To nie jest śmieszne

"Ostatnia sztuka" - reż. Bogusław Schaeffer - Teatr Groteska w Krakowie

Nowa sztuka, a raczej „Ostatnia sztuka" Bogusława Schaeffera jest kolejną próbą mierzenia się z tematem wysiłku twórczego, dotyczącego zarówno pozycji aktora, jak i autora. Na scenie toczy się więc walka, ale artysta nie pięścią, lecz słowem i wrażliwością musi walczyć. Schaeffer dorzuca jeszcze do tego absurd i groteskę, po to, by zdystansować się do własnej osoby, wziąć siebie w cudzysłów.

Bohaterowie sztuki znajdują się więc w trakcie procesu twórczego. Jeden z nich pisze tekst, drugi ma go czytać oraz odegrać na różne sposoby. Jest to zatem powrót reżysera do zagadnienia „aktora instrumentalnego" (czego symbolem z pewnością jest jeden z rekwizytów – saksofon, na którym stara się grać jeden z bohaterów). Całość odczytujemy nie tylko jako ukazanie problemów związanych z kreowaniem, pisaniem i grą, ale również jako refleksję nad współczesnym teatrem. Z teatrem, który musi się mierzyć wymaganiami rynku, komercjalizacją i coraz to bardziej wymagającym, często niezadowolonym widzem.

Scenografia jest zbudowana bardzo minimalistycznie. Na scenie znajduje się zaledwie kilka przedmiotów – stół, krzesło, stojak na nuty, saksofon i porozrzucane gazety. Może przypominać to więc wnętrze, pokój mieszkalny, albo kojarzyć się z próbą teatralną. Sztuka jest dopiero przygotowywana, jeszcze nie istnieje. Rekwizyty są tylko tymczasowe, potrzebne do budowania relacji, ale równie dobrze mogłyby być zastąpione przez inne. Brak gotowości jest cechą charakterystyczną spektaklu, który przez cały czas jego trwania czeka na rozwinięcie.

Choć w spektaklu bierze udział tylko dwóch aktorów, to na scenie usłyszymy więcej głosów. Mimo początkowych obaw i nieśmiałości, publiczność również zostaje włączona w grę. Dialog dotyczy więc nas wszystkich obecnych i nasze reakcje – czy to śmiech, czy też zamyślenie, są nieodłączną częścią zamysłu reżyserskiego. Chodzi o to, by nikt nie pozostał obojętny.

Sztuka została napisana na prośbę krakowskich aktorów – Grzegorza Matysika i Bogdana Słomińskiego. W ich grze widać dużo swobody, bo sam tekst również na to pozwala. Tekst sztuki jest bardzo sceniczny, aczkolwiek również specyficzny, oczywiście to stuprocentowo schaefferowski styl. Przypomina wcześniejsze dzieła Mistrza, takie jak „Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego", ale zdaje się – niestety – że tym razem kompozycja i humor są mniej precyzyjne niż uprzednio.

Choć tekst jest soczysty, świetnie brzmiący, to jednak pojawiają się w nim mało zabawne momenty i żarty, które budzą lekkie zażenowanie (np. gołębia kupa, mysie bobki, smarki). Czasem mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali nieśmieszny kabaret telewizyjny. Być może właśnie ów brak śmieszności ma wieścić upadek naszej kultury, jednakże ciężko zgodzić się z tym, że w ten sposób można ją uratować.

Karolina Kiszela
Dziennik Teatralny Kraków
20 lutego 2014

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...