Teatr rusza w teren

rozmowa z Janem Nowarą

- Owszem, w Rzeszowie jest spora grupa teatromanów, ale chcemy szukać kontaktu także z tymi, szczególnie młodymi, którzy być może teatrem dziś się nie interesują, ale kiedy zauważą, że wychodzimy do nich z czymś nowym, intrygującym, także do nas przyjdą - o kolejnym sezonie Teatru im Siemaszkowej, mówi jego nowy dyrektor Jan Nowara.

Aktorzy Siemaszkowej ruszyli w tym tygodniu na miasto w maskach świń, by zaprosić widzów na czytanie sztuk Różewicza. Samo czytanie, w którym aktorzy trzymają tekst sztuki w ręku, jest także novum na tutejszej scenie. Czy to sygnał, że chce pan zaskoczyć rzeszowian?

- To też. Ale prawdziwym sprawcą tego wydarzenia jest sam Różewicz i jego śmierć. Natomiast pomysł, aby tworzyć takie czytania, czyli prezentacje sztuk na gorąco, został zapisany w moim programie dla teatru Siemaszkowej jako Scena Nowej Dramaturgii, a teraz nazwaliśmy to Laboratorium Siemaszkowej. Chodzi o to, by otworzyć się w stronę publiczności. Posłuchać, czego ona oczekuje albo na co reaguje. Teatr szuka dzisiaj lepszego, bliższego kontaktu z publicznością.

Stąd akcja w maskach świń?

- Tak. Części osób instytucja teatru kojarzy się z czymś zwietrzałym, sztucznym, sztywnym i budującym dystans. Owszem, w Rzeszowie jest spora grupa teatromanów, ale chcemy szukać kontaktu także z tymi, szczególnie młodymi, którzy być może teatrem dziś się nie interesują, ale kiedy zauważą, że wychodzimy do nich z czymś nowym, intrygującym, także do nas przyjdą.

Obok tego novum wracają też stare klimaty rzeszowskiego teatru. Za tydzień zaprasza pan na premierę spektaklu "Na pokuszenie", w którym królują szlagiery o miłości. Znów zaśpiewa Mariola Łabno-Flaumenhaft.

- To że Mariola świetnie śpiewa, wiedziałem już, kiedy poprzednio kierowałem rzeszowskim teatrem. Natomiast o tym, by przygotować muzyczny spektakl, pomyślałem, kiedy zobaczyłem "Tima Talara", w którym gra Dagny Cipora. Poruszyła mnie jej kreacja i pomyślałem, że świetnie pasuje do scenariusza, który kiedyś realizowałem. Spotykają się w nim dwie kobiety - młoda dopiero wyruszająca w życie, którą rozpala namiętność, oraz druga, dojrzała, będąca na zakręcie.

Wymyślił pan, że aktorki zaśpiewają, ale nie na tradycyjnej scenie...

- Zależy mi na ożywieniu przestrzeni teatralnego foyer i zaaranżowaniu w nim kawiarni artystycznej. Przestrzeń na nią i scenę staramy się właśnie wyczarować.

Widzowie zasiądą przy stolikach?

- Tak. To ma być klimat kawiarni artystycznej, bohemy, przyjemny, ale połączony z czymś wyrafinowanym artystycznie. Nie proponujemy prostego estradowego śpiewania, ale występ "z duszą". Aktorki po spektaklu zostaną z publicznością, będzie można z nimi porozmawiać. To rodzaj zaproszenia rzeszowskiej publiczności do bliskich kontaktów. "Na pokuszenie" chcemy z większym rozmachem zrealizować także w hotelu Hiton Garden Inn. W przestrzeni dużej kawiarnianej sali do piosenek o miłości dodalibyśmy taniec. Ten spektakl planujemy na wrzesień. Ludzie szukają w sztuce różnych rzeczy. Czasami chcą czegoś lekkiego, lirycznego, co nie angażuje aż tak mocno emocji, tylko jest przyjemne w odbiorze. Uważam, że teatr powinien to dziś dać.

Teatr Siemaszkowej kończy 70 lat. Co szykuje pan na jubileusz?

- W najbliższym sezonie tematem będzie Wanda Siemaszkowa. Nazwaliśmy go "Ślady - Ona". Kluczem są jej wielkie role i spektakle w nowych interpretacjach. 20 września rozpoczniemy sezon sztuką Ibsena "Hedda Gabler". Aktorów szukaliśmy poprzez casting. W czterech głównych rolach obsadziliśmy dwóch aktorów naszego teatru i dwóch spoza. Nowi aktorzy to młodzi absolwenci szkół teatralnych. Dziewczyna z Krakowa i chłopak z Łodzi.

Aktorzy z zewnątrz to nowy trend?

- Dziś, aby tworzyć teatr, trzeba ich zapraszać. Nasz zespół nie jest wielki, nie stać nas na zatrudnienie 40 aktorów. Oczywiście, chcę wykorzystać potencjał tych, którzy są na stałe związani z rzeszowskim teatrem, ale czasem brak osoby o określonym charakterze, emploi, zwłaszcza jeśli wiele rzeczy dzieje się naraz, a chciałbym, aby teatr żył intensywnie. Na grudzień szykujemy "Balladynę". Siemaszkowa grała tę rolę, a po wojnie, będąc dyrektorem teatru rzeszowskiego, wystawiła ją jako pierwszą swoją reżyserię. Teraz "Balladynę" przygotuje absolutna gwiazda młodej polskiej reżyserii - Radosław Rychcik ostatnio nagrodzony Grand Prix festiwalu klasyki polskiej w Opolu. Każdemu spektaklowi będą towarzyszyć wystawy poświęcone Wandzie Siemaszkowej.

A co z Rzeszowskimi Spotkaniami Teatralnymi, które odbywały się jesienią?

- Odbędą się, ale w innej formie.

Nie będzie już VizuArtu - Festiwalu Scenografów i Kostiumografów? To było coś awangardowego, a mówi pan, że chce w teatrze także awangardy. VizuArt jest "be"?

- Nie jest, ale uznaliśmy wraz z Joanną Chojką, krytykiem i znawcą współczesnego teatru, że scenografia jako wyłączny bohater tego festiwalu nas ogranicza. Tak naprawdę liczy się przesłanie spektaklu. Dlatego proponujemy festiwal nowego teatru, który nie odwraca się od warstwy wizualnej, ale poszerza jego formułę. To będzie festiwal nowych środków wyrazu, nowych mediów i nowych, współczesnych narracji. Nadal będzie u nas gościł prof. Leszek Mądzik, który był dyrektorem festiwalu VizuArt. Pomoże nam od 2015 r., w ramach festiwalu, stworzyć w Szajna Galerii cykl działań o charakterze performersko-plastyczno-teatralnym. Czyli takich, które wynikają z filozofii teatralnej, jaką realizował Józef Szajna. Tu, w Rzeszowie, mamy tradycje innych wielkich kreatorów teatru - Jerzego Grotowskiego i Tadeusza Kantora.

W Rzeszowie jest już festiwal "Szajna-Grotowski-Kantor".

- Tak. I uważam, że do tego festiwalu musi się dołożyć Teatr im. Wandy Siemaszkowej. Jesteśmy sojusznikami tego przedsięwzięcia i możemy wzbogacić inicjatywę Teatru Przedmieście, która jest bardzo wartościowa.

Czasem publiczność wyraża chęć, by w czasie spotkań teatralnych zapraszać do Rzeszowa same gwiazdy - Annę Dymną, Krzysztofa Globisza itd. Ale rozumiem, że pańska koncepcja jest nieco inna?

- Wielkie nazwiska ściągamy na Karnawałowe Spotkania Teatralne. Jeśli jednak chcemy stworzyć w Rzeszowie niepowtarzalne miejsce teatralne, aby zaistniało ono na scenie ogólnopolskiej, musimy szukać rzeczy oryginalnych, które go będą wyróżniać. Znani aktorzy także uczestniczą w nowym teatrze. Dla budowania ogólnopolskiej marki decydujące są jednak interesujące poszukiwania artystyczne, reżyserzy, którzy gwarantują odpowiedni poziom.

Za swojej poprzedniej bytności w Rzeszowie zaprosił pan publiczność do rzeszowskich podziemi na spektakl "Romantyzm - oczyszczenie".

- I teraz chcę tam wrócić. Rozmawiałam już o tym z prezydentem Ferencem. Zależy mi na tym także, aby wyruszyć w teren. Tworzymy teatr wędrowny i tabor - scenę, z którą będziemy mogli pojechać w miejsca dalekie na Podkarpaciu, rozłożyć się na rynku i zagrać. Myślimy także o dotarciu w Bieszczady ze spektaklem dprzeznaczonym specjalnie dla tego miejsca, które moim zdaniem - jest magiczne.

Teatr Siemaszkowej ruszy z miejsca?

- Tak, bo chcemy dotrzeć do ludzi, którzy kontakt z teatrem mają utrudniony. To nie jest takie oczywiste, że wsiądzie się w samochód i dojedzie z daleka na wieczorny spektakl. Ale jeśli my przyjedziemy do widza pierwsi, czymś go zauroczymy, zachwycimy, to jest większa szansa, że będzie szukał kontaktu z tą właśnie sceną.

Alina Bosak
Nowiny Gazeta Codzienna
14 czerwca 2014
Portrety
Jan Nowara

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...