Teatralna strona Festiwalu Between.Pomiędzy

8. Międzynarodowy Festiwal Literatury i Teatru between.pomiędzy

Na dorobek festiwalu złożyło się: 7 spektakli, 6 spotkań autorskich, 3 spotkania z twórcami spektakli, 3 czytania performatywne, 1 happening, 1 słuchowisko radiowe, 2 projekcje filmowe, 2 wystawy, 5 koncertów, 24 godziny warsztatów teatralnych, 58 godzin sesji naukowych.

Daje to niezłą sumę przemyślanych działań, w które zaangażowanych było kilkanaście podmiotów, z Uniwersytetem Gdańskim, Teatrem Wybrzeże i Teatrem BOTO na czele. Pozyskano łącznie 65 tys. zł (składały się: miasto Sopot, UG, marszałek województwa i kąpielisko Sopot). Festiwal w założeniach promował współpracę między doświadczonymi badaczami i uznanymi artystami a studentami, doktorantami, teatrami studenckimi oraz kołami naukowymi. Niemal wszystkie wydarzenia rozegrały się w Sopocie, trzy w Gdańsku, jedno w Gdyni. Głównemu organizatorowi, Fundacji Between Pomiędzy, udało się w tym roku zgromadzić dużą publiczność, a cieszyło szczególne zainteresowanie ludzi młodych.

Teatr reprezentowały dwa monodramy ("Być jak młody W" w reż. Mariusza Babickiego i "SAM" w reż. Przemysława Wasilkowskiego), jeden spektakl teatru zawodowego ("Kto się boi Virginii Woolf?" w reż. Grzegorza Wiśniewskiego), jeden teatru studenckiego ("Fashion Victim" w reż. Joanny Puzyny-Chojki), dwa przedstawienia wyprodukowane zostały przez teatry niepubliczne ("Ćwiczenia stylistyczne" Teatru BOTO i "Burmistrz" Teatru Gdynia Główna), jeden przez teatr, który instytucją kultury, współfinansowaną przez MKiDN, jest od 2006 roku ("Dziady - Noc Pierwsza" Teatru Wierszalin). Cztery z nich znalazły swój opis poniżej.

Po raz pierwszy na festiwalu odbyła się premiera spektaklu studenckiego. Joanna Puzyna-Chojka przygotowała inscenizację "Fashion Victim" wraz ze studentami skupionymi w Teatrze NieUGiętych na podstawie dramatu Sandry Szwarc pod tym samym tytułem. W sztuce poruszony został problem społecznej atrofii, jakiej można nabawić się w procesie ustawicznego konsumpcjonizmu pozbawionego refleksji nad własnymi potrzebami, a tym bardziej nad kwestią sprawiedliwego handlu. Główny bohater, Mirek, mężczyzna w średnim wieku doznaje licznych widzeń sennych, w których jego wewnętrzne ja konfrontuje go z rozlicznymi postaciami i problemami wywołanymi jednym zdarzeniem w realu - zakupem koszuli ze szczególną metką. Apel o pomoc wyszyła na niej 11-letnia Lanfen zatrudniona przez koncern do wyrobniczej pracy w przemyśle tekstylnym. Mirek już nie zaznaje spokoju, poddany zostaje światopoglądowemu wstrząsowi i przechodzi proces transformacji egzystencjalnej. Mnie jednak nie przekonał na żadnym poziomie.

Słowa uznania należą się studentom i reżyserce, że rozpoczęli uniwersytecką przygodę z teatrem w poszukiwaniu odpowiedzi na współczesne problemy świata i nierówności społeczne wynikające z niesprawiedliwego podziału dóbr oraz ustalonego porządku przez najbogatsze kraje. Moje wątpliwości budzi zbyt poetycki, nawet naiwny tekst, któremu brakuje siły manifestu, co powoduje, że widz nadal siedzi sobie wygodnie w fotelu. Dramatyczne wideo pod koniec spektaklu, rejestrujące katastrofę budowlaną zakładu produkującego odzież dla zachodnich koncernów w Bangladeszu (w tym gdańskiego LPP), w wyniku której śmierć poniosło 1 100 osób, a około 2 500 odniosło obrażenia, to zbyt niejednoznaczny fakt przeciw żarłocznemu konsumpcjonizmowi świata, czyli nas. Ponadto to tylko jeden, najbardziej medialny, wycinek rzeczywistości, który zdecydowała się pokazać reżyserka, a przecież problem jest wieloaspektowy.

"Fashion Victim" Teatru NieUGiętych to kilkumiesięczny projekt, na który złożyły się m. in.: czytanie performatywne, akcja crowdfundingowa na portalu polakpotrafi.pl, prezentacje poszczególnych aktorów i działań na portalu społecznościowym, kompleksowe podejście do produkcji spektaklu, mobilizacja środowiska akademickiego. Cieszy aktywizacja artystyczna studentów na Uniwersytecie Gdańskim, jednak jeszcze długa praca przed nimi, jeżeli chodzi o siłę scenicznego wyrazu i tym samym prawdę, jaką chcą przekazać widzowi.

Współorganizator festiwalu, Teatr Wybrzeże, zaprezentował publiczności w ramach wydarzeń spektakl "Kto się boi Virginii Woolf?" [na zdjęciu] w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. W gdańskiej inscenizacji postaci tarzają się w bagnie swoich małości, jednak nie toną. Jest brzydota, ale w większości kontrolowana, "estetyzująca" - niemal jak u Woody'ego Allena. Zabrakło u Grzegorza Wiśniewskiego ohydy, zbrukania, rodzaju najgorszego poniżenia, aby sztuka przejęła. Tempo niektórych scen zostało tak spowolnione, że widz nie odczuwał tego jako oddechu, ale próbę wejścia w filozofię konfliktu, co niestety nie wychodziło za każdym razem. Zabrakło lekkości w budowaniu napięcia, dramat nie układał się stopniowo, chyba że zamierzeniem była wewnętrzna wiwisekcja widza, co jak wiadomo może następować w różnym czasie. Czytaj więcej

Gdyńska odnoga festiwalu to spektakl "Burmistrz" Teatru Gdynia Główna. Ewa Ignaczak, jedna z najbardziej pracowitych i uznanych demonstratorek teatru poza głównym nurtem w Trójmieście, pozwoliła sobie na zilustrowanie pogrobowej rzeczywistości niepamięci narodu polskiego. Szczególna sytuacja wyrugowania z pamięci zbiorowej zła, jakiego dokonano na żydowskich mieszkańcach pewnej nieokreślonej miejscowości, stała się kanwą dla autorki tekstu do rozważań nad społecznymi schematami zachowań. Historyczna prawda minęła się z prawdą wyznawaną. Poprawność plemienna zdominowała poprawność polityczną i racje zamordowanych. Skutki utrzymywania status quo, budowanego narodową histerią o byciu wyłącznie ofiarą, doprowadziły do konfrontacji, w wyniku czego ponownie "wdeptano" w ziemię tych, co domagali się odkupienia win i rozliczenia traum.

Na zakończenie festiwalu Between.Pomiędzy zaprezentowano w Sopocie mroczny i oniryczny spektakl "Dziady - Noc Pierwsza" Teatru Wierszalin w reżyserii Piotra Tomaszuka, premierowany 29.10.2016 roku. Przedstawienie łączy części IV i II "Dziadów" Adama Mickiewicza, a konflikt racji zawiązuje się między Gustawem i księdzem kościoła unickiego. Reżyser wydobył psychologiczne aspekty bólu Gustawa, pustelnika, szaleńca i zjawy w jednym i zderzył je z ratio księdza, który nie obronił swego interesownego zakłamania. Niczym w kryminale odsłania się powoli historia szaleństwa Gustawa, karmionego przez księdza bajami o idealnej miłości, którą klecha pogrzebał chciwością. Rafał Gąsowski dostarcza wielu powodów swoją grą, aby jego interpretację postaci uznać za majstersztyk. Gra Gustawa z wyraźną swobodą "opętanego" cierpieniem, który przenosi najdrobniejsze myśli na znak gestów, minigestów i mimikę, zwielokratniając nie tylko przestrzeń interpretacji postaci, ale także wpisując ją w tajemnicze środowisko scenerii domu księdza. Od początku Gąsowski zaskakuje i przytłacza postaci sceniczne, staje się magnesem i jednocześnie argumentem dla nawoływań dziecięcego chóru. Widz podąża za tokiem myślenia i odczuwania bohatera, niemal współodczuwając jego zbolałe emocje, których nie sposób pohamować. Gąsowski, jak w niezapomnianym "Niżyńskim", stworzył kreację totalną. Ksiądz (Dariusz Matys) towarzyszący przemianom bohatera, początkowo traktuje z dystansem i zrozumieniem cierpienia Gustawa, jednak z czasem, gdy okazuje się, iż przybysz jest mu znany, coraz dramatyczniej ucieka przed oceną własnych grzechów sprzeniewierzenia się czystości idei. Reżyserowi i aktorom udało się stworzyć wyjątkowo gęstą atmosferę tajemnicy i iluzji, w której mieszały się znaki widzialne z niewidzialnymi. Mickiewicz jako żywy dotarł do znudzonego romantyzmem widza.

Trudno mi ocenić całość teatralnych propozycji, skoro widziałam tylko cztery, jednak z przyjemnością odnotowuję nieco eklektyczny, ale bogaty program festiwalu, na którym słowo i obraz dopełniały się równomiernie. Krzepi liczna obecność młodzieży.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
1 czerwca 2017

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia

WIELKIE GORĄCE SZYBKIE...
Zapowiedź reżysera.
W jaki sposób powstał wszechświat i c...