Toksyczne biografie a sprawa Polska

15. Wałbrzyskie Fanaberie Teatralne "Uratowani"


I „Kalifornia. Nieśmiertelni" - reż. Szymon Kaczmarek - Teatr Współczesny w Szczecinie
II miejsce „Wysocki. Powrót do ZSRR" - reż. Piotr Sieklucki - Teatr Nowy Proxima w Krakowie
III miejsce „Wysokie Napięcie" - reż. Zbigniew Stryj - Teatr Nowy w Zabrzu

Tegoroczne Fanaberie teatralne w Wałbrzychu to można powiedzieć impreza z odzysku, cudem uratowana, na szczęście, gdyż jest to jedyna okazja dla wielu mieszkańców Wałbrzycha na poznanie wielu ciekawych, ogólnopolskich spektakli. 

W tym roku postawiono na kontrasty, obok treści lekkich, form komediowych jak spektakl „Na ostrzu noża", w którym znudzone już sobą nawzajem małżeństwo, odbywa szokową terapię związku za sprawą pewnego, pozornie tępego i przystojnego elektromontera. Zabawna, pouczająca komedia, może brakuje jej trochę do dowcipu języka i komizmu sytuacji fabularnych rodem z Raya Cooneya, ale znakomita gra aktorska, oryginalne pomysły czyli uwikłanie się w sieć zależności przez męża, toksyczna praca i pasja gitarzysty rockowego ,która rozwiązuje wszelkie problemy, także miłosne, sprawia, że na chwilę zapominamy o własnych problemach i taki ma być chyba jej cel. Autor sztuki, zarazem dyrektor artystyczny Teatru wspominał, że wątki zaczerpnął z własnego życia i swoich znajomych, zauważając jak szarość i rutyna zabija życie wielu parom, które reanimują własne związki przez niekonwencjonalne pasje np. nurkowanie. Jakiś nowy life style, chyba mądrzejszy niż wydane pieniądze na poradnik w stylu „Jak żyć?" no i można się przy okazji dowiedzieć, jak nie zostać molestowanym przez żółwie.

Kolejne jednak spektakle to już wstępy do poważnych dyskursów społeczno – kulturowych. W monodramie szczecińskiego teatru, jego twórcy analizują zaskakujące śmierci polskich celebrytów lat 50 – tych czyli Komedy Hłasko. W formie reportażu , trzymającego w napięciu jak thriller aktor prowadzi niejako dochodzenie w sprawie tragicznej śmierci polskiego kompozytora w Hollywood. Mocnymi, sugestywnymi środkami i nadekspresją naprowadza na sieć powiązań między kilkoma wydarzeniami : zbrodnią Charlesa Mansona, tajemniczą wróżbą z Polski, bliską śmiercią Hłaski i filmem „Dziecko Rosemary" Polańskiego. Obecna jako rekwizyt na scenie wielka bryła lodu symbolizuje zło obecne w świecie, o które tak dbamy, żeby czasem się nie roztopiło. Kontrowersyjny temat wzbudził u widzów wiele emocji, jednak w czasie dyskusji podjęto wątek moralnego dylematu czynienia z takich psychotycznych morderców jak Manson jednych z bohaterów sztuki. Puenta, kiedy narrator – aktor odsłania kim jest w rzeczywistości, przeraża i nie pozostawia złudzeń.

Kolejny spektakl to już większe przedsięwzięcie, próba opowiedzenia biografii Romana Dmowskiego w ciekawej formie koncertu punkowego. Nowoczesna, multimedialna scenografia, transowa muzyka wykreowały dziwny świat z wydarzeń i zachowań quasi patriotycznych, są więc fragmenty manifestacji narodowych, komentatorzy sportowi w czasie meczu polskiej piłki. Ciekawe jest zmieszanie mowy hejtu z filozoficznymi postulatami Hanny Arendt, gdyż to właśnie konfrontacja myślicieli z dwóch, przeciwległych biegunów jest konceptem „mrocznego musicalu", jak nazywają go twórcy. Na uwagę zasługuje eklektyzm środków, muzyka, video art, teatr formy, body art. Dla mnie osobiście ten spektakl był czarnym koniem Fanaberii, niedocenionym, jak się później okazało, życzę jednak ekipie Teatru z Poznania wielu sukcesów.

Ostatnią biografią była próba portretu Włodzimierza Wysockiego, rosyjskiego, kultowego barda, który miał pecha żyć i tworzyć w czasie komunizmu. I to właśnie starcie twórcy z wrogim, totalitarnym systemem oraz z własnym wewnętrznym demonem nałogu, ukazali twórcy. Pełną wzruszeń i głębi kreację stworzył Edward Linde – Lubaszenko jako ojciec Wysockiego, który niczym duch ukazywał się z obliczem pełnym zwykłej, ludzkiej troski oraz poetyckiej zadumy nad losem nadwrażliwego syna. Pierwsza część spektaklu przybrała być może formę zbyt performatywną, do swojej ekspresyjnej, wulgarnej publicznej spowiedzi, aktor włączył publiczność, napełniając im kieliszki wódką. Niektórym się podobało, innym mniej, na pewno wywołało to silne emocje i kontrowersje, więc chyba to mieli na celu twórcy. Druga część ukazała drogę upadku zbyt słabego artysty, pogrążonego w zabójczym nałogu. Moim zdaniem zabrakło trochę uniwersalizmu tej przypowieści, wszak casus Wysockiego to nie precedens w historii wielu twórców, szczególnie tych tworzących pod prąd historii. Nie podobało mi się też zawężenie narracyjne, przecież życie barda to nie tylko „Moskwa Pietuszki", natomiast oprawa muzyczna i stylizacja sztuki na koncert podniosła artystyczne walory spektaklu.

Jeśli tegorocznym Fanaberiom przyświecało hasło o empatii, to myślę, że w kontekście tych polskich i słowiańskich biografii, miało ono duże znaczenie. Przybliżyło postacie zanurzone gdzieś w odmętach historii, które wynurzyły się na chwilę, by coś nam przekazać , ostrzec lub ochronić przed czymś. I oby dysydenci zrozumieli, że wałbrzyski festiwal to nie artystyczne fanaberie, tylko immanentna potrzeba publiczności i twórców.

Joanna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
19 grudnia 2017

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia