Tęsknota za prawdziwym uczuciem

"Nadobnisie i koczkodany, czyli Zielona pigułka" - reż. Pia Partum - Teatr Norwida w Jeleniej Górze

Wszystko co tajemnicze i dotąd prawie nikomu nie znane budzi naszą ciekawość, chęć poznania, a nader często posiadania. Nie inaczej jest z bohaterami z rzadka grywanej w polskich teatrach sztuki Stanisława Ignacego Witkiewicza zatytułowanej "Nadobnisie i koczkodany, czyli Zielona pigułka". Oni oprócz tęsknoty za metafizycznym uczuciem, pragną zdobyć jeszcze ów tytułowy specyfik, dający im niezwykłą seksualną moc. Tylko czy aby uda im się zgłębić tę dotąd niepoznaną tajemnicę, i czy zielona pigułka okaże się lekiem na całe zło? Zmagania bohaterów czekających na wielkie objawienie można oglądać w najnowszej realizacji Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze. Reżyserką spektaklu jest Pia Partum.

Jak wiadomo nie łatwo mierzyć się z legendą. Przed takim właśnie zadaniem stanęła młoda reżyserka Pia Partum, która na deskach jeleniogórskiego Teatru zrealizowała swoją wizję witkacowskiego dramatu pt. "Nadobnisie i koczkodany, czyli Zielona pigułka". Zadanie tym trudniejsze, iż poprzednia inscenizacja tego tytułu z 1978 roku na scenie Teatru w Jeleniej Górze, ze znakomitą kreacją aktorską Marii Maj, odniosła duży sukces, zdobywając uznanie nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Reżyserem powstałej w 1922 roku sztuki Witkacego był wówczas młody i rozpoczynający reżyserską karierę Krystian Lupa, dla którego realizacja dramatu "Nadobnisie i koczkodany" okazała się początkiem współpracy z jeleniogórską sceną.

Pia Partum przenosi "Nadobnisie..." w czasy nam współczesne, miejscem akcji czyniąc, nie jak zapisał to na kartach dramatu autor, wytworne wnętrza pałacu Pandeusza Klawistańskiego, a luksusowy dyskotekowy klub Mandelbaumów, będący niemal sterylną, zamkniętą przestrzenią, zaprojektowaną przez Magdalenę Maciejewską. Drewniana konstrukcja jawi się widzowi, jako odizolowana klatka, z której nie ma ucieczki. Oglądamy odseparowanych w niej gości, poruszających się w rytm muzyki (skomponowanej przez Tomasza Mreńca), tworzących galerię witkacowskich postaci - ludzi wypalonych, bezmyślnych, dla których słowo "indywiduum" przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszyscy - bezimienne kobiety i mężczyźni - wyglądem przypominają manekiny, na których "zawieszono" jedynie futra - symbol bogactwa, i zarazem kostium upodabniający ich do zwierząt o niepohamowanych instynktach.

W jeleniogórskim spektaklu głównym wątkiem, podobnie jak i w tekście dramatu Witkacego, jest walka między parą byłych kochanków: Zofią z Abencerage'ów Kremlińską (Anna Ludwicka-Mania), a Pandeuszem Klawistańskim (Grzegorz Margas) o duszę i ciało młodego Tarkwiniusza Zalota Pępkowicza (Karol Kadłubiec). Ów młodzieniec mimo stosownego wieku i odpowiednich lektur, pozwalających na swobodne wkroczenie do erotycznego świata, nie miał jeszcze sposobności użyć teorii w praktyce. Jego niewinność oraz brak doświadczenia zamierza wykorzystać Zofia i jej dawny kochanek Pandeusz, czyniąc z Tarkwiniusza ofiarę swoich przeraźliwych rozgrywek. Dla Pandeusza bronią okaże się próba metafizycznego wtajemniczenia młodego bohatera w tajniki życia erotycznego. Z kolei Zofia, by zawładnąć Tarkwiniuszem postara się wykorzystać wynalazek Padlocka Oliphanta Beedle'a (Piotr Konieczyński), eksperymentującego ze swoją zieloną pigułką, będącą źródłem seksualnej energii. Swoista wojna płci, której jesteśmy świadkami w finale przyniesie rzeczywistą ofiarę. Katastrofa jest bowiem nieuchronna.

Inscenizując na deskach jeleniogórskiego Teatru "Nadobnisie i koczkodany...", Pii Partum udało się przekazać zawarty w dramacie Witkacego dekadentyzm charakterystyczny dla jego twórczości, połączony dodatkowo w tym wydaniu z tematyką erotyczną. W tej witkacowskiej wizji doskonale odnajdują się aktorzy oraz towarzyszący im statyści, wyłonieni w drodze castingu spośród mieszkańców miasta. Na szczególną uwagę zasługują gościnnie występujący w przedstawieniu - Karol Kadłubiec, kreujący niezwykle wiarygodnie rolę Tarkwiniusza i wcielający się w postać Pandeusza, Grzegorz Margas, a także demoniczna Zofia w wykonaniu Anny Ludwickiej-Mani.

Dla Witkacego świat zmierzał do katastrofy, a zanik uczuć czy brak wyższych wartości były jedynie początkiem, końca ludzkości. Nie inaczej jest z bohaterami spektaklu Partum. Oni również odczuwają pustkę, tęsknotę za prawdziwym uczuciem, za namiastką rzeczywistych kontaktów międzyludzkich. Stąd ich poszukiwania i jeszcze większe, finalne rozczarowanie.

Od premiery legendarnej inscenizacji Krystiana Lupy minęło w tym roku trzydzieści siedem lat. Niezmiernie cieszy fakt, że po tylu latach, dodatkowo w roku, w którym obchodzimy 130. rocznicę urodzin Stanisława Ignacego Witkiewicza, dyrekcja jeleniogórskiego Teatru, zaryzykowała i powierzyła ponownie realizację "Nadobniś i koczkodanów..." młodej reżyserce. Czy jej inscenizacja odniesie podobny sukces do tego, który przed laty uczynił z Krystiana Lupy czołowego polskiego reżysera? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Wszystko jak zawsze w "rękach" widzów.

Agnieszka Kiełbowicz
Dziennik Teatralny
1 czerwca 2015
Portrety
Pia Partum

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia