Teatr na granicy

"ID" - XII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje

Sztuka Marcina Libery - "Id" to teatr dokumentalny i mocno współczesny, zawierający metateatralne elementy. Tekst powstał na podstawie reportaży Angeliki Kuźniak: "Zabili we mnie Heidi" i "Wszystko o mojej siostrze" oraz Renaty Radłowskiej "Nowohucka telenowela".

Liber gra z widzami w otwarte karty – aktorzy przedstawiają się, opowiadają publiczności kim są, gdzie pracują… po chwili jednak zmieniają tożsamości, wcielają się w swoich bohaterów i opowiadają nam trzy tragiczne historie. Sylvin, który w getcie traci swoją bliźniaczą siostrę i nie potrafiąc pogodzić się z jej stratą, zaczyna przebierać się za kobietę i występować w klubach dla homoseksualistów. Heidi, historia dziewczynki, która w wieku sześciu lat zostaje odsunięta od rodziny i oddana w ręce Systemu - staje się znakomitą sportsmenką, ale za cenę utraty kobiecości i zrujnowanego życia. Zostaje zamknięta w ciele, które w wyniku naszprycowania środkami anabolicznymi przypomina męskie. Ta historia została przez autora najbardziej wyeksponowana i sprawia wrażenie najważniejszej. Ostatecznie zostaje ukazana Maria od Cegieł, ostatnia postać, która w ucieczce przed swoim popędem seksualnym rzuca się w budowę socjalistycznej Polski. Była, dumna przodowniczka pracy na emeryturze żyje na skraju nędzy.  

Reżyser cały czas zmienia nastroje – opowiadanie tych gorzkich historii stara się skontrastować z anegdotą, urokiem osobistym aktorów. W spektaklu dokumentalizm przeplata się z metateatralnością. W przestrzeni niewielkiej sceny, która została zabudowana trzema białymi ścianami, na krzesłach siedzi trójka aktorów. Na początku aktorzy przedstawiają się. Można tu znaleźć tradycyjne sposoby teatru w teatrze, jak na przykład zapalanie światła na widowni, gdy aktorzy wychodząc z ról, zwracali się do publiczności lub czytali ulotki znanych leków. Bardzo trudny i poważny temat spektaklu przełamany meteteatralnością stał się bardziej przystępny i nie męczył widza.

Poza płcią, reżysera interesuje uwikłanie w sytuację społeczno – polityczną. Tematy gender przeplatają się zatem z opowieściami o świecie, historii i polityce.

Przedstawienie Libery jest niewygodne – nasuwa ciągłe pytania na które trudno znaleźć odpowiedzi. Chłopiec, czy dziewczynka? Lesbijka? Transwestyta?

Sylvin, Heidi i Maria od Cegieł nie zmieniają swojej tożsamości, zostają jej pozbawieni i nie akceptują siebie. Marcin Liber w jednym z wywiadów powiedział, że bardzo ważne jest, żeby czuć się akceptowanym, ponieważ istnieje akceptacja osobista - potrzeba akceptowania siebie takim, jakim się jest, ale również potrzeba wsparcia z zewnątrz: „Powinniśmy być tolerancyjni, jeśli chodzi o poglądy. Na tym polega demokracja. Musimy walczyć, dbać o to, żeby państwa demokratyczne były państwami tolerancyjnymi”. Bohaterowie „ID” chcą być kimś innym, ale nie są akceptowani przez społeczeństwo. System narzuca im, kim mają się stać.

W teatrze dokumentalnym najważniejsze są słowa, dlatego zapewne reżyser współpracujący z Grupą MIXER stworzyli minimalistyczną scenografię. Za plecami bohaterów można było zobaczyć projekcje obrazów – różnych twarzy – różnych tożsamości, które zmieniały się w bardzo szybkim tempie. Najdrastyczniejsza była scena z Heidi, za której plecami można było zobaczyć borowany i wyrywany ząb. Tej scenie towarzyszył wierszyk o zagubieniu i chęci zakończenia życia. Czuło się wstręt i przerażenie. Beata Zygarlicka grająca Heidi, w jednym z wywiadów przyznała, iż wiedziała, że będzie pracować z ogromnymi pokładami cierpienia. Owo cierpienie i ból widać w całej sztuce. Gdy Beata Zygarlicka już jako Andreas głosi śmierć Heidi, umieszcza jej zdjęcie w niszczarce. Niszczy jej obraz tak, jak wcześniej zrobiło to społeczeństwo. To zdjęcie - będące dokumentacją - zostało zniszczone, podobnie jak i inne dowody destruktywnego wpływu, który system wywierał na tożsamość jednostki. Te zniszczone dowody w ostatniej scenie delikatnie otaczały zdeformowane postaci. Towarzyszyła im kołysanka śpiewana przez Sylwina Rubinsteina. W blond peruce, sukni z faszystowskiej flagi delikatnym głosem śpiewał o podawaniu dzieciom anabolików. I tylko zagadkowa wydaje się w tej scenie postać niemieckiego żołnierza w którego wcielił się Robert Gondek. Ta postać jako jedyna znajdowała się w cieniu. Może dlatego, że to nie był jego dramat.

Trzy reportaże – trzy dusze – trzy ciała. Teatr na granicy dramatu i performance’u. Czy warto zobaczyć to przedstawienie? „ID” pozostawia po sobie lekkie zniesmaczenie. Dobra gra aktorska, świetna muzyka zespołu Loco Star oraz multimedialne projekcje. Czegoś tu jednak zabrakło. Może to spektakl zbyt surowy, może to tylko zwykłe reportażowe opowieści? A może po prostu za dużo pytań bez odpowiedzi…?

Agata Staniek, Katarzyna Tomaszewska
Studencki Informator Teatralny - Gazeta Festiwalowa
22 marca 2010

Książka tygodnia

Twórcza zdrada w teatrze. Z problemów inscenizacji prozy literackiej
Wydawnictwo Naukowe UKSW
Katarzyna Gołos-Dąbrowska

Trailer tygodnia