Teatralna różdżka zamiast rózgi

"Złota różdżka" - reż. Jerzy Bielunas - Teatr Lalek Arlekin

Za mało krwi i obciętych palców, za mało grozy, okropieństw i czarnego humoru. Tak można by wybrzydzać po premierze \'\'Złotej różdżki\'\' w łódzkim Teatrze Lalek \'\'Arlekin\'\', zapowiadanej jako spektakl tylko dla dorosłych

Reżyser Jerzy Bielunas postawił na lekkość, dystans i humor czysto surrealistyczny, silnie podkreślając walor rozrywkowy makabrycznych wierszyków Heinricha Hoffmanna o dzieciach okrutnych i nierozważnych. Zaryzykować można twierdzenie, iż przygotowany na ich podstawie spektakl muzyczny ma wręcz familijny charakter. Wzbogacony o animacje i formy plastyczne, wydaje się też - paradoksalnie - nie pozbawion wartości edukacyjnych.

Trzecia i ostatnia w tym sezonie premiera w \'\'Arlekinie\'\' to pierwsza szansa do zapoznania się z całym nowym zespołem aktorskim tej sceny. Odrealniona scenografia Elżbiety Terlikowskiej (świetny jest tajemniczy zegar, służący nie tylko do odmierzania czasu) pozwala uwagę skupić na ich poczynaniach.

Zespołowi, obleczonemu w przerysowane kostiumy, zaangażowania i karności nie można odmówić. Nie walczą - choć okazja ku temu najlepsza - o uznanie widowni i nie zagrywają się na potęgę. Satysfakcja z pewnością byłaby większa, gdyby nie nieco przyciasna scena, która nie daje szansy na pełniejsze, bardziej widowiskowe rozwiązania, bo ściska aktorów niczym będąca elementem scenografii szafa. Wychodzą jednak z tego starcia zwycięsko. Tym bardziej warto jeszcze popracować nad ogrywaniem rekwizytów. Te (nie wiedzieć czemu tak ciężkie) zdają się zawadzać zwłaszcza, gdy wykorzystywane są do płynnego łączenia piosenek.

Wielkie brawa należą się za wspaniałą muzykę skomponowaną przez Marka Maternę. W dynamicznym aranżacjach Mateusza Pospieszalskiego, proponowane przez Maternę zabawy stylami i konwencjami przez dwie dekady nie utraciły nic ze swej atrakcyjności. Daleko też szukać rapu z tak dobrym i pełnym wdzięku podkładem na żywych instrumentach. Oddzielne uznanie należy się zaproszonemu do spektaklu sekstetowi muzyków za mistrzowskie wykonanie.

Niestety, w przeciwieństwie do muzyki, czasem ginie gdzieś głos niektórych aktorów, inni zaś wzajemnie zagłuszają się. Lepiej jest z grą. W pamięci pozostają fenomenalny Piorun i Motylek Bartosza Brożyny (to wulkan humoru) i Michaś, co jeść nie chciał zupy Marcina Marca. Grzesia, co na orzechach połamał ząbki, z dystansem i dziecięcą naiwnością zagrał siwowłosy Jan Tomasz Pieczątkowski.

Ciekawą interpretację dał Patryk Steczek (nieuważny Zyzio). Kierowane przez Bielunasa aktorki, poza jedną Małgorzatą Wolańską, z musicalowej prostoty i skrótu, zdefiniowanych surrealistyczną konwencją, popadają w infantylizm, sięgają bowiem po środki właściwe raczej spektaklom dla dzieci. Tymczasem chciałoby się, aby każda piosenka była oddzielnym show.

W \'\'Złotej różdżce\'\' znajdziemy również kilka cennych pomysłów scenicznych, także z użyciem rekwizytów, które urozmaicają formy śpiewane (krawiec jako meksykański zapaśnik, płonąca Kasia).

Czy jednak jak na teatr lalkowy nie powinno być ich więcej, a czy te, które już są (jak rybki wdzięcznie wypełniające drugi plan w piosence o gapowatym Zyziu) nie powinny być rozwinięte? Wtedy w \'\'Arlekinie\'\' oglądalibyśmy nie rózgę, patronkę złych czasów, ale różdżkę, która także dzieciom pozwoliłaby wejść do teatralnego świata. Tym razem trochę innymi niż dotąd, bo nie baśniowymi drzwiami.

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łodzki
24 maja 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...