Tendencyjna karykatura

Podsumowanie XXXV Warszawskich Spotkań Teatralnych

Marylin Monroe, niania Murzynka z "Przeminęło z wiatrem" jako Rollisonowa, Ku-Klux-Klan, Martin Luther King, półnagi Konrad, czyli rockowy piosenkarz Jim Morrison (zmarł z przedawkowania heroiny) ucharakteryzowany na Jezusa (Mariusz Zaniewski), a z głośnika słychać "Wielką Improwizację" mówioną przez Gustawa Holoubka. Tak wygląda przedstawienie "Dziadów" [na zdjęciu] Adama Mickiewicza w reżyserii Radosława Rychcika (Teatr Nowy, Poznań)

Dodajmy, że ten Rychcikowy bełkot otrzymał nagrodę. Za co? Jak widać, za wyrwanie arcydzieła Mickiewicza z "polskich narodowych pęt" i umieszczenie w USA z m.in. murzyńskimi problemami.

A oto inne "frykasy". Też "Dziady", ale w całości (reż. Michał Zadara, Teatr Polski, Wrocław). Las, jakiś samochód na scenie, horror z duchami, wytatuowany Gustaw z irokezem na głowie (Bartosz Porczyk), nuda i bełkot. A oto kolejny wieszcz, Zygmunt Krasiński, i "Nie-Boska Komedia" przepisana na nowo przez Pawła Demirskiego, w reżyserii Moniki Strzępki. Pełny tytuł brzmi: "Nie-Boska Komedia. Wszystko powiem Bogu!" i jest to kolejny potworek bezkarnie utworzony na grzbiecie wielkiego arcydzieła. Przeróbce został też poddany Stanisław Wyspiański przez Krzysztofa Jasińskiego w tryptyku "Wędrowanie" (Teatr STU, Kraków).

Wszystkie te przedstawienia można wrzucić do jednego worka z napisem "odmóżdżająca karykatura Mickiewicza, Krasińskiego, Wyspiańskiego". Wszystkie wyprane z myśli autora, nasycone pychą reżysera, wskazują na niebezpieczny proceder, jaki dokonuje się na polskich scenach. Bo nie istnieją granice ingerencji reżyserskiej w tkankę ideową utworu oryginalnego, w jego treść, w intencje autora. Mam na myśli dzieła klasyczne, należące do naszego skarbca narodowego. W wielu innych krajach tego typu dzieła są chronione ustawowo jako pamiątki narodowe (vide: Japonia, Izrael).

U nas zaś słowo "narodowy" wywołuje u tzw. twórców teatralnych jakąś schizofrenię, a nawet obrzydzenie. No więc z widoczną nienawiścią przystępują do okaleczania polskich arcydzieł narodowych. I mają na to przyzwolenie: ze strony obecnej władzy rządzącej (minister kultury Małgorzata Omilanowska z zapałem klaszcze w dłonie, oglądając tego typu spektakle), ze strony budżetu państwowego (na takie przedstawienia władze państwowe nie żałują pieniędzy), a także jest przyzwolenie, niestety, ze strony publiczności, która nie dostrzega zła w tym procederze. Powtarza opinie lobby medialnego i argumentuje swoje stanowisko tym, że spektakle te otrzymały przecież nagrody. Owszem, otrzymały. Ale warto zajrzeć do składu jury, zobaczyć, kto owe nagrody przyznawał

Tak wygląda dziś teatr w Polsce? Myślę, że tak. Bo pewne tendencje obecne są w większości przedstawień. Obowiązkowo: ośmieszenie polskich oficerów, polskiego bohaterstwa wojennego, kpina z tożsamości narodowej, z patriotyzmu, parodia Mszy św., elementy pornografii. To wszystko znalazło się w "Morfinie" według nagrodzonej powieści Szczepana Twardocha w reżyserii Eweliny Marciniak (Teatr Śląski, Katowice). Nie mogło też zabraknąć spektaklu ukazującego toksyczną rodzinę, przygłupa kapłana, atak na Kościół, aluzję do konwencji przeciw przemocy i wołanie o "prawo" do aborcji na życzenie ("Koń, kobieta i kanarek" Tomasza Śpiewaka, reż. Remigiusz Brzyk, Teatr Zagłębia, Sosnowiec). Krótko mówiąc, nachalna publicystyka prawie w każdym spektaklu.

Destrukcja moralna, antypolskość, antykatolickość i degrengolada artystyczna to główne cechy charakteryzujące prawie wszystkie przedstawienia tegorocznych WST. W żadnym z nich nie pojawił się nawet cień konstruktywnego, pozytywnego programu wywodzącego się z porządku wartości chrześcijańskich.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik online
13 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki