Tombak

"Gala ’68. Wolność to luksus" - reż. Agnieszka Jakimiak - Teatr Nowy w Łodzi

Złoto. Wszystko na złoto. A do tego czerwony dywan. Na scenie między innymi Jane Fonda i Gregory Peck. Jest luksusowo, bo to gala oscarowa z 1968 roku, a raczej jej rekonstrukcja. Rok był przełomowy, więc i gala jest przełomowa - tyle się przecież wydarzyło. A na łódzkiej scenie wiedzą nawet, co się wydarzy, bo to gala 1968 rekonstruowana z perspektywy roku 2018.

Był to rok wolności, jak mówią w spektaklu "Gala '68. Wolność to luksus" Agnieszki Jakimiak aktorzy i aktorki Teatru Nowego w Łodzi: "Polacy ze swojego kraju uwalniają Żydów", potem uwalniają Czechosłowację; Amerykanie uwalniają Wietnam, a Francuzi zwalniają De Gaulle'a. Wspaniały rok i wspaniałe filmy. Tak to wygląda z perspektywy czerwonego dywanu.

To nic, że mieniące się w scenografii Mateusza Atmana złoto to tylko balony w złotym kolorze. Czerwony dywan wprawdzie jest dywanem, jednak ta rekonstrukcja to podróbka: tandetna i kiczowata. Nie przeszkadza to jednak aktorkom i aktorom łódzkiego Nowego odgrywać z emfazą hollywoodzkich gwiazd i wygłaszać płomiennych fraz o wolności. W tej konwencji, z poprzekręcanymi nazwiskami występujących idoli, blichtr i nadęcie stają się już tylko śmieszne, a wypowiadane złote frazy o pokoju i wolności wprawiają w prawdziwe zażenowanie.

"Gala '68" to spektakl przenikliwy i błyskotliwy. Podstępny, bo autorzy tekstu - Mateusz Atman i Agnieszka Jakimiak - wymagają od widzów i widzek ciągłej uwagi. Mieszają porządki, wybierają z oscarowego - czy szerzej, filmowego - archiwum postaci i tytuły, by układać je w nieoczywiste konstelacje. Rok 1968 i czterdziesta ceremonia wręczenia Oscarów to tylko punkt wyjścia, pretekst, by opowiadać nie tylko o historii kina, lecz także - i może przede wszystkim - o kondycji aktorek i aktorów. Niekoniecznie pracujących w Hollywood.

Satyra na rozbuchane ceremonie to tylko wierzchnia warstwa spektaklu. Aktorki i aktorzy - grając inne aktorki i aktorów - wręczają sobie nagrody. To podstawowa zasada dramaturgiczna, która skutecznie nakręca spektakl. Łamie ją tylko wpadający od czasu do czasu na scenę Łukasz Jędrzejczak z kolejnym numerem muzycznym. Jest w tym dużo zabawy i lekkości. Jednak im dale tym wręczanie kolejnych statuetek przebiega coraz bardziej mechanicznie, tempo się zwiększa doprowadzając całą ceremonię do absurdu, prowadząc do finału, w którym łódzkie aktorki i aktorzy grać będą samych siebie.

Zanim jednak do tego dojdzie, wśród laureatów wymienieni zostaną reżyserzy mężczyźni: Bernardo Bertolucci (za film "Partner") i Roman Polański (za "Dziecko Rosemary"). Oba filmy z galą łączy rok powstania: 1968. Ani Bertolucci, ani Polański nominowani w tym roku być nie mogli, jednak właśnie o to chodzi w tej rekonstrukcji, której celem nie jest przecież odtworzenie ceremonii sprzed półwiecza. Celem jest wpisanie i roku 1968 i gal oscarowych we współczesny porządek myślenia tak o kinie jak i rzeczywistości - o relacjach władzy i uwikłaniach sztuki.

"Laureat dzisiejszej nagrody został wykluczony z Gildii Filmu na poczet przyszłych wykroczeń, które może popełnić" - pada zamiast werdyktu. Chodzi o Polańskiego, bo mowa jest o zamiłowaniu do nieletnich dziewczyn, które wyglądają nadzwyczaj dojrzało, ale i Bertolucci pojawia się nie bez powodu, to bowiem kilka lat później na planie "Ostatniego tanga w Paryżu" doszło do gwałtu na dziewiętnastoletniej aktorce Marii Schneider w scenie z Marlonem Brando. #metoo rozpoczęło się przecież w Hollywood, w branży, która funduje sobie rokrocznie ceremonię na własną cześć.

Najbardziej przejmujący jest jednak finał. Już nie ma gwiazd Hollywoodu, są aktorki i aktorzy Teatru Nowego: Monika Buchowiec, Beata Kolak, Kamila Salwerowicz, Przemysław Dąbrowski, Konrad Michalak i Sławomir Sulej. Nagrody wręczają sobie nawzajem, pod własnymi nazwiskami w najbardziej obciachowych kategoriach. Rozpoczyna się prawdziwy festiwal porażek. "Za wielowymiarową esencję alterhumanistycznej metafizyki najlepszego aktorstwa małego ekranu w serialu Plebania: Monika Buchowiec!"; "jest jedna, a jednak są ich dwie - dzisiaj nagroda wędruje do jednej z sióstr Kolak za rolę siostry Kolak w Komu wierzycie - Beaty Kolak!"; "za konsekwentną pracę nad udoskonaleniem roli ginekologa, czyli za rolę ginekologa w Na Wspólnej, rolę ginekologa w Na dobre i na złe a wreszcie - za rolę ginekologa-położnika w Tangu z aniołem - nagrodę otrzymuje Przemysław Dąbrowski!"; "za rolę kapłanki niewymienionej w czołówce Wiedźmina: Kamila Salwerowicz!", kiedy indziej występującej w napisach z przekręconym nazwiskiem. Dalej jest jeszcze "partner partnera psa Alexa z Komisarza Alexa", czyli Konrad Michalak, Sławomir Sulej znany głównie z kwestii o wyrwaniu chwasta z początku "Psów 2". Tempo jest szalone, statuetki wypadają z rąk, nie da się nadążyć z ich wręczaniem

Ta scena to dokładny rewers napuszonej gali, gdzie liczy się tylko sukces. Ten spektakl, to nie tyle nawet skompromitowanie gali - czy to tej z 1968 roku czy każdej innej. Porażkowość tej sceny ma w sobie coś ocalającego. To nie jest wcale opowieść o aktorkach i aktorach prowincjonalnych. To opowieść o aktorkach i aktorach. Pragnienie sukcesu jest wpisane w ten zawód, lecz - jak w każdym innym - gdy ktoś odnosi sukces, kto inny ponosi porażkę. Historie porażek są ciągle do opowiedzenia, bo nikt ich nie chce opowiadać. Historie sukcesów są z kolei powtarzane bez końca. To pisane przez zwycięzców historie zwycięzców, którzy stoją na czerwonym dywanie i objaśniają świat innym, mówiąc o wolności.

A wolność to luksus.

Piotr Morawski
e-teatr.pl
3 czerwca 2019

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia