Teatr zainfekowany człowiekiem

"Anatomia psa" - reż: Piotr Tomaszuk - Teatr Wierszalin w Supraślu

Najnowsze przedstawienie Wierszalina - "Anatomia psa" - nawiązuje do prozy Michaiła Bułhakowa, zwłaszcza do nowel "Psie serce" (1925) oraz "Morfina" (1927), ale dalece je przetwarza. Chirurg-transplantolog, profesor Preobrażeński (Rafał Gąsowski), tak jak u Bułhakowa prowadzi w porewolucyjnej Moskwie klinikę zapewniającą pacjentom niebywały wzrost możliwości seksualnych, dzięki przeszczepom organów pobieranych od zwierząt. Wysoko postawieni klienci, jak Generał Czeka (Dariusz Matys) zapewniają mu nietykalność i nadzwyczajne przywileje, na przykład zachowanie wielopokojowego mieszkania wbrew procedurze dokwaterowań.

Przed laty Rudolf Zioło - w spektaklu "Psie serce" wyreżyserowanym w warszawskim Powszechnym - obsadził w roli Preobrażeńskiego ciepłego i wyciszonego Władysława Kowalskiego. Rafał Gąsowski gra zimnego eleganta, gardzącego ludźmi, nawet własnym asystentem Bormentalem, którego wykorzystuje seksualnie. Wielbi Verdiego, gardzi "proletariatem", ma wyszukane maniery i rozpaczliwie tęskni za utraconą, wyidealizowaną przeszłością. Peroruje: "...ja nie umiem odurzyć się i zapomnieć, że świat, mój świat już nie istnieje. Zniknął. A wraz z nim godność, uczciwość, wierność i miłość...". Piotr Tomaszuk zacytował ten fragment Psiego serca, ale podbijając słowa Preobrażeńskiego muzyką Verdiego i pokazując w roli słuchacza zgnębionego Bormentala, zasugerował fałsz podniosłej deklamacji. U Bułhakowa profesor naprawdę marzy o "poprawieniu ludzkiego gatunku", u Tomaszuka - nie ma złudzeń, chce tylko zachować własne przywileje i przyjemności.

Doktor Bormental w wierszalińskim przedstawieniu nie jest człowiekiem energicznym i aktywnym, jak w "Psim sercu", lecz słabym, przegranym, nie tylko ulegającym Preobrażeńskiemu w sferze seksualnej, ale też znoszącym bez protestu obrażanie i poniewieranie. Jest narkomanem (jak młody lekarz - bohater Morfiny), uzależnionym od apteczki i recept profesora. Główna przyczyna popadnięcia w nałóg jest natury osobistej - rozstanie z ukochaną żoną, która wzgardziła mężem i jako człowiekiem, i jako mężczyzną. Bormental czuje się jak sponiewierany pies (nazywa siebie "Sabakow", przebiera się za psa, nakłada kaganiec), dlatego potrafi współczuć ulicznemu kundlowi i zapisuje na mankietach koszuli zdania formułowane w imieniu przybłędy Szarika (gest pisania przypomina Notatki na mankietach Bułhakowa, ale nie ma nic wspólnego z treścią tej noweli). Przejmujący Miłosz Pietruski buduje postać Bormentala każdym gestem skurczonego ciała - wplątany w ciasną przestrzeń boksów, przedzierający się przez rusztowania, zaszywający się po kątach, by wstrzyknąć sobie zbawczą morfinę, bezwolnie poddający się dominującemu nad nim (także wzrostem i wyprostowaną sylwetką) profesorowi.

Trzecia z głównych ludzkich postaci to "przewodniczący komitetu blokowego" Szwonder (Dariusz Matys), wcielenie wszystkiego, co najobrzydliwsze w ludziach typu "podlec". Profesor broni się przed jego zakusami, ale do czasu. Gdy Szwonder wytropi homoseksualizm, profesor wie, że przegrał, bowiem zna mechanizmy nagłośnionego skandalu: "Jutro żadnego odkrycia już nie będzie. Przyćmi je ciota. Nieprzyzwoicie wprost bogata ciota, uprawiająca swój proceder pod płaszczykiem medycyny...". Ten wątek, nieobecny u Bułhakowa, ma zapewne uwypuklić mechanizmy społeczne, które nie przeminęły, lecz trwają niezmienne - pokonywanie przeciwników lub obalanie autorytetów przez wyśledzenie kompromitujących szczegółów z życia prywatnego.

Największą trudność w teatralnej adaptacji "Psiego serca" stanowi postać psa Szarika, odmienionego na skutek przeszczepów w człowieka, Szarikowa (w realizacjach Zioły grał go - w Krakowie Andrzej Grabowski, w Warszawie Mariusz Benoit). Znaczna część noweli Bułhakowa opowiada o stopniowych postępach w podłości i bezczelności nowego "obywatela". Na koniec profesor uświadamia sobie swój błąd: że przemienił "sympatyczne zwierzę w takiego łotra, że włos się jeży".

Inaczej dzieje się w przedstawieniu Tomaszuka. Szarik to suka ("Madame Charic"), którą przeszczepy zmieniły w stworzenie podobne nie tyle do człowieka, co do małpki. Rewelacyjna Katarzyna Grajlich tak jest ucharakteryzowana i tak gra - najpierw obolałego i poparzonego psa, potem psa pełnego energii, z radością wykonującego komendy w rodzaju "siad" czy "leżeć", a wreszcie małpkopodobną istotę, która podskakuje, macha ogonem i wykrzykuje (celowo niezbyt wyraźnie) stek przekleństw. Słowa "małpki" to rynsztok, ale wypowiedziany w sposób swoiście niewinny - trochę tak jak papuga, lub dziecko mówiące zasłyszane "brzydkie słowa" bez rozumienia, co znaczą. Ponieważ przysadka mózgowa została pobrana od degenerata i alkoholika, "małpka" potrafi tylko kląć i domagać się wódki. Natura została zainfekowana człowiekiem. Dobry, wierny pies najpierw zaznał od ludzi głodu, bólu i poniewierki, a potem ludzką ręką został zamieniony w monstrum. I chyba nie na wiele się zda kolejna operacja - zamiast przysadki prymitywa-alkoholika przeszczep głowy inteligenta-morfinisty.

"Psiość" egzystencji zwierząt i ludzi przejawia się w przedstawieniu na wiele sposobów. Preobrażeński wypomina asystentowi, że "przygarnął go jak bezdomnego psa". Bormental, wspominając żonę, mówi o niej jako o "suce", a o sobie, że został potraktowany i przegnany jak pies. Wścibski i węszący Szwonder też ma coś z psa - gończego.

Podobne porównania "pieskiego" i ludzkiego życia podsuwa scenografia. Julia Skuratova zbudowała na scenie konstrukcję z rurek podobnych do rusztowania i podzieliła pionową ścianę na metalowe wielofunkcyjne boksy, zasłaniane kratami lub metalowymi ekranami. Odpowiednio oświetlane, wyglądają a to jak spiętrzone klatki w schronisku dla zwierząt, a to jak mieszkania w bloku-mrówkowcu, a to znów jak kolejne pokoje w mieszkaniu Preobrażeńskiego, z rzędami medykamentów. "Wideodekoracja" i projekcje (Piotr Tomaszuk we współpracy z Rafałem Gąsowskim) wzbogacają scenografię o tajemnicze błyski, barwy, a także obrazowe komentarze i psychodeliczne zwidy narkomana-morfinisty. Rozmowom medycznym towarzyszą podręcznikowe wizerunki ludzkiego ciała, systemu kości i mięśni, oczu, mózgu, nerwów. Monologowi profesora o utraconym świecie wartości towarzyszą fragmenty dawnych kronik i filmów pokazujące wojny, pożary, rozstrzeliwania, szubienice, zwały trupów, wygłodniałe dzieci w sierocińcach. Dotyczą (jak się wydaje) czasów współczesnych Bułhakowowi, ale ich sens jest ogólnej natury.

W jednej ze scen Katarzyna Grajlich gra kobietę - wspomnienie Bormentala o żonie. Niemal nagie ciało wabi, by odepchnąć, kusi, by poniżyć. Kobieta niszczy zakochanego mężczyznę na zawsze. Przez nią sięgnie po morfinę i odda swoje ciało do dyspozycji Preobrażeńskiemu. Krzywda doznana w sferze uczuć i ludzkiej godności nie da się zmyć tak łatwo jak krew w sali operacyjnej.

W przedstawieniu Tomaszuka krwi jest dużo - na fartuchu chirurga, w wiadrze, nawet w kaloszach. Są też narzędzia chirurgiczne, żywy płomień sterylizatora, stół zabiegowy. A jednak reżyser i scenografka uniknęli horroru i epatowania okropnością, co wyszło przedstawieniu na dobre. Narzędzia są wyolbrzymione i przerysowane, trochę jak u dzieci bawiących się w doktora. Wszyscy aktorzy w scenach "medycznych" zachowują lekki ironiczny dystans, jak Miłosz Pietruski pomagający w operacji z maską psa na twarzy, Dariusz Matys reagujący zdziwieniem, a nie paniką na zbliżające się do niego kleszcze, a zwłaszcza świetny Rafał Gąsowski, wyniosły, pogardliwy, elegancki, trochę nieobecny, oczyszczający się z krwi gestem wkładania białych gatek. Bo nie o horror sali operacyjnej chodzi w przedstawieniu, lecz o horror ludzkiej egzystencji w zdeprawowanym i okrutnym świecie.

Szczególną rolę pełni w przedstawieniu muzyka, utkana z fragmentów oper Giuseppe Verdiego przez Piotra Nazaruka. Preobrażeński nuci operowe arie nawet podczas operacji. To jego odtrutka na "pieski" świat, symbol czegoś wyższego, lepszego, oczyszczonego z brudu życia. Na publiczność zgromadzoną w Supraślu Verdi działa podobnie. "Traviata" czy "Aida" nadal potrafią zauroczyć i porwać słuchaczy. Co prawda śpiewaczka zwana Aidą złamała Bormentalowi życie, ale opera Aida nie jest temu winna. Verdi podtrzymuje wiarę w obecność piękna, jeśli nie w życiu, to przynajmniej w sztuce - wiarę Preobrażeńskiego, i naszą. Oczywiście, jeśli ktoś z widzów nie cierpi opery, to wyniesie inne przesłanie - że subtelny inteligent może być takim samym egoistą i wyrachowanym karierowiczem jak wszyscy inni, i tak zwana "wysoka kultura" nic tu nie pomoże. Zbadanie anatomii psa udowadnia smutną prawdę, że źródłem zła w świecie byli i są ludzie.

Halina Waszkiel
Teatr
29 lutego 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia