Teatr według Hübnera

Gdziekolwiek Hübner się pojawiał, tam zaczynał się rozkwit teatru

Gdziekolwiek Hübner się pojawiał, tam zaczynał się rozkwit teatru. Wspaniali reżyserzy, wybitni aktorzy, a wśród nich młodzież zdobywająca dopiero artystyczne szlify, za czas jakiś naturalną koleją rzeczy zastępująca odchodzącą generację.

Dziś rozpoczynają się obchody 20. rocznicy śmierci legendarnego dyrektora Teatru Powszechnego. Był wielkim artystą, którego trudno określić jednoznacznie. Aktorem, reżyserem, eseistą, historykiem teatru. Dziś wieczorem - w 20. rocznicę śmierci Zygmunta Hübnera - w warszawskim Teatrze Powszechnym odbędzie się spotkanie poświęcone jego pamięci.

Nie należał do najwybitniejszych aktorów, ale jego rola Moczarskiego w "Rozmowach z katem" weszła do legendy polskiego teatru. Podobnie jak filmowe epizody inteligentów, postaci, które tworzył bezbłędnie. Reżyserował, próbował sil jako dramatopisarz(spod jego pióra wyszli "Ludzie cesarza", których dziś usłyszymy w Powszechnym). Ale nade wszystko był wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, której przyglądał się poprzez mechanizmy funkcjonowania teatru w czasie, w którym wszystko było polityką - a o niej wolno było mówić jedynie ze sceny.

Hübner sprawiał wrażenie, że Teatr Powszechny był częścią jego samego. Miał ogromne szczęście - gdy wznawiał działalność sceny w 1974 roku, do dyspozycji otrzymał jedynie nowoczesny jak na owe czasy teatralny budynek, świetnie wyposażony, elegancko zaprojektowany. Była to jednak skorupa, którą należało dopiero wypełnić życiem. Powtórzyła się historia jego dyrekcji z Wybrzeża i z krakowskiego Starego: gdziekolwiek Hübner się pojawiał, tam zaczynał się rozkwit teatru. Wspaniali reżyserzy, wybitni aktorzy, a wśród nich młodzież zdobywająca dopiero artystyczne szlify, za czas jakiś naturalną koleją rzeczy zastępująca odchodzącą generację. Tu nie było mowy o rewolucjach fundowanych sobie co kilka lat dla zamaskowania twórczej niemocy. Hubner prowadził teatr, i to zadanie było dla niego ważniejsze niż jakikolwiek lans.

Przez 15 lat jego dyrekcji w Powszechnym gościła wielka klasyka. Przez scenę wiał wiatr historii w "Sprawie Dantona", pojawiały się ważne sztuki współczesne: "Lot nad kukułczym gniazdem", później Lars Noren, Per Olov Enquist, bardzo zabawne, ale i odważne reżysersko próby igrania z klasyką - jak słynna "Zemsta" z początku lat 80., kanoniczne interpretacje klasyki współczesnej - jak choćby słynna "Iwona, księżniczka Burgunda", arcywzór wystawiania tej sztuki. Był teatr polityczny, czyli pierwsze realizacje zakazanych jeszcze w połowie lat 80. sztuk Havla - ale w tym teatrze o tak poważnym repertuarze był i bardzo wybitny spektakl muzyczny, czyli "Muzyka Radwan". Teatr Powszechny był teatrem różnorodnym, ale miał najwyższą artystyczną rangę. Jeśli dziś myślimy, co pozostało z nauk Hübnera - to na pewno ta właśnie, jakże rzadko stosowana zasada: teatr służy widzowi, ale ma służyć mu mądrze.

Dziś, z perspektywy tych dwóch dekad, ten Hübnerowski Powszechny jest miejscem mitycznym. Spokój, stabilność, najwyższy artystyczny poziom. Teatr rozmawiający z polską inteligencją o najważniejszych sprawach. Bez wrzasków, bez głośnych i krótko trwających fajerwerków.

Ludzie teatru po pióro sięgają rzadko, na ogól niechętnie i bardzo często rezultatom ich literackich prób daleko jest do scenicznych osiągnięć autorów. Przypadek Hübnera jest więc wyjątkiem. Felietony pisane przez całe lata dla "Dialogu" - pomieszczone w dwóch książeczkach "Przepraszam, nic nowego" i wznowionych po 20 latach "Lokach na łysinie" - oraz "Sztuka reżyserii", kompendium wiedzy o tym obszarze teatru i mała książeczka o Bogusławskim to ogromna erudycja, światopogląd zdrowego racjonalisty, zmysł ironii, nuta niezbędnej autoironii i żelazna dyscyplina zdania. Ostatnia, wydana już po jego śmierci książka "Polityka i teatr" opisuje funkcjonowanie teatru jako instytucji uwikłanej w czasy, w których funkcjonuje każda teatralna społeczność. Czy dziś, w dobie hałasu wokół "teatru politycznego", promotorzy tego zjawiska sięgają jeszcze po tę książeczkę?

Pamiętam pogrzeb Hiibnera. Była odwilż, mokro, smutno. Tłum na Powązkach. Świadomość, że wraz z tą przedwczesną śmiercią odchodzi kawał wielkiego polskiego teatru. Pozostanie pamięć. Ona nas do czegoś zobowiązuje.

Tomasz Mościcki
Dziennik
13 stycznia 2009
Portrety
Zygmunt Hübner

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...