Teatr Polska - Teatr Dębica

"Traktat o manekinach" - reż. Piotr Tomaszuk - Teatr Wierszalin w Supraślu

Teatr w Polsce jest nadal zjawiskiem egzotycznym. Teatry instytucjonalne działające jedynie w trzydziestu czterech miastach, ceny biletów nierzadko przekraczające możliwości finansowe przeciętnych Polaków - to główne powody niedostępności sztuki scenicznej dla szerszego grona. Dzięki projektowi Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego, to teatry poszukują widzów. I znajdują ich, między innymi w Dębicy

W projekcie Teatr Polska uczestniczy piętnaście spektakli, przygotowanych przez zespoły z całego kraju. Jeżdżąc odwiedzają poszczególnie miejscowości, zapoznając mieszkańców ze swoim repertuarem. Instytut Teatralny nawiązuje do tradycji sceny z okresu II Rzeczypospolitej, kiedy to Teatr Reduta Juliusza Osterwy i Mieczysława Limanowskiego odbywał sceniczny voyage. Jedną z grup, biorących udział w projekcie, jest Teatr Wierszalin z Supraśla, który z Traktatem o manekinach zawitał do Miejskiego Ośrodka Kultury w Dębicy. Spektakl poprzedzony był warsztatami teatralnymi, przeprowadzonymi przez aktorkę, Monikę Kwiatkowską.

Sztuka jest luźną adaptacją fragmentu Sklepów cynamonowych autorstwa Bruno Schulza. Jak mówią twórcy, Traktat o manekinach jest tylko podstawą do analizy człowieka. Sam spektakl to coś więcej – Schulz czytany przez doświadczenia ludzkości XX–wieku jest anatomią totalitaryzmu.

Na scenie znajduje się konstrukcja szkieletowa pewnego zamkniętego pomieszczenia, owinięta folią. Wewnątrz widzimy kilka domowych mebli, a także maszynę do szycia. Wszystko skąpane jest w ciepłym świetle, wypełniającym ów pokój. Wchodzi mężczyzna – Syn – który wyjaśnia charakter opowieści, a także postaci Ojca, Adeli i dwóch jej pomocnic (istniejących jako pół-maski, zakładane na nos przez Syna). Widz słusznie gubi się w obsadzie; w końcu „nieważne” dlań staje się, czy manekin gra człowieka grającego manekina, czy człowiek – manekina, przedstawiającego człowieka. Gdy wiadomo już mniej więcej, kto jest kim, Syn Józek ściąga folię. Hermetyczny świat stoi wreszcie otworem dla nas – podglądaczy. Pracownia krawiecka, po której chodzą manekiny nabywające płynności ruchowej, staje się jakby domkiem dla lal, który ożywa wraz z zapadnięciem zmroku. Wreszcie postaci są bardziej „ludzkie”: pulchna Adela, która nie może skompletować toalety i maniakalnie wręcz ścieląca łóżka, chodzący w kucki Józek, z podusią przywiązaną do głowy, a także wysoki Ojciec – typowy naukowiec. Polda i Paulina, zdegradowane w hierarchii swoim masko-bytem, są wręcz odświeżającym dodatkiem. Najważniejszą osobą jest Ojciec, który rozpoczyna naukowy wywód, traktujący o manekinach. Kim one są? Ludźmi, zwykłymi ludźmi, których umysły demiurg formuje od nowa. Ojciec staje się takim Demiurgiem – bada naturę ludzką doświadczalnie, jego metoda przypominają narodziny totalitaryzmu. Tak, jak i jego twórcy, przywdziewa maskę z wąsami i charakterystycznymi pucułowatymi policzkami a’la Stalin. Sceptyczny Józek i zafascynowana ideą, ale i nie rozumiejąca jej Adela, stają się wykonawcami i mimowolnymi zwolennikami manekinizacji. Pracownia krawiecka staje się laboratorium szaleństwa minionego wieku. Ale i ten eksperyment, jak potwór Frankensteina, staje przeciwko swemu stwórcy – do domu Ojca stukają po kolei: żołnierz rosyjski, szukający Polaków, niemiecki, szukający Żydów, a także polski – który Żydów znalazł. Drohobycz, w którym ukrywa się Ojciec-Demiurg i omamiona jego ideologią Adela, staje się centrum światowego totalitaryzmu – kolebką manekinów, stworzonych specjalnie na tą okazję, skręconych z jednej nogi, ręki, a potem porzuconych w kącie.

Spektakl wciąga. Duża w tym zasługa aktorów: Miłosza Pietruskiego, który wykazuje się fantastyczną kondycją, poruszając się większą część spektaklu niemal na czworaka, Dariusza Matysa, czyli bezkonkurencyjnej Adeli, a także Rafała Gąsowskiego, bardzo ciekawie grającego szalonego Ojca. Świetna jest scenografia Juliji Skuratovej – misterna, tajemnicza, podtrzymująca napięcie. W przedstawieniu bierze też udział film – to kino lat dwudziestych, w którym Ojciec znajduje elementy swojej teorii. Obserwujemy zatem sceny z Charlie’m Chaplinem, fragmenty Psa andaluzyjskiego oraz Metropolis. Ważnym elementem spektaklu jest muzyka, czyli utwory zespołu Accordion Tribe – często to ona buduje atmosferę danej sceny, w dodatku sprawia wrażenie niejako specjalnie napisanej dla Bruno Schulza. Myślę, że ten projekt inscenizatora i reżysera, Piotra Tomaszuka, jest po prostu dobry – cieszę się, że Teatr Wierszalin, który podąża tropem Grotowskiego i Kantora, może pokazać Traktat o manekinach szerszej publiczności.

Projekt Teatr Polska przeczy opiniom o hermetyzacji kultury – teatr chce być otwarty na społeczeństwo. Spotyka się jednak z częstymi problemami. W Dębicy na przykład kłopotem jest brak takiego centrum kultury, na jakie miasto zasługuje. Z nadzieją czekamy, by obejrzeć dębicki spektakl, przygotowany przez dębicki zespół teatralny, wystawiony na dębickiej scenie teatralnej. Być może w nowych powyborczych realiach coś się w tej sprawie zdarzy?

„Traktat o manekinach”, Teatr Wierszalin. Spektakl wystawiony w Miejskim Ośrodku Kultury w Dębicy w ramach projektu Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego „Teatr Polska”. Inscenizacja i reżyseria: Piotr Tomaszuk.

Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny Dębica
11 października 2011

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia