Tradycja przede wszystkim

"Pastorałka" - reż. Jan Polewka - Teatr Nowy w Łodzi

W Teatrze Nowym w Łodzi miała miejsce premiera "Pastorałki" Leona Schillera, która od 90 lat gości na polskich scenach wzbogacając repertuar teatrów instytucjonalnych o spektakl bliski widowisku obrzędowemu.

Wybór tekstu nie dziwi, jego związki z łódzką sceną są bowiem niebezpośrednie, lecz silne. Dla Kazimierza Dejmka, patrona Teatru Nowego, Schiller był najważniejszym twórcą polskiego teatru narodowego. Reżyserem inscenizacji jest Jan Polewka, który jako scenograf współpracował z Dejmkiem przez 21 lat. Z wzajemnych artystycznych fascynacji narodziło się przedstawienie, które cieszy oko i ucho publiczności, choć jest zdecydowanie sezonową pozycją repertuarową.

„Pastorałka” zwykle grana jest od grudnia do końca lutego, bowiem w tym okresie Polacy w sposób szczególny poddają się magii Świąt, zimy i anielskich chórów, które zdają się unosić tuż nad naszymi głowami, niebezpiecznie blisko ziemi. Sam tekst to zapis ludowego misterium - „Pastorałka” jest wynikiem obserwacji prowadzonych przez autora na polskiej wsi. To tu najdłużej w niezmienionej formie zachowały się kolędy, pastorałki i przyśpiewki towarzyszące Świętom Bożego Narodzenia i wydarzeniom okołoświątecznym, takim jak wodzenie turonia, który w zimowych widowiskach obrzędowych grał pierwsze skrzypce (w spektaklu Jana Polewki nie mogło zabraknąć tej kłapiącej paszczą maszkary, choć widzimy ją tylko przez kilka chwil na początku przedstawienia). Zasadnicze elementy naszej tradycji w „Pastorałce” wchodzą ze sobą w interakcję - mamy okazję zaobserwować, w jaki sposób ludowe wierzenia, często mające swe korzenie w praktykach pogańskich, łączą się ze światem katolickich świąt i zasad wyznawania wiary. Wszak sama nazwa „pastorałka” określa pieśń bożonarodzeniową, która często mylona jest z kolędą, jednak różni się od niej właśnie pochodzeniem z tradycji pogańskiej, co znajduje odzwierciedlenie w sposobie budowania świata przedstawionego - zdecydowanie mniej doniosłym, bliższym codzienności. Pastorałki skupiają się na folklorze i obyczajowości danego regionu, utrzymane są zazwyczaj w wesołym, beztroskim tonie sielanki, a ich teksty nierzadko usiane są kolokwializmami. Wierna tej tradycji pozostaje inscenizacja Jana Polewki - przepełniona humorem, przyśpiewkami oraz zestawieniem szybko zmieniających się obrazów, w których wiejska rubaszność łączy się ze wzniosłością scen z życia Świętej Rodziny.

Łódzkie przedstawienie charakteryzuje rozmach inscenizacyjny wyrażający się przede wszystkim w niezwykle rozbudowanej scenografii. To niepowtarzalna okazja, by zobaczyć naturalnej wielkości wielbłądy (aktorzy kreujący role Trzech Króli dzięki szczudłom doskonale oddali sposób poruszania się tych ssaków, wywołując uśmiech rozbawienia na twarzach widzów), niezwykle realistycznie wyglądającego osła czy woła oraz podziwiać piękno drewnianych konstrukcji, pełniących role szopy, stajenki, czy domu bezlitosnego Heroda (Jerzy Krasuń). Podwieszony na linach, unoszący się nad sceną Archanioł Gabriel (Piotr Seweryński), który przyniósł Maryi (Joanna Koc) dobrą nowinę także jest dość niecodziennym widokiem w dzisiejszym teatrze. Nie oznacza to, że wszystko potraktowane zostało dosłownie - rolę aureoli przyjdzie pełnić rowerowemu kołu, a biel śniegu (choć zjawisko nie występuje w warunkach klimatycznych, w których narodził się Jezus, jednak w umysłowości ludowej jest jak najbardziej dopuszczalne, przedstawiciele kultur tradycyjnych adaptują bowiem historie mityczne dostosowując je do własnych realiów) naśladować będą kawałki białej materii. Zredukowanie wizualnych metafor do minimum ma za zadanie pozostanie wiernym tekstowi literackiemu, co było jednym z nadrzędnych celów reżysera, którego praca wypływała z szacunku dla tradycji - nie zamierzał dokonywać reinterpretacji tekstu, nadawać mu sensów, których pierwotnie nie zawierał. Owa wierność, zanurzenie w ludowości pozostają rysem charakterystycznym łódzkiej inscenizacji. 

Twórcy zrealizowanej w Teatrze Nowym „Pastorałki” odeszli od modelu scenograficznego zaproponowanego przez Schillera, u którego akcja rozgrywała się w trzyskrzydłowej szopce krakowskiej - częste zmiany scenografii wprowadzają do przedstawienia dynamikę. Wielość szybko zmieniających się obrazów oraz mnogość wykonywanych utworów muzycznych (zarówno kolęd jak i pastorałek) sprawiają, że akcja posuwa się w błyskawicznym tempie. Uroku dodaje grająca na żywo, znajdująca się w głębi sceny orkiestra oraz barwne stroje, choć dominują biel, czerwień i czerń będące nośnikami znaczeń uniwersalnych. Przedstawienie jest także powrotem do wysokoobsadowych inscenizacji, jakie ostatnimi czasy rzadko mamy okazję oglądać - nie tylko na scenie Teatru Nowego. To widowisko, które może urzec widza prostotą przekazu i pięknem rozbudowanej, realistycznej scenografii. Oba te elementy we współczesnym teatrze są rzadkością.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
15 grudnia 2010

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia