Tragedia wyrosła z Szekspira

"Balladyna" - reż. Agnieszka Olsten - Teatr Muzyczny Capitol

"Balladyna" Agnieszki Olsten jest ambitną próbą zmierzenia się z tekstem Słowackiego w sposób niekonwencjonalny. Zapraszamy do lektury recenzji spektaklu.

"Balladyna" Juliusza Słowackiego jest w istocie tragedią wyrosłą z ducha "Makbeta" i "Snu nocy letniej" W. Sheakespeare'a, zanurzoną - zwyczajem romantyków - w polskich "przeklętych problemach". Jest więc z gruntu ponadczasowa. Pozostaje tylko problem, jak ją pokazać w teatrze. Kiedy Adam Hanuszkiewicz próbował na nowo odczytać ten romantyczny dramat, krytycy nie pozostawili na nim suchej nitki, a z drugiej strony doceniali innowacyjność i dynamikę przedstawienia. Dość przytoczyć tytuły recenzji: " Hanuszkiewicz, artysta czy uroczy kabotyn" (Jan Bończa-Szabłowski), "Teatr hochsztaplerów" (Piotr Zaremba), "Motorami po malinach, czyli sensacja na scenie" (Lucjan Kydryński). Pozostały te hondy na scenie i aura sensacji. Był to - jak to określiła Elżbieta Morawiec: sukces-skandal. Dziś takie, hm, "nonszalanckie" (pozornie, bo przecież odkrywcze) traktowanie klasyków nikogo nie zdumiewa. Co zatem proponuje Agnieszka Olsten w swoim najnowszym spektaklu?

Balladyna - feministka

"Balladyna" Agnieszki Olsten jest ambitną próbą zmierzenia się z tekstem Słowackiego w sposób, który można by uznać za niekonwencjonalny. Przedstawienie ma własną dramaturgię, która znacznie odbiega od oryginału. Rzecz dzieje się już po zdobyciu władzy przez główną bohaterkę, przeszłość zaś powraca w retrospekcjach. Daje to możliwość oceny wydarzeń w nowej perspektywie - zarówno z punktu widzenia postaci, jak i widza. Okazuje się jednak, że posiadanie władzy nie wpłynęło w znaczący sposób na świadomość i zachowanie Balladyny. Nie ma wątpliwości, że postąpiła właściwie i jest przekonana, że władza jej się należy, podobnie jak korona Piastów. Jeśli ma jakąś słabość, to jedynie w odniesieniu do Grabca, bo Kostryna unicestwia "na zimno". Natomiast jej erotyczny taniec z Grabcem - pijaczyną i podrywaczem - przypomina gody modliszki. Balladyna w wykonaniu Agnieszki Kwietniewskiej przypomina bardziej współczesną feministkę, rozczarowaną mężczyznami, którzy nie tylko nie są dla niej odpowiednimi partnerami, ale przede wszystkim konkurentami do władzy, których należy usunąć. Przypominają portrety mężczyzn z filmów Almodovara - są słabi i mało interesujący, prymitywni i ograniczeni. Kirkor Adriana Kący występuje w złotej masce - do bólu sztuczny i egocentryczny "złoty młodzieniec". Znakomicie odśpiewana aria z opery "Goplana" Władysława Żeleńskiego, z librettem Ludomiła Germana, w której bohater ćwiczy swoją partię solową, wykonując ją pod dyktando kobiety - mówi o nim bardzo wiele. Grabiec - były kochanek Balladyny - typ wiejskiego Don Juana, wiecznie nietrzeźwego i przekonanego o swojej nieodpartej męskości. W interpretacji Konrada Imieli przypomina nieco postać gombrowiczowskiego Pijaka ze "Ślubu": symbolizuje pierwotne instynkty. Von Kostryn Błażeja Wójcika - wszechobecny cień Balladyny, na którego zawsze może liczyć, a który zarazem "za dużo wie" - musi być wykluczony z gry, kiedy przestaje być niezbędny. Ten z kolei odchodzi z tego świata, podziwiając jej cynizm i konsekwencję.

Ostatecznie bohaterka samotnie zasiada na tronie, snując rozmowy z samą sobą. Z monologu wynika, że również matkę trzeba było "usunąć", bo była wyjątkowo denerwującą dewotką, szantażującą córkę emocjonalnie. Wcześniej patrzyliśmy oczami bohaterki na jej relację z Aliną (Ewa Szlempo), która - rozmemłana i szpetna - wygląda, zachowuje się i wypowiada swoje kwestie w taki sposób, że nawet jesteśmy skłonni "zrozumieć" Balladynę, dlaczego ją zabija: i ta postać jest prowokacyjnie irytująca.

Do ostatniego monologu bohaterki (fragm. "Legendy" Stanisława Wyspiańskiego) wszystko rozgrywa się w konwencji groteskowej, jakby z punktu widzenia bohaterki, której taka perspektywa (śmieszności niejako "gorszość" innych) pozwala na więcej.

Postać Goplany, która w dramacie Słowackiego "reżyseruje" i prowokuje do działania, ingerując co i rusz w świat ludzi, ponieważ - jak szekspirowska Tytania - zakochała się w śmiertelniku, w scenicznej koncepcji Agnieszki Olsten niewielki ma wpływ na to, co się dzieje. To Balladyna ma na wszystko wpływ, nie zaś jakiś niejasny, nadprzyrodzony świat. Jakby reżyserka chciała dobitnie zaznaczyć, że taka metafizyka jej nie interesuje. Owszem, posadziła Goplanę przy stole i pozwoliła jej nawet wygłosić kilka kwestii, ale głównie jest ona tego stołu ozdobą, a to za sprawą ubranej w piękny przeźroczysty kostium Justyny Antoniak, która symbolizuje raczej niedostępne piękno.

Muzyka i scenografia

Spektakl Teatru Muzycznego Capitol nie mógłby się obyć bez warstwy muzycznej, toteż aktorzy grają swoje role, śpiewając teksty, do których muzykę skomponować Kuba Suchar. W przypadku tego przedstawienia jest to najsłabsza część spektaklu, ponieważ słowa są dobitnie zagłuszane przez muzykę, ale może o to właśnie chodziło.

Interesująca jest także scenografia Olafa Brzeskiego. Scena przypomina nieco plac budowy (nowego państwa?), a poza tym przedstawiono na niej symultanicznie zamek i las.

Niewielki stół po środku - z zasuszonymi kwiatami i paroma innymi rekwizytami, krzesła, a także jakieś materiały budowlane, służące von Kostrynowi za siedzisko - sygnalizują wnętrze mieszkalne, ale także jego otoczenie. Po prawej - metalowy stojak z łańcuchami, coś jakby szubienica, po lewej - duże lustro, które okazuje się ekranem. Postać ubrana we współczesny roboczy strój, w którą wcielił się sam autor scenografii, rysuje i pisze słowa, które wyświetlają się na owym ekranie.

W ostatniej scenie Balladyna przebiera się we współczesny czarny strój i "chrzci" złotem koronę, która de facto nie jest koroną, tylko wielką rozwidloną gałęzią. To, do czego dążyła, staje się ostatecznie źródłem jej klęski.

Spektakl Agnieszki Olsten, choć momentami oryginalny scenicznie, trudno jednak uznać za znaczącą propozycję odczytania romantycznego dramatu w pryzmacie współczesności. Zbyt jest niespójny i nierówny. Erwin Axer, wieloletni dyrektor Teatru Współczesnego w Warszawie, którego stulecie urodzin świętujemy, powiedział kiedyś: Reżyser powinien rozumnie przeczytać tekst sztuki. Czy o reżyserce i autorce koncepcji "Balladyny" w Teatrze Muzycznym Capitol można to powiedzieć, niech ocenią sami widzowie.

Barbara Lekarczyk-Cisek
kulturaonline.pl
14 lutego 2017
Portrety
Agnieszka Olsten

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...