Tomaszuk wystawia Wyspiańskiego

"Teatr, którego nie było" - reż. Piotr Tomaszuk - Teatr Wierszalin w Supraślu

Schorowany, sparaliżowany bólem Stanisław Wyspiański (w tej roli Rafał Gąsowski) wjeżdża na wózku do garderoby słynnego aktora teatralnego Ludwika Solskiego. Kurczowo przyciska do ciała teczkę ze swoim dramatem „Sędziowie". Solski (Piotr Tomaszuk) zerka do tekstu, przegląda rysunki i zafascynowany czyta sztukę. Tak rozpoczyna się najnowsze przedstawienie „Teatr, którego nie było" Teatru Wierszalin. Czy jego reżyserowi, Piotrowi Tomaszukowi, udała się realizacja słynnych „Sędziów? Tak, ale...

Po przeczytaniu fragmentów dramatu Ludwik Solski uśmiecha się, kłania poecie i mówi, że niestety nie widzi w tej sztuce potencjału. Nie podoba mu się temat i brak podziału na akty. Uważa, że sztuka jest mało wyrazista, że nie ma w niej poetyckości i tego, co hipnotyzowało widzów w „Warszawiance", „Klątwie" i „Weselu". Tak podobno wyglądała scena spotkania dwóch wielkich artystów, o której pisał Adam Grzymała-Siedlecki w artykule „Nad Sędziami Wyspiańskiego". W przedstawieniu Teatru Wierszalin Solski odmawia poecie wystawienia „Sędziów", następnie wychodzi z garderoby i już się w spektaklu nie pojawia. Wtedy na wierszalinowskiej scenie rozpoczyna się teatr w teatrze. Wyspiański staje się demiurgiem, bogiem wyznaczającym role stworzonym przez siebie bohaterom. Wraz z nim przenosimy się do żydowskiej gospody, w której mieszka bogaty Żyd, karczmarz Samuel (Dariusz Matys) i jego synowie Natan (Adam Milewski) i Joas (Katarzyna Wolak). To Samuel namówi Natana, by pozbawił życia służącą Jewdochę (Monika Kwiatkowska), która miała z Natanem dziecko i zabiła je, nakłoniona przez kochanka. Samuel i Natan winę za śmierć dziewczyny zrzucą na żołnierza, Urlopnika. W scenie sądu prawdę o morderstwie ujawni wrażliwy i mądry Joas, który swoją szczerość przypłaci życiem.

Piotr Tomaszuk, przenosząc na deski Wierszalina dramat Stanisława Wyspiańskiego, podjął się wymagającego zadania. Po „Dziadach" Mickiewicza „ i „Fauście" Goethego Tomaszuk wziął na warsztat tekst niedługi, oparty na nieskomplikowanej, choć niezwykle wymownej fabule. „Sędziowie" to nie słynne „Wesele" – tekst na wskroś niejednoznaczny, podatny na skrajne, odmienne interpretacje. Tak, jest tu nieszczęśliwa miłość, opis ludzkiej krzywdy, historia zdrady i dzieciobójstwa. Jest Samuel – postać tragiczna, człowiek na wskroś zły, ale jednocześnie świadomy swoich grzechów, obarczony ciężarem tajemnic związanych z rodziną, którą próbuje chronić. Jest i Dziad – ojciec Jewdochy, który stracił swój majątek z winy żądnego zysku Samuela. Prosta naturalistyczna scenografia, skrupulatnie zaprojektowana przez Wyspiańskiego, służyć ma temu, co tak istotne w wierszalinowskiej poetyce: jest przede wszystkim po to, by skupić naszą uwagę na ludzkich losach widzianych w wymiarze symbolicznym, ponadczasowym; na winie i karze za grzechy, rozgrywającej się w perspektywie sądu ostatecznego.

Symboliczne przesłanie „Sędziów" – wykreowane przez Wyspiańskiego także za sprawą biblijnej stylizacji, jaką poeta wykorzystał chociażby w krótkim monologu Samuela, kiedy ten płacze po stracie najmłodszego dziecka – udało się Tomaszukowi uchwycić. Oglądając „Teatr, którego nie było" zostajemy wciągnięci w charakterystyczną dla Wierszalina poetykę scenicznego chaosu, zbudowanego ze świateł i dźwięków oraz powtarzanych w transie „sekwencji"; chaosu, z którego wyłania się symboliczna wymowa dramatu. Przez moment jednak trudno nam się skupić na tym, co dzieje się w galicyjskiej karczmie i w pełni przeżyć tragedię Samuela, Joasa i Natana, bo zamiast potrzebnego tu wyciszenia bohaterów, wynikającego z ich wyczerpania, smutku i braku nadziei, reżyser proponuje nam gwałtowne, pełne emocji sceny. A ich stonowanie wprowadziłoby do spektaklu atmosferę zawieszenia, grozy, niepewności i strachu przed karą. Zrobić z Joasa paralityka, wstrząsanego co chwila drgawkami i konwulsjami; uczynić z Jewdochy kobietę szaloną z bólu, ogarniętą nienawiścią i pożądaniem; Gąsowski, który równocześnie gra Wyspiańskiego, Urlopnika i Sędziego – oto talent reżyserski Piotra Tomaszuka, który nieoczywistymi rozwiązaniami wciąż zdobywa sobie widzów.

Może tylko pierwsza scena, w której Solski rozmawia z Wyspiańskim, jest nieco za długa, przeładowana treścią? (chociaż widok Gąsowskiego przez kilkadziesiąt minut siedzącego na wózku może być ciekawym doświadczeniem dla osób pamiętających inne role tego aktora). Może należałoby ją skrócić na rzecz „Sędziów", pozwalając aktorom na właściwe tempo opowieści, a widzom na stopniowe wejście w atmosferę wydarzeń sprzed lat? No i finał przedstawienia – tak, ten powinien mieć bardziej przejmujący charakter.

Z jakim przyjęciem spotka się najnowsze przedstawienie Teatru Wierszalin, które tym razem bazuje na tekście mniej znanym, mniej popularnym niż „Dziady", „Faust" czy „Traktat o manekinach"? Wytrawnych widzów na pewno zachęci do lektury Wyspiańskiego, tak jak „Święty Edyp" skłaniał do pochylenia się nad „Doktorem Faustusem" i „Wybrańcem" Tomasza Manna. I, co najważniejsze, wywoła w nich głód odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. A to w teatrze jest najważniejsze!

Dominik Sołowiej
Dziennik Teatralny Białystok
17 czerwca 2019
Portrety
Piotr Tomaszuk

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...