To jest dobry gieszeft!

"Ach! Odessa - Mama..." - reż. Jan Szurmiej - Teatr Żydowski w Warszawie

Jak najlepiej zapisać się w historii? Jako złodziej z dobrym sercem, władca wierzący w prawość i słuszność władzy, poprawny obywatel nad wyraz ufający ideałom, czy obywatel wyniesiony przez tłum jako symbol tych ideałów? Trzeba dobrze wybrać, bo gdy przyjdzie czas rozliczeń pozostanie zapłacić rachunek, który wystawił „pikietujący" kelner.

„Ach Odessa – Mama.." to historia prosta, ale tylko na pierwszy rzut oka. Do takiego wniosku skłania cała oprawa, tempo i rodzaj scen o skrajnych wobec siebie emocjach (radość, zaduma, smutek), które są między sobą przeplatane. Jednak ta sinusoida nie nadaje całości rwanego rytmu, wręcz przeciwnie, jest to świetnie wywarzona, a przede wszystkim przemyślana akcja, w konsekwencji nadająca dobrej dynamiki całości.

Ale jak nazwać tę historię, jak ją opisać? Skoro tak bardzo urzeka i przenosi w miejsce odległe,  jednak w jakimś stopniu nadal bliskie. Scenariusz, który stworzył Jan Szurmiej (na podstawie twórczości Izaaka Babla) to opowieść starych czasów, ale nie starych bohaterów. I tak poznajemy Benie Krzyka (Piotr Sierecki) - który jawi się widzom jako krupier życia, a także jego niecne szelmostwa – bo przecież to ten łotr, co dobre serce ma. Po kolei widzimy przyjaciół, rodzinę, sąsiadów, a już po chwili jesteśmy z nimi - z całą Mołdawanką przechodzimy przez rewoltę i to, co dzieje się po niej. Ta odesska historia jest nadal aktualna. Acz Benia Krzyk współcześnie snutych historii jest nieco inny, nie przebiera już w środkach by osiągnąć cel, tak jak w stosowanych środkach nie przebiera jego świat.

„Ach! Odessa – Mama..." to również obsada, która świetnie ze sobą współpracowała. Żaden z aktorów nie „wychodził przed szereg" - żadna postać nie przytłaczała innej. Każda osoba z obsady stworzyła indywidualność. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, iż niektórzy aktorzy grali kilka postaci w spektaklu. O świetnym przygotowaniu świadczy również ruch sceniczny, który był przemyślany i przygotowany na wysokim poziomie.

Wykończeniem całości były błatne pieśni, które świetnie podsumowywały sceny, pokazywały przedstawione wątki od zupełnie innej strony. Również ich wykonanie było na bardzo dobrym poziomie, wraz z ruchem scenicznym dawały piorunujące wrażenie. Jednak niektóre kwestie nie były dość słyszalne, co utrudniało zrozumienie, była to zdecydowanie słabsza strona przedstawienia.

Spektakl nie stał się musicalową gumą do żucia, która ciągnęła się, albo traciła swój wyrazisty smak wraz z upływem czasu. Również daleka od stania się „krówką ciągutką" była scenografia, którą przygotował Wojciech Jankowiak. Dwie czarne kotary, lekko przezroczyste, stworzone z lekkiego, zwiewnego materiału stały się elementem, który oddzielał poszczególne sceny – zasłony były przesuwane przez aktorów, a także tworzyły podział sceny poprzez odpowiednie ich ułożenie. Wszystkie elementy od kostiumów zostały bardzo dobrze dobrane – świetnie wywarzone, nie dawały odczucia przesytu na scenie i przytłoczenia akcji.

„Ach! Odessa – Mama..." to dobry spektakl, daje widzowi ogromny ładunek energii i emocji, pozostając w jego świadomości na bardzo długo.

Czasami bywa tak, iż sztuka (pod dowolną postacią) niewyjaśnionymi okolicznościami spotyka się na tej samej drodze z aktualnymi wydarzeniami epoki. Niekiedy sami twórcy dążą do tego, chcąc dać wyraz swojego stanowiska w danej sprawie, ale jest też tak, że sztuka je wyprzedza, albo po prostu powraca po latach, aby zatoczyć krąg historii.

Katarzyna Prędotka
Dziennik Teatralny Warszawa
2 kwietnia 2014
Portrety
Jan Szurmiej

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...