Tragedia niespełnienia

"Fedra" - reż. Grzegorz Wiśniewski - Teatr Wybrzeże w Sopocie

"Fedra" Jeana Racine'a, oparta na mitologicznych wątkach starożytnych Greków, modyfikuje przekazy antyczne, zwłaszcza Eurypidesa, tworząc nieco odmienną kondycję moralną i emocjonalną postaci: Hipolita, Fedry i Enony.

Sam Racine zresztą o tym wspomina w autorskiej przedmowie. Toteż jest Fedra arcydziełem głęboko wnikającym w świat ludzkich emocji, opowiadającym o tragicznym w skutkach niespełnieniu. Niespełniona miłość Fedry do pasierba i daleko idące tego konsekwencje, to centrum tematyczne tego dramatu. Niespełniona jest też miłość Hipolita do potomkini wrogów politycznych króla Tezeusza - Arycji. Te niespełnienia implikują polityczne, moralne i egzystencjalne tragizmy. W konsekwencji piątka bohaterów: Fedra, Enona, Tezeusz, Hipolit i Arycja, wedle klasycznego kanonu, są postaciami tragicznymi, których los nie tyle bogini Nemesis osobiście wytycza, co ich namiętności. Miłość i nienawiść są obok siebie, ścierają się ze sobą, targając słabym i bezbronnym wobec nich człowiekiem. Te graniczne uczucia, jakże silnie przeżywane przez główne postaci dramatu, rzutują na ich moralne i polityczne wybory, eksterioryzując konsekwencje ludzkich wyborów dyktowanych uczuciami właśnie. Reżyser Fedry, Grzegorz Wiśniewski, poszukujący prawdy o człowieku, odkrywający targające nim wewnętrzne żywioły - odnalazł w tym arcydziele doskonałą tego wszystkiego aktualizację i wnikliwą analizę, którą interesująco rozwinął.

"Fedra" jest dramatem obecnym w polskim teatrze od wielu lat i odczytywanym przez różnych reżyserów, by wspomnieć Wilama Horzycę czy Adama Hanuszkiewicza. Wyreżyserował ją też dla Teatru Wybrzeże Wiśniewski, którego znaczący dorobek artystyczny nie wymaga rekomendacji czy przypomnienia. Pokierowana reżyserską ręką Wiśniewskiego realizacja sceniczna "Fedry" Racine'a daje w efekcie przedstawienie klarownie skomponowane, jednolite, bardzo dobre tak pod względem warsztatowym, jak przede wszystkim sugerującym za pomocą różnych "ciągów scenicznych gestów" znaczenia do odczytania, poszerzającym horyzonty sensów zawartych w tekście dramatu. W rezultacie słowo, gra aktorów, scenografia, światło i muzyka spięte reżyserką kreacją Wiśniewskiego, tworzą polifoniczną całość, dopowiadając więcej niż sam Racine zawarł w swym arcydramacie. Ponad wszelką wątpliwość Wiśniewski we właściwym swemu talentowi odczytaniu stworzył przedstawienie jeśli nie wybitne, to przynajmniej ciekawe, chociaż nie pozbawione takich rozstrzygnięć artystycznych, o których można dyskutować.

Bardzo ważnym i znaczącym "tekstem" tej inscenizacji jest scenografia Mirka Kaczmarka. Zamknięta blaszanymi, pokrytymi rdzą ścianami przestrzeń, jest ascetyczna, w jakimś skrócie komunikująca to, co rozgrywa się we wnętrzu bohaterów tragicznych, i co jednocześnie jest stylem relacji między nimi. Chłód metalowych, a przecież pordzewiałych ścian, sugestywnie kieruje ku różnym znaczeniom, jednym z nich jest obojętność, powleczona rudością (nie czerwienią!) namiętności. Doznawane uczucia, targające bohaterami namiętności i wzajemne odrzucenia, zdają się właśnie dopowiadać swe znaczenia tak w kolorystyce, fakturze ścian, jak też ich pustym pogłosie, pobrzmiewającym po dramatycznych próbach wykrzyczenia emocji - przez Fedrę choćby. Dychotomię targających postaciami siłami podkreślają stroje: dominująca tu biel i czerń pozwalają silniej akcentować dwoistość natury przeżywanych uczuć i emocji: od uwielbienia do wzgardy - chciałoby się rzec za Norwidem.

Równie znaczące są dwa drobne, zdawać by się mogło, rekwizyty: porzucona pod ścianą kukła - tors manekina (?) i rozdarty sznur pereł Fedry. Pierwszy z nich, osaczony wysokimi ścianami z blachy może kierować uwagę widza ku wanitatywności człowieka - tak w jego cielesnym, zmysłowym wymiarze, jak też emocjonalnym, uczuciowym. Samotność, porzucenie, osaczenie chłodem - w jednym tym przedmiocie można próbować odczytywać los Fedry, Hipolita, ale też hamartią nacechowany los Tezeusza, przekleństwo losu Arycji i tragiczny finał życia Enony. Ten nieruchomy "fantom" jest niewątpliwie przeciwieństwem cielesności i żywotności Hipolita, którego obnażony tors nie tylko ma sugerować boskie piękno syna Tezeusza, ale też witalność jako taką.

Rozrzucone już na początku spektaklu przez Fedrę perły pozostają na scenie do końca. Nikt ich w antrakcie nie zebrał. Wszyscy zatem bohaterowie, czy tego chcą, czy nie, stąpają po nich. Tym samym symboliczne znaczenie gestu Fedry pozostaje wciąż silnym akcentem, w jakiś sposób utrzymując napięcie tego, co się rozgrywa na scenie. Rozdzierając sznur pereł, Fedra wyraziła głośno swój ból i swoją niemoc, swą bezradność wobec praw i wobec własnych namiętności, które determinują ją absolutnie. Czy gest ten może znaczyć coś więcej - zapewne każdy widz sam sobie na to pytanie odpowie.

Światło, kieruje uwagą widza, niejako stymulując kinetykę sceniczną. Operowanie nim w znaczącym stopniu zasila ekspresję przekazu. Ciemność i jasność, światło rozlane i skupione, maskowane i uderzające, tworzą synergię dychotomii ciszy i milczenia aktorów z porażająco głośnymi (przed czym twórcy ostrzegają zresztą potencjalnych widzów) brzmieniami muzyki. Ta ostatnia pomyślana jest jako najsilniejsza z możliwych ekspresji wnętrza Hipolita, ale też Fedry. Te sceniczne wyrazy dopełniają kompozycję, stanowiąc teatralną symfonię o niespełnieniu w miłości. Niespełnieniu, które w konsekwencji prowadzi do moralnie nagannych wyborów, skutkujących tragicznym finałem losów bohaterów.

Centralną postacią jest tytułowa Fedra i na niej skupia się cały ciężar realizacji scenicznej. To wynika zresztą z konstrukcji tekstu dramatu w nowym tłumaczeniu Antoniego Libery, którego dość wiernie trzymają się realizatorzy. Nie ulega chyba niczyjej wątpliwości, że Katarzyna Figura wypełniła tę rolę z sobie właściwym, a przecież wciąż mało odkrytym talentem dramatycznej aktorki. Już w filmie "Żurek" z 2003 roku Figura wyraziła doskonale ten wymiar swego aktorskiego warsztatu, a nade wszystko talentu, o którym raczej nie wiedział nikt. Oszczędna w gesty, rozważnie dysponująca dynamiką i barwą głosu, a konsekwencji wydobywająca przed publicznością najgłębsze pokłady emocji i miotających nią namiętności, Fedra w wykonaniu Figury jest kreacją zasługującą na wyróżnienie. Figura uniknęła zasadzki emfazy, w jaką przy tego rodzaju tragicznych personach dramatu z łatwością może popaść najlepszy nawet aktor. Figura wydobyła z Fedry Racine'a cały wymiar jej tragizmu i siły przeżywanych uczuć. Jej subtelna gra, pełne rozumienie tragizmu postaci i kreatywna jej realizacja dają, jak myślę, doskonały przekaz. Jej kreacja pozwala pełniej odczytać i przeżyć Fedrę. Jej aktorstwo, nie umniejszając znaczenia innych aktorów grających w tym przedstawieniu, jest szczególne i cenne. Przeprowadza Figura widzów przez tragiczny świat uczuć, namiętności i przeżyć oraz rozterek moralnych Fedry, odsłaniając niuanse bogactwa tego wszystkiego, co się na świat wewnętrzny postaci składa, a czego w sposób oczywisty wyczytać się z samego tekstu dramatu nie da.

Wspomnieć też trzeba o kilku innowacjach, jakie wprowadził reżyser. Nie wdając się w szczegółowe skatalogowanie ich, trzeba zaznaczyć, że Wiśniewski dokonał głównie przemodelowań personalnych. Szczególnie mocne i zauważalne jest nacechowanie Arycji wyrafinowaną seksualnością. To, co było w niej subtelne, w przedstawieniu zostało przekształcone w ekspresję seksualną. Stąd chociażby te jej słowa, skierowane do Hipolita: "Lecz wiedz, że berło, chociaż najszczytniejsze,/ Z darów twych dla mnie nie jest najcenniejsze" - giną w zetknięciu ze sceną "kuszenia" Hipolita swą cielesnością. Arycja zamiast przybitej do ziemi tragicznym losem rodziny, osoby zniszczonej życiem, z nadzieją upatrującej zmian i tego, co jej Hipolit proponuje, okazuje się być jedynie wyuzdaną, pozbawioną skrupułów, żądną władzy hybrydą. Podobnie radykalnie została zmieniona Enona, która w przedstawieniu Wiśniewskiego stała się mężczyzną - Enonem, ubranym jednakowoż w damski kostium i pantofle. Te zmiany mają swoją logikę i wpisują się w sekwencję przekształceń, nasycających zawoalowane wątki w spektaklu konkretnymi obrazowaniami.

---

Edward Jakiel (1966), dr hab. prof. Uniwersytetu Gdańskiego, historyk literatury. Główne zainteresowania: Biblia w literaturze, Młoda Polska, twórczość Wyspiańskiego.

Edward Jakiel
teatrologia.info
4 lutego 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...