Teatr, który urodził się z lasu

Rozmowa z Aliną Więckiewicz

Teatr... Czy można podzielić go na lalki i dramat? Niektórzy bardzo przestrzegają tego podziału, ale ja ukończyłam Wrocławską Szkołę Teatralną i miałam to szczęście być studentką Jana Dormana. Ja wiem, że scena i aktor stanowią jedność, a to, jakich środków aktorskich użyję, będzie zależało od mojego przygotowania i wrażliwości. Lalka jest cudownym tworem współistniejącym z aktorem. To aktor użycza lalce głosu, wchodzi z nią w interakcje, może prowadzić z nią dialog. Dzięki lalce ja nigdy nie jestem na scenie sama, ale też lalka czasem przejmuje jakby prowadzenie, bo skupia na sobie uwagę widzów.

Z Aliną Więckiewicz - aktorką, lalkarką, reżyserką i scenografką, autorką spektakli dla dzieci - o magicznym szklanym teatrze jak z baśni, usytuowanym w lesie, o misji aktora i lalkarza, o szacunku wobec najmłodszego widza i o spełnianiu własnych marzeń artystycznych, które urzeczywistniają się w widzach - rozmawia Ilona Słojewska.

Ilona Słojewska: Jak narodził się pomysł Teatru w Lesie?

- Pomysł na Teatr w Lesie urodził się z lasu, w którym mieszkam. 25 km od centrum Warszawy w Józefowie na terenie otuliny parku krajobrazowego, znalazłam swoje miejsce na Ziemi. To tu na każdym spacerze z moim psem, odkrywam prawdziwą scenografię i snuję w myślach opowiadania dla dzieci... Jak opisać im to, co widzę? A spacerując po lesie czasem robiłam lalki z patyków i porośniętej mchem kory. Mój pies uważnie się przyglądał.

Jak powstał „szklany teatr", do którego zagląda las?

- Szklarnia jest prawdziwa i stoi niemal za płotem mojego ogrodzenia. To magiczne miejsce mojej leśnej przyjaciółki Moniki. My „kobiety z lasu", bo tak siebie nazywamy, żyjemy tu zupełnie inaczej niż w mieście. Jesteśmy blisko siebie, wpadamy na kawę, pogaduchy.

Pierwsze przedstawienie w szklanym leśnym teatrze...

- Pierwsze przedstawienie w szklarni wzięło się z wspólnej kawy... Co tu zrobić na urodziny Molly? Zaproponowałam spektakl dla dzieci... i tak już poszło. Grałam już w tak różnych miejscach, że wiedziałam, iż to się musi udać, a Monika od razu otworzyła szklarnię z krótkim tekstem... Mamy teatr!
I tak się zaczęło. Właściwie to dalej jest to magiczne miejsce, dostępne tylko dla nielicznych. Kameralna forma szklarni nie pozwala zaprosić zbyt wielu gości, ale właśnie w tym kryje się jej największy urok. Gram pro bono dla przyjaciół, dla ich dzieci, wspólnie robimy lalki, testuję na nich swoje zajęcia, które potem prowadzę w szkołach, bibliotekach, na Zamku Królewskim. Jeśli uda mi się zainteresować swoich przyjaciół wspólną zabawą w teatr, to wiem, że poradzę sobie z obcymi ludźmi na warsztatach teatralno-plastycznych.

Gdzie, oprócz Teatru w Lesie, wystawia pani swoje realizacje?

- Od wielu lat współpracuję z Zamkiem Królewskim i Pałacem w Wilanowie. Uwielbiam grać w oryginalnych wnętrzach, które w dużym stopniu ukształtowały moje zainteresowania Teatrem Dworskim oraz historią kostiumu. Dlatego moje realizacje teatralne nawiązują do minionych epok. Uwielbiam E.T.A. Hoffmanna, jego wrażliwość i uniwersalne przesłanie. Zrealizowałam spektakl „Dziadek do orzechów" z własną adaptacją na podstawie jego opowiadania.

Jest pani nie tylko reżyserką, ale i projektantką scenografii oraz kostiumów...

- Ukończyłam Szkołę Plastyczną oraz Wydział Lalkarski w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu i stąd moje zainteresowania lalkami i scenografią. Miałam to szczęście, że od początku mojej pracy w teatrze zarówno w Tarnowie, jak i Warszawie dostawałam szansę realizowania własnych projektów scenograficznych. To niezwykłe doświadczenie, móc zrealizować swoje projekty scenograficzne, a potem oglądać je na scenie.
Scenografię do moich spektakli zawsze realizuję sama, albo zapraszam do współpracy zaprzyjaźnionych twórców. Sama robię lalki, ale jeśli wykorzystuję lalki wykonane w technice porcelany, to zapraszam zaprzyjaźnioną artystkę, która wykonuje dla mnie korpusy i elementy porcelanowe. To wymaga po prostu perfekcyjnej znajomości techniki pracy z porcelaną. Moje lalki wykonane są z drewna, różnych materiałów, papieru, wełny, gąbki...czasem z patyków.
Często przy pracach plastycznych pomaga mi moja córka Aleksandra, która od zawsze towarzyszyła mi w teatrze. Urodziła się w trakcie moich studiów, więc mogę powiedzieć, że dyplom ma razem ze mną. Choć Aleksandra ukończyła filozofię, to od teatru nie da się po prostu uciec, mając go w domu od dziecka.

W pani spektaklach scenografia, a głównie kostiumy posiadają swoją własną narrację

- Zawsze uwielbiałam buszować w magazynach kostiumów w starych teatrach. Na przykład w Tarnowie do spektaklu „Bal Manekinów" teatr skupował oryginalne kostiumy z lat 20 ubiegłego wieku. Sama grałam na scenie w przepięknej oryginalnej sukni balowej. To zupełnie magiczne doświadczenie. W spektaklu „Historyja miłości Jana i Marysieńki kuchnią przeplatana", który wyreżyserowałam, napisałam scenariusz i grałam jedną z postaci, wykorzystałam niezwykłe oryginalne kostiumy Zofii Wierchowicz z opery „Narciso" Domenico Scarlattiego, które podarował Teatr Wielki w Warszawie naszemu Teatrowi Królewskiemu w Pałacu w Wilanowie. Po rekonstrukcji kostiumów mogliśmy odkryć niezwykłe piękno szlachetnych jedwabi, które na scenie wyglądają wprost bajecznie. Właśnie to w teatrze pociąga mnie najbardziej. Wplatam w swoje realizacje oryginalne kostiumy, łączę spektakle z warsztatami poświęconymi np. etykiecie dworskiej czy tańcowi dawnemu. Aby to było możliwe, zawsze staram się poznawać niezwykłych twórców, pasjonatów, a sama ciągle się uczę. Jeśli spektakl grany jest w oryginalnych wnętrzach, to scenografia jakby robi się sama, lecz jeśli ten sam spektakl przenosimy w zupełnie inne miejsce np. do lasu, to nadajemy mu zupełnie nowy wydźwięk.

Jaki wpływ na emocje widzów „Teatru w Lesie", oprócz wrażeń artystycznych, ma bliskość lasu?

- Grając swoje kameralne formy teatralne w lesie, w małej szklarni, zawsze staram się wykorzystać wszystko to, co mnie otacza. Jeśli drzewa szumią za szybami, to szumią również w moim spektaklu. Niezwykłe doświadczenie, gdy światło w szklarni jest jedynym jasnym punktem w ciemnym lesie, widz musi dojść do teatru... przez ciemny las...No, kawałek lasu. I tak z wnętrz pałacowych przeniosłam formę scenki marionetkowej, która występowała w Teatrze Dworskim do mojego małego Teatru w Lesie. Odtworzyłam projekt jej konstrukcji, a mój zaprzyjaźniony artysta stolarz wykonał ją. Potem zabawa w malowanie i mała szklarnia zamieniła się w... pałac. Wystarczy odrobina wyobraźni.

Kilka słów o najnowszej realizacji w leśnym teatrze

- Najnowsza realizacja Teatru w Lesie to „Tajemnica Warszawskiej Starówki", przy dużym udziale COVID 19. Gdy wszystko stanęło, sztuka zamarła, w ramach programu „Mobilni w Kulturze" otrzymałam grant na realizację projektu teatralnego. Była to dla mnie szansa, ponieważ gdy wszyscy tracą pracę, bardzo ciężko aktorom upominać się o jakąkolwiek pomoc. Miałam możliwość zrealizowania własnego projektu, który w tak trudnych czasach odpowiedział mi tak pozytywnym odzewem ze strony widzów, że już samo to było dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Jeśli mój mały Teatr w Lesie potrafi sprawić choć chwile radości widzom, to wiem, że warto.

Jest pani doświadczoną aktorką, lalkarką, z bogatym i oryginalnym warsztatem zawodowym. Jak postrzega Pani relacje pomiędzy lalkami a aktorem

- Teatr... Czy można podzielić go na lalki i dramat? Niektórzy bardzo przestrzegają tego podziału, ale ja ukończyłam Wrocławską Szkołę Teatralną i miałam to szczęście być studentką Jana Dormana. Ja wiem, że scena i aktor stanowią jedność, a to, jakich środków aktorskich użyję, będzie zależało od mojego przygotowania i wrażliwości. Lalka jest cudownym tworem współistniejącym z aktorem. To aktor użycza lalce głosu, wchodzi z nią w interakcje, może prowadzić z nią dialog. Dzięki lalce ja nigdy nie jestem na scenie sama, ale też lalka czasem przejmuje jakby prowadzenie, bo skupia na sobie uwagę widzów.
Spotkanie z Janem Dolmanem ukształtowało moje postrzeganie teatru i fundamentalne podejście do dziecka jako widza. Nie wolno dziecka traktować infantylnie. Dziecko jest najprawdziwszym lustrem dla aktora. Kiedy nie mam nic do powiedzenia na scenie, to właśnie dziecko najpiękniej się nudzi, pokazując to. Zauważyłam pracując w teatrze, że dzieci to najlepszy barometr prawdy lub fałszu aktorskiego.

Prowadzi pani wiele warsztatów lalkowych z dziećmi. Obecni są też ich rodzice. Co panią najbardziej fascynuje w tego rodzaju pracy?

- Zauważyłam w trakcie prowadzenia warsztatów, jak dzieci ośmielają się i potrafią poprzez lalkę opowiedzieć np. o czymś trudnym, bo wtedy to lalka opowiada, a nie dziecko. To jest właśnie magia lalki. Mogę jej przekazać najskrytsze tajemnice, ale lalka ożywa w rękach aktora, wtedy staje się postacią, którą gra. Poza nimi jest tylko lalką. To jest ta subtelna różnica, którą dzieci doskonale „czytają". Warto obserwować jak dzieci się bawią, kiedy ogrywają przedmioty. Dzieci są niezwykle cennymi nauczycielami dla nas aktorów, ponieważ dziecięce postrzeganie świata jest czyste, naturalne. Zdarzało mi się w trakcie spektakli, że dzieci dopowiadają z widowni teksty np. przestrzegające inne postaci przed niebezpieczeństwem, chociaż doskonale wiedzą, iż to bajka, to jednak „wchodzą" w nią i dają się ponieść wyobraźni. My dorośli możemy się wiele od dzieci nauczyć. Dlatego zawsze uważałam, że nie ma czegoś takiego jak teatr tylko dla dzieci. Przecież małe dziecko nie przyjdzie samo do teatru, to dorosły jest jego przewodnikiem. Spektakl powinien być adresowany zarówno do dorosłego, jak i do dziecka. Każdy odbierze swoją warstwę. Infantylne granie i udawanie przez dorosłych dzieci jest obrażaniem percepcji dziecka.

Co podczas warsztatów jest najważniejsze dla dzieci i dla pani?

- Kiedy prowadzę po spektaklu warsztaty teatralne i np. pokazuję dzieciom jak zrobić swoją lalkę, to widzę, że dzieci cudownie otwierają swoją wyobraźnię. Dzieci tworzą „swoją „lalkę". Często muszę powstrzymywać rodziców przed zbyt dużą ingerencją, gdy próbują narzucać dzieciom swoje wizje. Wtedy proszę, aby mama lub tato zrobili swoją lalkę, a dziecko swoją. Nie zawsze się to udaje, bo niektórzy rodzice woleliby, żeby praca dziecka była idealna, to znaczy taka, jak oni uznają. A zawsze najlepsza jest praca dziecka! Zawsze. Ten wspólny czas przy tworzeniu lalek jest niezwykłym czasem magii... Czasem to właśnie pierwszy raz podczas warsztatów rodzic i dziecko coś wspólnie tworzą. Zawsze powtarzam, że nawet najdroższa kupna gotowa lalka nie zastąpi tej, którą dziecko zrobi samo. Tylko jak zasugerować rodzicom, że dla dziecka największą wartość ma uważność, jaką mu poświęcamy? A to ona w teatrze jest tym, co przyciąga dzieci. Ja im pokazuję, że jestem tu dla nich. Jeśli w trakcie spektaklu dziecko mnie o coś zapyta, a widocznie jest to dla niego ważne, zawsze staram się odpowiedzieć. A rodzic... zawsze stara się uciszyć dziecko.

Do jakich przemysleń skłania panią aktualna sytuacja?

- Obecna sytuacja nie pozwala rozwijać skrzydeł teatralnych. Trudno grać, licząc czy ilość widzów mieści się w dopuszczalnej liczbie. A może mogłabym ten czas wykorzystać na tworzenie kolejnej sztuki, aby, gdy zaświeci światło nad kulturą, być już gotową? Mam w sobie wiele pokory i ciężko mi myśleć w kategoriach: nagraj sama, zmontuj. Ja potrafię opracować, przygotować spektakl, scenografię, ale ludzie kończą studia operatorskie. Sama chciałabym oglądać profesjonalne realizacje. Teraz możemy się bawić w „zrób to sam", ale ja chciałabym czegoś więcej. Nie pozwólmy wmówić sobie, że nie ma znaczenia, jak mówimy, jak gramy, jak oświetlimy własne domowe realizacje. Ja czekam na to, jak będzie normalnie, to znaczy, żeby wejść na scenę, zobaczyć widownię i usłyszeć tę ciszę. Bardzo mi tego brakuje.

Dziękuję za rozmowę i życzę, by magia pani sztuki aktorskiej przyciągała do teatru ze szkła jak najwięcej najmłodszych widzów.

__
Alina Więckiewicz - aktorka, lalkarka. W latach 1984-1989 związana z Tarnowskim Teatrem im. Ludwika Solskiego. Tutaj grała Laurę w „Szklanej menażerii" Tennessee Williams,a w reż. Piotra Paradowskiego. Inne znane role to Manekin damski 33 w Balu manekinów Bruno Jasieńskiego, w reżyserii Andrzeja Jakimca oraz wyróżniająca się kreacja Podstoliny w Zemście Aleksandra Fredry w reżyserii Wojciecha Jesionka. Następnie w warszawskim Teatrze Lalki i Aktora „Baj" wykreowała postać Gerdy w Królowej Śniegu Eugeniusza Szwarca w reżyserii Jana Plewako oraz Klarę w Dziadku do orzechów E.T.A. Hoffmanna w reżyserii Krzysztofa Niesiołowskiego. Ostatnio związana z Teatrem Królewskim Muzeum Pałacu w Wilanowie, gdzie wystąpiła w Przygodach Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla w reżyserii Marcina Masztalerza. Do tego spektaklu zaprojektowała też scenografię i kostiumy. Autorski spektakl Historyja miłości Jana i Marysieńki kuchnią przeplatana otrzymała główną nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu w Winnicy na Ukrainie. Prowadzi warsztaty teatralne dla dzieci. Ze swoimi przedstawieniami odwiedza charytatywnie szpitale, domy opieki, hospicja.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
10 listopada 2020

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...