Tradycja a nowoczesność

"Mickiewicz. Dziady. Performance." - Teatr Polski w Bydgoszczy

W niedzielę 19. lutego na deskach Teatru Śląskiego mogliśmy zobaczyć spektakl w wykonaniu bydgoskiego Teatru Polskiego "Mickiewicz. Dziady. Performance" w reżyserii Pawła Wodzińskiego. Spektakl ten był wystawiany w ramach Prologu 14. Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje"

Zasiadając na widowni i obserwując rozłożoną scenografię, można było domniemać,  że owa sztuka nie będzie zwyczajną interpretacją Mickiewiczowskich Dziadów. Półmrok i spowita w kurzu, brudzie i dymie grupa wygnańców koczujących na prowizorycznym polu namiotowym rozpoczyna znany nam doskonale obrzęd dziadów. Pojawiają się tu ludzie pozbawieni rzeczywistości, żyjący przeszłością lub przyszłością – dla takich właśnie indywiduów dziady miały być lekarstwem. Wygarniają własne frustracje, utożsamiając  się tym samym z postaciami Dziadów Mickiewicza. Pierwszy akt, który przedstawia II część dramatu to perfekcyjna gra aktorska. Wśród widowni narastają emocje, co spowodowane jest wyraźnym odejściem aktorów od techniki budowania roli, opartej na pierwotnym wyjściu od stanu psychologicznego, na rzecz nadania sobie roli twórcy i performera wydarzeń. Dzięki temu widz staje się w pewnym sensie uczestnikiem, a nie jedynie obserwatorem sztuki.

Drugi akt przenosi nas do przytułku dla bezdomnych, gdzie odgrywana jest Wielka Improwizacja Konrada (Michał Czachor). Warto dodać, że od tej sceny widz powoli zaczyna gubić się w interpretacji. Każdy Polak, który pojmuje genezę Mickiewiczowskich Dziadów, zaczyna szukać Konrada – bohatera narodowego. Niestety w reżyserii Wodzińskiego takiegoż nie ujrzy. Główny bohater to indywidualista, który jest bardziej obserwatorem, aniżeli ojcem narodu za który byłby w stanie zginąć. Odniosłam wrażenie, że jest obojętny i znieczulony na zaistniałą sytuację, pełen dzikiej siły i buntu, zwrócony w przyszłość, nie w przeszłość – pozostaje poza wspólnotą kultywującą bezsilność. Wielką Improwizację mówi półnagi, z pianą na ustach, stojąc pomiędzy widzami i sytuując się na równi z Bogiem rzuca wyzwanie polskiej niemocy i światu. Szybko jednak traci impet, osuwa się w polski marazm, poddaje sile księdza Piotra (Mateusz Łasowski) – przedstawiciela Kościoła, strażnika kultu mitów narodowych i archetypu ofiary.

Sceny i monologi bohaterów są przerywane wypowiedziami z dzienników i relacji przejeżdżających przez ówczesną Polskę obcokrajowców, którzy zamiast martyrologii i uwznioślającego cierpienia widzą dzicz, błoto, zapóźnienia cywilizacyjne i kulturowe czy nieludzkie traktowanie chłopów przez szlachtę. Wodziński chce pokazać romantyzm polski jako odpowiedź na orientalizujący dyskurs Zachodu. Jednak po świetnej, mocnej pierwszej części spektakl traci napięcie i staje się coraz bardziej nielogiczny.

Uważam, że "Mickiewicz. Dziady. Performance" to teatr prowokujący. Jest w nim bardzo dużo brutalizmu, a społeczność polska zostaje w nim przedstawiona jako ścierwo, o które nie warto dbać (potwierdza to postawa Konrada). Osobiście brak mi tu bohatera narodowego, utożsamiającego się z ojczyzną. Pomimo tego dodam, że uwiodła mnie gra aktorska oraz scenografia. Te niepodważalnie silne punkty sztuki sprawiły, że wybrałabym się ponownie na ten spektakl.

Jagoda Skolmowska
Dla Dziennika Teatralnego
30 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia