Tomaszewski odmienił moje życie

rozmowa z Mikołajem Mikołajczykiem

Rozmowa z Mikołajem Mikołajczykiem, autorem monodramu "Projekt: Tomaszewski"

Kiedy i w jakich okolicznościach zetknąłeś się z Henrykiem Tomaszewskim i jego teatrem?

- O moim pierwszym spotkaniu z Henrykiem Tomaszewskim opowiadam w swoim monodramie "Projekt: Tomaszewski", mogę tylko zdradzić, że było ono bardzo nietypowe i niespodziewane. Jednym słowem całkowicie zmieniło moje życie.

Spędziłeś u niego zaledwie rok, a twierdzisz, że zaważył na całym Twoim życiu artystycznym?

- To bardzo proste, już na początku mojej nowej drogi życiowej zetknąłem się z wielką osobowością i z wielkim artystą o nieograniczonej wręcz wrażliwości na świat. Artystą, który poświęcił życie w poszukiwaniu piękna, ba - stwarzał to piękno! Byłem Nim oczarowany i przerażony jednocześnie. To przerażenie wynikało najbardziej z tego, że nie miałem żadnego przygotowania, nie miałem szkoły, mój gust był, lekko mówiąc nijaki. Dał mi lekcje, o jakich dzisiaj młody artysta nie może nawet marzyć. Swoją osobowością onieśmielał mnie. Mówił językiem, jakiego wcześniej nie znałem, opowiadał i opowiadał i mógł tak mówić bez końca, a ja - zasłuchany i oczarowany - śniłem nowe życie. Kochałem Go, ba! Kocham nadal. Tomaszewski był i jest dla mnie artystycznym ojcem - stworzył moją wrażliwość, stworzył mnie jako artystę. Tomaszewski zaraził mnie poszukiwaniem świata wcześniej mi nieznanego, tego lepszego, idealnego, może nazbyt sentymentalnego, ale z pewnością tego wymarzonego. Jestem w teatrze dzięki Niemu, jestem w teatrze tym, kim On mnie stworzył.

W co wyposażył Ciebie przez ten rok?

- Dał mi porządnego kopa w d... na całe moje życie teatralne. Uwrażliwił na sukcesy, przygotował na porażki i klęski. Nauczył szacunku do sceny. Zawsze, kiedy wchodzę do nowego budynku teatralnego, najpierw witam się ze sceną, dopiero potem oswajam przestrzeń pomocniczą - garderoby, bufet itd. Pozwolił uwierzyć, że teatr to dom, do którego się nie wraca, ale mieszka.

Wracałeś do niego po nauki, na konsultacje, rozmowy...

- Często spędzałem zimowo-świąteczny czas w Karpaczu. Każda wizyta tam pozwalała mi na spotkanie z Mistrzem w jego domu. Opowiadałem, a w zasadzie meldowałem o swoich powodzeniach i upadkach. Chwaliłem się, ale również żaliłem, prosiłem o pomoc o rady. Popołudniowe długie godziny śniliśmy z Panem Henrykiem... o teatrze. On Jeden dodawał mi otuchy i siły, kiedy prowadziłem swój autorski teatr w Szczecinie (Teatr DNA - taniec zakodowany genetycznie ). Mieliśmy nawet wspólne plany. Czasami miałem wrażenie, że te nasze spotkania dają mi odskocznię od świata baletu, do którego przecież uciekłem z Jego Pantomimy. Nawiasem mówiąc miała to być zawsze li tylko niewinna kawa z ciastem.

Tomaszewski stworzył wyjątkowy teatr, ale nie wykształcił następcy. Wielu się do niego przyznaje, odwołuje (jako uczniowie), ale nikt albo niewielu kontynuuje ten rodzaj teatru, który on wykreował...

- Wielu Jego uczniom, mimo wysiłków, nie udaje się kontynuować drogi obranej przez Mistrza. Jest to smutne, ale zarazem budujące. Teatru Tomaszewskiego nie da się naśladować ot tak po prostu. Język Tomaszewskiego bez Tomaszewskiego nie istnieje. Przekonałem się o tym, kiedy zostałem zaproszony przez kuratorkę teatralną Magdę Grudzińską, aby przygotować spektakl/remix o Tomaszewskim. Ten mój spektakl jest tak naprawdę traktatem o wolności! Kiedy zaczynałem pracę nad nim, wiedziałem, że muszę się zetrzeć z moim Twórcą i artystycznym Ojcem. Wiedziałem, że muszę dokonać swoistego morderstwa na tym, którego kocham najbardziej, i któremu zawdzięczam najwięcej. To był mój swoisty apel o wolność moją w tworzeniu siebie, urwanie pępowiny ojcowskiej. Tym spektaklem opowiedziałem siebie jako dorosłe dziecko wychodzące z domu. Wyszedłem... "A teraz musimy dać sobie czas, by poznać się, nasze życia... I wołam Cię, by przypomnieć, że nic naprawdę nie jest moje oprócz wolności, wolności w moim sercu. Chcę tak żyć i takim pozostać" (Devendra Banhart).

Co po latach, kiedy Tomaszewskiego nie ma, wydaje Ci się najważniejsze z jego "nauk"?

- Wolność.

Mikołaj Mikołajczyk - tancerz, choreograf. Występował we Wrocławskim Teatrze Pantomimy, Polskim Teatrze Tańca i Teatrze Wielkim w Poznaniu oraz Badisches Staatstheater w Karlsruhe. Od kilku lat tworzy autorskie projekty solowe i współpracuje jako choreograf z teatrami dramatycznymi.

Stefan Drajewski
http://Kultura.poznan.pl
4 września 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia