"To nie prawda, że jest to widowisko sadystyczne"

"W gęstwinie miast.Versus"- Kontrapunkt

Akcja spektaklu "W gęstwinie miast" odbywa się w Chicago w roku 1912. Chiński bogacz Schlink (Tomek Szuchart) poszukuje dla siebie rywala do walki, odnajduje go w pewnym biedaku, którego uznaje za godnego dla siebie przeciwnika. Jednak Garga (Tomek Nosiński) początkowo odmawia, ale sprowokowany podejmuje wyzwanie. Rozpoczyna się bezsensowna walka, niemająca nic na celu.

„W gęstwinie miast” jest okrojoną do czwórki bohaterów adaptacją jednego z wczesnych dramatów Bertolda Brechta. Reżyser podjął się trudnego wyzwania, w swej sztuce mierzy się z obrazem miasta i człowieka, jakie zaprezentował pisarz. Radosław Rychcik pokazuje Chicago jako miejsce, w którym rządzi najsilniejszy. Jest to terytorium, gdzie nie ma czasu na uczucia, trzeba ciężko pracować i ciągle podejmować walkę, żeby przetrwać. 

Na samym początku przedstawienia widzimy kobietę - Marię, która stoi na czerwonym tle. Swoją postawą przypomina sterowaną kukiełkę, która z wielkim wysiłkiem na twarzy opisuje widzom, czym jest „wolna amerykanka” – jest to zasada, która mówi, że nie ma żadnych zasad, czyli wszystkie chwyty są dozwolone - tym samym zapowiada dalszą część widowiska, a mianowicie walkę dwóch mężczyzn.

Na scenie pojawiają się Schlink, Garga i na środku Jane (Anna Gorajska). Bogacz wyzywa biedaka na pojedynek i w tym samym momencie dziewczyna Gargi Jane wkakuje na Schlinka i zaczyna namiętnie całować, po czym on zrzuca ją z całym impetem na podłogę i proponuje, że ją kupi za Thajti. Następuje walka mężczyzn, starcie ich przypomina połączenie walki kogutów z namiętnym szałem miłosnym. Dość ciekawym zabiegiem, jest nieustanna gra aktora do widzów, czyli mówienie do publiczności nawet wtedy, gdy rozmawiają między sobą.  
 
W następnej części zaczyna lecieć zmysłowa klubowa muzyka, na środek wchodzi Maria, w ręku trzyma szmatę. Klęka na kolana i dokładnie myje całą podłogę. Wkłada w tą pracę wiele wysiłku, słyszymy jej głośny oddech, a właściwie strasznie ciężkie dyszenie. Po chwili wchodzi Garga i Schlink. Dziewczyna tłumaczy się bratu, dlaczego pracuje sprzątając. W tym fragmencie ukazane jest jak wiele wysiłku i upokorzenia musi znieść człowiek, aby przetrwać w dżungli miasta, w której rządzą ci, którzy mają pieniądze. Dziewczyna zaczyna bić się po twarzy, jak by chciała oczyścić się z całego upokorzenia, na które nie zasłużyła.

Cała ta gra – walka prowadzi do degradacji wszystkich postaci. Jest coraz gorzej. Wartości moralne sięgają stanu zerowego. Kolejny fragment odbywa się w domu publicznym. Maria rozmawia ze Schlinkiem a Jane stoi obok, ma ona na sobie pięć par majtek, które zdejmuje najpierw szybko i komicznie, później coraz wolniej, jej ruchy stają się rozpaczliwe, tak jak jej los – została prostytutką w chinskim burdelu.

Później głos - narrator zapowiada, że Garga myśli o Schlinku. Na początku postać wydaje się zabawna, ale po chwili zaczyna zachowywać się jak szaleniec, jego ciało nagle zostało ogarnięte konwulsjami i widok był tragiczny. Po czym Jane wchodzi na scene w białym szlafroku, Szlink przynosi jej mikrofon. Następnie zawiązuje jej oczy czarną opaską i zdejmuje szlafrok. Dziewczyna jest naga, zaczyna śpiewać a capella piosenkę Kaliny Jędrusik „S.O.S.”. Śpiew jej jest wołaniem o pomoc, a wręcz samotnym krzykiem, w którym z rozpaczą prosi o ratunek, o pomoc dla ginącej miłości. 

Następna sekwencja ukazuje taniec Mari i Gragi, zmieniający swój charakter ze względu na emocje w nim zawarte. Na samym początku wygląda jak beztroska zabawa, później jak uścisk miłosny, a na końcu jak nienawiść, złość, wściekłość. Scena ta może być symbolem zmieniających się uczuć między mężczyzną a kobietą. Świetnie ukazana jest tu problematyka relacji interpersonalnych, które są płynne i za każdym razem, kiedy się powtarzają, wyglądają inaczej. Gargi i Jane wzieli ślub. Dziewczyna bardzo emocjonalnie opowiada o całym wydarzeniu, jest to dla nich bardzo ważny krok w ich życiu. Ich radość jednak zostaje przerwana wiadomością, że Gargi idzie do więzienia za dwukrotnie sprzedane drzewo. 

Następne sceny ukazują totalny rozkład moralności i pełną degradację postaci. Schlink i Maria wyznają sobie miłość, jednak ona nie może się spełnić, ponieważ Maria zaczęła zarabiać ciałem na chleb. Ukochany prosi ją, aby tak nie żyła, a ona żąda od niego pieniądze za miłość, tym samym rezygnuje z niej. Kolejny fragment prezentuje miłosną relacje między Jane a Marią, która jest powtarzana kilkakrotnie tymi samymi ruchami, zakończonymi ekstazą. Mąż Jane wraca z więzienia i zastaję ją w kompletnej rozsypce, prosi ją, aby wróciła z nim do domu, że da jej ostatnią szansę. Jednak ona rezygnuje z niej świadomie i prosi mężczyzn z widowni, żeby ktoś ją odprowadził, zachęca, kusi słowami: „No chodź, odprowadź mnie, będzie fajnie, zobaczysz”, potem jest zdenerwowana, że jej prośba nie przynosi żadnego skutku, popada we wściekłość a później w rozpacz. Aktorka w niezwykły sposób ukazała upadek kobiety, która jeszcze bardziej pogrąża się w desperacji.

W jednej z przedostatnich scen brat Marii mówi, że ją kocha taką, jaką jest, jednak ona zabrania mu siebie kochać taką, ona kocha siebie taką, jaką była kiedyś i prosi go, aby on też ją taką pamiętał. Kobieta nie godzi się na swój los, dlatego nie przyzwala na wyznanie Garga. Wie, kim się stała, nie akceptuje tego, ale też ciężko jej zmienić swój los.  

Garga wyznaje, że kocha Schlinka, później następuje już tylko śmierć Schlinki. Maria klęka przy nim i zaczyna przewracać jego ciało to w jedną, to w drugą stronę. W jej ruchach widać desperacje, ból, a na końcu rozpacz, która przeszywa widzów. zawodzenie, szloch nie tylko pokazują stratę osoby, którą kochała, ale także utraciła szansę na zmianę samej siebie. Odeszła jej miłość, która była małą namiastką radości w tym okrutnym świecie.

Radosław Rychlik całe przedstawienie zbudował na poszczególnych, krótkich wystąpieniach aktorów, którzy po odegraniu swojej kwestii schodzili ze sceny. Dodatkowym elementem był narrator, który zapowiadał daną scenę. Duże znaczenie w spektaklu odegrały kostiumy aktorów. Mężczyźni ubrani byli w podkoszulki, bokserki i trampki a kobiety w T-shirty, majtki, rajstopy i szpilki. Stroje były równocześnie rekwizytami, które służyły do przedstawienia danej sytuacji, np. zdejmowanie przez Jane majtek, symbolizowało, że została prostytutką. Natomiast scenografią było tylko czerwone tło.

Ssłowa i ruchy aktorów stanowiły podstawę całego widowiska. Dzięki temu sztuka stała się uniwersalna, ponieważ wyraża prawdę, że wszędzie może nastąpić upadek wartości, niezależnie od miejsca i czasu. Aktorzy w niesamowity sposób przedstawili ciało jako towar, jako mechanizm. Celem reżysera było ukazanie, że poprzez intensywność pewnych powtarzanych czynności i zmienianym przy tym tempie, są widoczne różne efekty, odczytać można różne emocje nawet te skrajne od miłości po nienawiść.

Paulina Piórkowska
Dziennik Teatralny Szczecin
25 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...