?

- Chyba tego, żeby dbać o teatr. I nie mówię tutaj o budynku. Teatr to miejsce intymne. Aby powstał wspaniały spektakl, musi być spełnionych kilka warunków. Przede wszystkim dobra atmosfera pomiędzy ludźmi, intymna. Musimy o siebie dbać, o teatr w sobie, żeby nie stracić miłości do sztuki. Nie chciałabym, -żeby zawód aktora został sprowadzony do biernej funkcji. Nie możemy godzić się na ustępstwa. Jeżeli będziemy walczyć o dobre teksty, dobrych reżyserów, o dobre granie, to wtedy teatr będzie piękny. Oczekuję od teatru, żeby mówił o rzeczach ważnych. Jeżeli będziemy się zamykać na teksty, które mówią o sprawach najistotniejszych, to czym on wtedy będzie? Będzie tylko miałką rozrywką. A teatr jest przecież miejscem spotkań. Miejscem spotkań różnych ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

___

Katarzyna Trzeszczkowska - w 2018 roku ukończyła Policealne Studium Aktorskie im. Aleksandra Sewruka przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Debiutowała, na Dużej Scenie, już na drugim roku w „Wiśniowym Sadzie" Czechowa w reżyserii Norberta Rakowskiego. Otrzymała wyróżnienie: najlepsza aktorka dyplomu muzycznego na III Ogólnopolskim Przeglądzie Dyplomów i Egzaminów Muzycznych „PRZYGRYWKA" w Toruniu). W 2018 roku na XI Międzynarodowym Festiwalu Mistrzostwa Aktorskiego i Ruchu Scenicznego im. Kocha w St. Petersburgu, otrzymała nagrodę specjalną Studenckiego Jury za monolog taneczny Fedry na podstawie „Fedry" Jeana Recine'a. Do zespołu aktorskiego Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze dołączyła we wrześniu 2018.

Urszula Liksztet
Nowiny Jeleniogórskie
21 marca 2020

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia