Trendsetter na urzędzie

Rozmowa z Maciejem Nowakiem

Najpierw chcę podkreślić, że pomysł powstania Instytutu zrodził się w głowie Doroty Buchwald. To ona jest tak naprawdę matką Instytutu. Dorota postanowiła ratować Dział Dokumentacji, którym kierowała wówczas w Związku Artystów Scen Polskich. ZASP przeżywał głęboki kryzys i dział ten chciano go po prostu zlikwidować.

Z Maciejem Nowakiem - dyrektorem Instytutu Teatralnego w 10-lecie powstania rozmawiają Jacek Kopciński, Paweł Płoski i Kalina Zalewska.

JACEK KOPCIŃSKI Minęło dziesięć lat od powstania Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego, którym Pan od początku kieruje. Doceniamy Pańskie zdolności organizacyjne i pracę całego Zespołu. Razem stworzyliście miejsce lubiane zwłaszcza przez młodych teatromanów. To się liczy. Niepokoi nas jednak linia programowa Instytutu i właśnie o niej chcielibyśmy porozmawiać. Odnosimy wrażenie, że w tej państwowej instytucji kultury od początku ma miejsce rodzaj permanentnej rewolucji kulturalnej. Jak Pan wytłumaczy tę sytuację?

MACIEJ NOWAK Najpierw chcę podkreślić, że pomysł powstania Instytutu zrodził się w głowie Doroty Buchwald. To ona jest tak naprawdę matką Instytutu. Dorota postanowiła ratować Dział Dokumentacji, którym kierowała wówczas w Związku Artystów Scen Polskich. ZASP przeżywał głęboki kryzys i dział ten chciano go po prostu zlikwidować. Przypomniała sobie, że rozmawiałem kiedyś o powstaniu Instytutu Teatralnego z profesorem Zbigniewem Raszewskim i wróciliśmy do tego pomysłu. Odbyliśmy pierwsze spotkanie Sanhedrynu w tej sprawie, był tam Jerzy Timoszewicz, Jarosław Komorowski. Generalnie odradzano nam tę inicjatywę, twierdząc, że to się nie uda. Ale poszliśmy z Dorotą do ministra Waldemara Dąbrowskiego i pomysł znienacka nabrał nowej dynamiki. Minister zapalił się do powstania tej instytucji. W 2002 roku zostałem pełnomocnikiem ministra do spraw powstania Instytutu. Chcę też powiedzieć, że kiedy przyszło do wyboru osoby prowadzącej Instytut, minister po prostu nas spytał, które z nas się tego podejmie. Ja od razu powiedziałem, że prowadzę Teatr Wybrzeże w Gdańsku, ale Dorota z kolei stwierdziła, że jestem przebojowy i lepiej się do tej funkcji nadaję. W taki oto sposób, zgodnie z patriarchalnym stereotypem, zostałem szefem Instytutu.

KOPCIŃSKI Jeżeli przyjrzeć się flagowej serii wydawniczej Instytutu, jaką jest Inna Scena, łamie Pan ten stereotyp bardzo skutecznie... Teatrologia rozwijana w Instytucie opiera się przede wszystkim na teorii gender, queer i feminizmie. Oprócz tego wydaliście pokonferencyjne tomy Innych historii, które miały zrewoltować historię teatru. Czy IT, który na poziomie świetnie prowadzonej dokumentacji reprezentuje cały teatr w Polsce, w swoim programie naukowym nie powinien też odwoływać się do innych sposobów myślenia o teatrze i świecie – mniej ekscentrycznych, a dla wielu po prostu mniej zideologizowanych?

NOWAK Wbrew temu, co wiem, że się na mój temat uważa, ja naprawdę nie jestem ideologiem, reaguję raczej funkcjonalnie. Naprawdę pomysł zorganizowania pierwszej konferencji Inna Scena zrodził się 8 marca, podczas gwałtownej rozmowy, w pokoju Działu Dokumentacji, m.in. z Agatą Adamiecką-Sitek. Zastanawiając się w gronie zgromadzonych tam kobiet nad tym, czy obchodzić to święto, zaproponowałem, żeby w takim razie dr Agata Adamiecka-Sitek zorganizowała konferencję i zbadała ten problem. Rzeczywiście w ramach Innej Sceny badane są queerowe wątki, ale to widać już w nazwie: inna scena. Rzecz wzięła się też z rozmowy o tym, co nam zostało z dziedzictwa, czyli spuścizny profesora Raszewskiego, czego w tej spuściźnie brakuje.
IT jest jedną z kilku instytucji zajmujących się wiedzą teatrologiczną w Polsce, wcale nie największą, nie mówiąc o tym, że nie mamy przecież własnego zespołu naukowców. Uzupełniamy zatem to, czego w tradycyjnej narracji brakuje. W Polsce ukazuje się w ciągu roku dwieście pięćdziesiąt książek teatrologicznych. Takie są proporcje.

KOPCIŃSKI Przyznam, że trochę mnie Pan zaskoczył okolicznościami powstania najważniejszego projektu w Instytucie Teatralnym... Obaj dobrze wiemy, że mimo tych dwustu pięćdziesięciu tomów rocznie polska teatrologia cierpi na brak podstawowych dzieł: biografii, monografii, podręczników, słowników, encyklopedii z dziedziny historii polskiego teatru i dramatu. Nie sądzi Pan, że IT powinien powołać szeroką radę naukowców i zainicjować kilka dużych, ogólnopolskich projektów naukowych i wydawniczych?

NOWAK W tej chwili zbliżamy się do jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Trzy lata temu przedstawiłem duży projekt, który zawierał m.in. pomysł powstania encyklopedii teatralnej. Odbyło się bardzo dużo konsultacji z teatrologami, którzy w rezultacie – oni, nie ja, ludzie z poważnymi stopniami naukowymi – zdecydowali, że jest to niemożliwe. To już trzecia za mojej pamięci próba zainicjowania encyklopedii teatralnej i za każdym razem środowisko wykazuje niemoc. Sam nie jestem teatrologiem i naukowcem, więc nie czuję się tak bardzo za to odpowiedzialny. Faktem jest jednak, że po śmierci profesora Raszewskiego i przemianach transformacyjnych ta dziedzina umiera, wraca na poziom hobbystyczny, poza nielicznymi wyjątkami, które staramy się wspierać.

KOPCIŃSKI Czy poziom wydanego przez IT słownika teatru współczesnego Wątroba – naszym zdaniem skandaliczny – także tłumaczy Pan słabością polskiej teatrologii?

NOWAK To mogę tłumaczyć tylko własnymi słabościami... Natomiast zwracam uwagę, że od początku był to pomysł zapisu teatru tamtego czasu przez jego rówieśników (bo jest to teatr już historyczny), który zrobią studenci. To w żaden sposób nie jest dzieło naukowe, natomiast jest to jedyne dziś źródło wiedzy o tym, jak przeżywany był ten teatr.

KOPCIŃSKI Śmierć polskiej teatrologii to zręczny argument za nowymi teoriami, które propagujecie pod hasłem „inna scena". Ale powtórzę: nie mamy podstawowych książek dotyczących sceny właściwej, a IT zamiast sztuką zajmuje się rodziną w kontekście gender i queer. Właściwa historia teatru polskiego jest bardzo dziurawa, a IT debatuje nad jej alternatywnymi wersjami. To jest ciekawe, ale czy nie nazbyt ekstrawaganckie?

NOWAK Owszem, to jest ekstrawagancja, ale powtarzam: IT nie jest placówką naukową. My nawet nie możemy uzyskać żadnych grantów z Ministerstwa Nauki, ponieważ nie kwalifikujemy się do tego. Bardzo chętnie odnajduję się jako osoba ekstrawagancka, ale nie mogę przyjąć odpowiedzialności za rozwój polskiej teatrologii.

KOPCIŃSKI Jednak z profesorem Dariuszem Kosińskim współpraca się udała. Powstał bardzo ważny tom performatywnej historii teatru w Polsce, który wydał Instytut wraz z PWN. Czy będą następne?

NOWAK Z profesorem Kosińskim od początku rozmawialiśmy o syntezie i on był gotowy ją napisać. To dziś zupełnie wyjątkowe. Życie naukowe w Polsce polega przecież na pisaniu i wygłaszaniu referatów na kolejnych konferencjach. Praca profesora Kosińskiego powstała trzydzieści lat od wydania Krótkiej historii teatru polskiego Raszewskiego... Książka okazała się niezwykle ważna, zdobyła mnóstwo nagród, powstało jej niemieckie tłumaczenie. Za chwilę ukaże się w Chinach, a rozmawiamy jeszcze o wersji angielskiej i hiszpańskiej. Kiedy powstawał Instytut Teatralny, interesowałem się tym, jak to wygląda w innych krajach. Jest rzeczą wstydliwą, ale w Polsce, gdzie teatr pełni tak ważną rolę kulturową, nie było Instytutu Teatralnego, a na przykład w Czechach, gdzie ta rola jest mniej ważna, taki Instytut działał od dawna. Rozmawiałem z jego ówczesnym dyrektorem, który razem z Instytutem, w ramach restrukturalizacji, otrzymał też pracownię historii teatru, która przeszła z tamtejszej Akademii Nauk. Po tym fakcie dyrektor powiedział: koniec – koniec kolejnych referatów pisanych na kolejne konferencje, siadacie i piszecie syntezy. To na mnie zrobiło duże wrażenie. Ale ja takiej komórki nie otrzymałem. Zresztą pomysł powstania Instytutu wzbudził liczne kontrowersje w środowisku naukowym, więc my musieliśmy działać dyplomatycznie, by zyskać swoją przestrzeń. Naszą serią tylko więc uzupełniamy tradycyjny nurt badawczy. Uważam jednak, że współczesna humanistyka nie może istnieć bez refleksji o metodach gender czy queer. Ale to są tylko cztery książki, nie zamierzamy wydawać na ten temat czterdziestu tomów.

KOPCIŃSKI Jakie są zatem Wasze plany?

NOWAK W tej chwili zajmują nas działania przed jubileuszem 250-lecia teatru publicznego w Polsce, w 2015 roku. Wprowadziliśmy do obiegu to pojęcie i to już jest sukces. Osobną kwestią jest oczywiście 250-lecie Teatru Narodowego i fakt, że punktem centralnym są te właśnie uroczystości. Pomysłem jest multimedialna encyklopedia, która będzie rodzajem platformy i syntezy dla rozmaitych przyczynków zgromadzonych w książkach i publikacjach. Wspólna idea z Towarzystwem Badań Teatralnych, które właśnie powstało i reprezentuje szerokie środowisko naukowców.

PAWEŁ PŁOSKI Czyli nadal nie ma projektu, który przyspieszyłby powstanie nieistniejących dotąd biografii Łomnickiego, Holoubka, Dejmka, o które, przy okazji konferencji Nowe Biografie, upominał się Wojciech Majcherek?

NOWAK Nie jesteśmy placówką badawczą i trudno w takich warunkach tworzyć nową serię teatrologiczną, choć nie mam wątpliwości, że jest ona bardzo potrzebna. Musimy znajdować inne preteksty do działania. Ale – czy są autorzy, którzy te książki napiszą?
ZALEWSKA Autorzy, z tego co wiem, istnieją, ale rzecz przeciąga się w czasie, ponieważ naukowcy w Polsce są bardzo słabo opłacani. Pewnie dlatego piszą więcej referatów niż rozpraw, biografii czy monografii.
NOWAK Pomagamy takim autorom, ale na końcu, gdy dzieło jest już gotowe. Gdy Elżbieta Baniewicz napisała książkę o Erwinie Axerze, to Instytut Teatralny zdobył pieniądze z ministerstwa na jej wydanie. Na więcej nas nie stać.

ZALEWSKA Która z instytucji powinna więc regulować ruch polskich badaczy teatru? Wiem, że nie ma centralizacji, ale przecież potrzebna jest jakaś koordynacja.

NOWAK Wiążę nadzieję z powstaniem Towarzystwa Badań Teatralnych, z którym Instytut chce współpracować.

KOPCIŃSKI Cały czas zastrzega się Pan, że nie jesteście instytucją naukową, ale przecież organizujecie konferencje i wydajecie książki. Nie jesteście też instytucją artystyczną, ale produkujecie spektakle...

NOWAK Tak, jesteśmy cielęciem o dwóch głowach...

KOPCIŃSKI A głowy te są identyczne... Wasze spektakle to dopełnienie konferencji i publikacji o tożsamości płci i konstrukcjach tożsamości. Zamiast integrować środowiska, inicjować wspólne projekty, tworzyć miejsce przecięcia się wielu linii programowych, naukowych i artystycznych, maszerujecie w feministycznej awangardzie.

NOWAK Tak, bo Instytut Teatralny dopełnia mainstream. Tak jak nie konkurujemy z instytucjami naukowymi, tak nie konkurujemy z teatrami. Pozwalamy sobie natomiast wejść na to pole wtedy, kiedy projekt jest w jakimś stopniu pilotażowy i nie ma możliwości znalezienia się w repertuarze teatru. Zazwyczaj zniechęcam się, bo tak naprawdę nie możemy eksploatować przedstawień, wystawiamy je najwyżej kilka razy, ogromny wysiłek przygotowania premiery idzie niemal na marne. Tu może powstać coś, co ma charakter laboratoryjny, co będzie szkółką, pepinierą gatunku, który do tej pory w ogrodach teatralnych w Polsce nie rośnie. Czasem to się przeistacza w coś dłuższego, tak jak przygoda z Chórem kobiet. Ale tu dostaliśmy wsparcie dla projektu ze strony opinii teatralnej, także za granicą. Projekt Requiemmaszyna realizowany jest za francuskie i niemieckie pieniądze, istnieje ogromne zainteresowanie, rzecz zaczęła jeździć po świecie. Ale nadal jest to przedsięwzięcie niemal amatorskie, choć artyści są profesjonalistami. Nazywam to sobie „teatrem społecznościowym", za każdym razem rzecz ma przekroczyć ramy zawodowego teatru. Musi być budowana społeczność, która te ramy przekracza. Marta Górnicka przyszła do mnie z wieloma pomysłami, oczywiście chciała, jak każdy młody reżyser, realizować Sarah Kane... Zainteresował mnie Chór kobiet, ale pod warunkiem, że odbędzie się casting i w projekcie będą uczestniczyć także niezawodowi aktorzy. Podobnie było w rozmowach z Agnieszką Błońską o spektaklu o tancerzach-seniorach: to są ludzie wyrzuceni poza teatr i spektakl to pokazuje. Rafał Urbacki interesuje mnie nie jako choreograf, tylko jego szczególne doświadczenie, które zaowocowało W Przechlapanem. To nie ma być teatr, tylko przekroczenie teatru. Problem społeczny.

PŁOSKI Odnoszę wrażenie, że IT ciągle szuka swojej formuły, a Pan, pełniąc funkcję jego dyrektora, szuka własnego modelu działania. Twierdzi Pan, że mimo swoich wyrazistych poglądów członka redakcji „Krytyki Politycznej" nie jest w Instytucie ideologiem. A więc kim: selekcjonerem, trandsetterem?

NOWAK To są nowoczesne słowa, które w branży teatralnej służą skomunikowaniu się z najnowszym obiegiem myśli, z dynamiką współczesnego życia artystycznego i intelektualnego. „Trandsetter" jest może za bardzo hipsterskie... Kim jestem? Pewnie selekcjonerem. A może jakimś enologiem, tylko od teatru? Kimś, kto uprawia wino i już po tym, jaka jest pogoda w danym roku, jak wyglądają owoce, wie, jakie ono będzie? Tak siebie odbieram.

KOPCIŃSKI Jako selekcjoner Warszawskich Spotkań Teatralnych przez kilka lat wybierał Pan spektakle, które wiązały się z bardzo konkretnym nurtem nowego teatru w Polsce. Wspierał Pan twórców, promował ich, a potem zapraszał na WST. Reaktywowany przez Pana festiwal nie gromadził, jak dawniej, spektakli najlepszych, ale składał się z przedstawień najgłośniejszych...

NOWAK Dyrektorzy wszystkich festiwali na świecie mogą robić festiwal autorski, a ja jeden nie mogę. Może to robić Jacek Sieradzki, Krystyna Meissner, Jadwiga Oleradzka, a ja nie...

KOPCIŃSKI Owszem tak, ale tradycja WST była inna i pewnie dlatego Pańskie wybory budziły kontrowersje. Wiem, że obecnie w kulturze coraz mniej liczy się wartość, a coraz bardziej trend, ale czy festiwal teatralny, który przez lata wyznaczał teatralne hierarchie, musiał się temu tak łatwo podporządkować? Zwłaszcza że wyznaczanie trendów to rodzaj dyktatury, tak przynajmniej jest w modzie... Pańscy krytycy buntowali się przeciwko dyktaturze Nowaka, a nie przeciwko jego gustowi.

NOWAK Trendy istniały zawsze. A co do moich wyborów – podczas tych pięciu WST nie zauważyłem braku zainteresowania publiczności. Odnoszę też wrażenie, że nie była ona zawiedziona tym, co pokazywaliśmy. Poza tym poprzedni pomysł na WST zdechł, w 2000 roku festiwal przestał istnieć. Kiedy wróciliśmy do tego pomysłu, słyszałem, również ze środowiska związanego z Waszą redakcją, że to już przeszłość, również w TVP Kultura zarzucano mi, że wracam do jakiegoś zamierzchłego pomysłu. Odważyłem się do tego wrócić, zresztą pierwszą osobą, która o tym pomyślała, był Jacek Weksler, jeszcze jako szef Biura Teatru w urzędzie miasta. Moi współpracownicy wiedzą jednak, że wielokrotnie mówiłem o tym, że trzeba też pokazywać spektakle ważne nie tylko dla nas, ale i dla szerszej publiczności. Były spektakle w programie WST, za które od mojego młodego otoczenia dostawałem po głowie. Ale to, co Pan powiedział, jest trafne – generalnie to były najgłośniejsze spektakle.

KOPCIŃSKI Pogrzebał Pan polską teatrologię, a niedawno ogłosił Pan śmierć krytyki teatralnej w Polsce. Niby z żalem, ale przecież wybór do programu WST spektakli nie najlepszych, ale najlepiej wypromowanych jest gwoździem do jej trumny.

NOWAK Tak, to prawda, wielu kolegów już mi to mówiło, między innymi Witek Mrozek. Nawet wśród osób, które są kojarzone ze mną ideowo, mam w tej sprawie przeciwników. No, ale cóż zrobić, kiedy czuję się przepowiadaczem pogody. Dziś autorów piszących o teatrze w prasie codziennej czy tygodniowej prawie już nie ma. Tradycyjnie rozumiana krytyka teatralna dogorywa. Jest inny model pisania, już nie patriarchalny. Coraz bardziej bliski jest nam model amerykańskiej krytyki artystycznej, w której autor po części jest promotorem, po części ocenia, a po części doradza: idźcie na to, będziecie mieli z tego przyjemność albo nie będziecie mieli. Pisze o tym Martel w swojej książce, że najbardziej słuchanym krytykiem literackim w Ameryce jest Oprah Winfrey. Jako jedyna w amerykańskich mediach elektronicznych ma program o książkach. Każda jej opinia na temat książki powoduje lawinowy wzrost sprzedaży.

ZALEWSKA Europa różni się jednak od Ameryki i chyba żal porzucać tradycję jasnego podziału: artysta tworzy, producent produkuje, promotor promuje, a krytyk krytykuje. Nie wiem, dlaczego krytyka niezależna od producenta i promotora miałaby być patriarchalna... Czy dlatego, że proponuje jakąś hierarchię? Ale przecież Winfrey też to robi, tylko korzystając z siły mediów.

NOWAK Oprah Winfrey jest dziennikarką telewizyjną, ale na przykład w Stanach kultem otaczana była Pauline Kael, krytyk filmowy „New Yorkera", osoba, która wpłynęła na gusta Amerykanów w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Zdobyła zaufanie czytelników, kwestionując wszystkie hierarchie, potrafiła napisać o filmie klasy C, że jest arcydziełem i skrytykować film oscarowy. Była wielką miłośniczką Jeana-Luca Godarda i artystycznego kina europejskiego. Umiała je opisać, wzbudzając zaufanie czytelników. Powstał cały ruch jej wyznawców. Powstaje więc pytanie, z czego wynikają kompetencje krytyka teatralnego. Czy tylko z tego, że zaczął pisać, czy też trzeba je jakoś inaczej potwierdzić? Na przykład zaufaniem czytelników.

ZALEWSKA Oczywiście powinny decydować wysokie kompetencje. Ale pytanie, czy w mediach to one decydują, czy raczej fakt, że ktoś jest sympatyczny i dobrze się prezentuje.

NOWAK Ale czym są kompetencje? Mamy inteligencję intelektualną, erudycyjną i mamy emocjonalną, osobowościową. Po pierwsze to nie są obszary, które się znoszą, ani też jeden nie jest ważniejszy od drugiego. To wszystko musi współgrać.

KOPCIŃSKI Zgoda, problem w tym, że bycie sexy (Pańskie ulubione określenie) staje się dziś o wiele ważniejsze od kompetencji opartych na wiedzy, intelekcie, guście. Trochę mnie dziwi, że szef IT tak łatwo się z tym godzi. Na prowadzonym przez was portalu e-teatr codziennie w dużych ilościach umieszczane są teksty ukazujące się w rozmaitych gazetach, błyskotliwe, ostre w sądach, ale merytorycznie słabe. Natomiast teksty poważniejsze i na wysokim poziomie, te z „Dialogu", „Didaskaliów" czy „Teatru", pojawiają się tam rzadko. Mówię to z żalem, ponieważ uważam, że e-teatr to duże osiągnięcie Instytutu.

NOWAK Nie ma żadnego ideologicznego podejścia do tekstów umieszczanych na e-teatrze – zresztą zgodnie z tym, czego nauczyłem się od profesora Raszewskiego, żeby gromadzić jak największą ilość sądów. Teksty z pism branżowych funkcjonują tam słabiej, ale na przykład „Didaskalia" nie godzą się na jakikolwiek „przedruk", natomiast teksty z „Dialogu" i „Teatru" mają się ukazywać. Mój wpływ na e-teatr jest niewielki, zwracam głównie uwagę na błędy i literówki, ale jeśli widzę na stronie głównej śmiertelnie nudny tekst, to proszę, żeby go zdjąć, bo to jest Internet, a więc inne medium niż czasopismo. Musimy liczyć się ze specyfiką odbioru tekstów w sieci.

KOPCIŃSKI Ale nie musimy się jej całkowicie podporządkowywać. Chyba że chcemy się nim posłużyć. Ale w imię czego? Powiada Pan, że portalem nie rządzi ideologia, ale przecież felietonistów wybiera Pan sam i tak się składa, że zwykle reprezentują oni bliski Panu sposób myślenia o teatrze.

NOWAK Owszem, to ja wybieram felietonistów i szukam takich, którzy chcieliby w dodatku pisać gratis, bo nie mam na to pieniędzy...

ZALEWSKA Żal mi niejednokrotnie, kiedy czytam e-teatr, że nie ma tam na przykład felietonów Rafała Węgrzyniaka, świetnie pisanych, a wnoszących jednak jakąś głębszą wiedzę o teatrze, jego historii i współczesności.

NOWAK Ale przecież Rafał pisał dla nas – bardzo go zresztą cenię – odszedł na własne życzenie, nikt go nie „zbanował" ani nie wyrzucił, po prostu nie chciał dłużej pisać na portalu kojarzonym z moją osobą. Zaprosiłem też kolegów z Towarzystwa Kontrrewolucyjnego, po kilku tygodniach stwierdzili, że nie chcą tam funkcjonować. Nie ma we mnie ideologicznego zacietrzewienia, przeciwnie – z wielką radością publikuję wszelkie ataki na moją osobę. I mam z tego osobistą satysfakcję.

PŁOSKI Przy okazji opowiadania o projektach wydawniczych i teatralnych, powiedział Pan, że Instytut nie jest w mainstreamie. Jednak Instytut z ministerialną dotacją i prowadzący takie projekty jak Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej czy Teatr Polska, chciał nie chciał, jest instytucją reprezentującą życie teatralne w Polsce. W tym kontekście fakt, że jakiś materiał ukazuje się na głównej stronie e-teatru albo nie ukazuje się wcale, ma duże znaczenie. Podobnie organizacja takich wydarzeń jak WST przekonuje przecież o sile Instytutu. Wbrew tworzonym pozorom jesteście w mainstreamie.

NOWAK Tej obsesji nie rozumiem. Instytut statutowo wykonuje takie obowiązki, jak prowadzenie projektów inicjowanych przez ministerstwo. Przy każdym z tych zadań funkcjonuje ciało, które jest niezależne, nie mam na to żadnego wpływu, moją rolą jest to tylko na końcu podpisać, by umożliwić realizację. Instytut ma uruchamiać podstawowe mechanizmy życia teatralnego. Ale jeśli chcielibyście, by e-teatr stał się dziennikiem urzędowym teatru w Polsce, to ja się na to nie godzę. Jednak barwa, dynamika jest jego walorem.

KOPCIŃSKI Rozumiem Pana i popieram, ale na zewnątrz chyba polski teatr powinien być reprezentowany mniej wybiórczo. Wydaliście na przykład na DVD mapę teatru w Polsce, służącą do promocji naszego teatru za granicą, na której nie ma Lublina. A przecież tam się sporo dzieje, jest Opryński, jest Mądzik, jest Passini, jest nowy taniec. Jest w końcu ważny festiwal. A na mapie – biała plama. Czy dlatego, że nie ma tam artystów, którzy tworzą taki teatr, jaki Pan ceni: krytyczny, feministyczny, genderowy?

NOWAK Jestem przekonany, że w Instytucie reprezentujemy cały polski teatr. Ale jednocześnie chcę polskim teatrem w ogóle zainteresować. Promocja polskiego teatru za granicą to już jest w ogóle margines marginesów naszej działalności. Zajmowaliśmy się nią przez chwilę, wydając kilka publikacji, choć zwracam uwagę, że ostatnia taka rzecz to wydana po angielsku książka Reżyserzy polskiego teatru Augusta Grodzickiego z 1976 roku. Potem polskie placówki dyplomatyczne nie miały dosłownie nic. Obecnie promocja polskiego teatru za granicą leży w wyłącznych kompetencjach Instytutu Adama Mickiewicza. Nie było to żadne odgórne zarządzenie, tylko po prostu uznaliśmy, że tam są większe możliwości, kontakty i pieniądze.

KOPCIŃSKI Panie Macieju, jeżeli Pański kontrakt zostanie przedłużony, co Pan zamierza zmienić w działalności IT, a co kontynuować?

NOWAK Chciałbym doprowadzić w końcu do stworzenia jakiegoś systemu wydawania książek teatralnych. Myślę o platformie internetowej, na której przechowuje się gotowe teksty, a ich druk następuje na żądanie. To jest ogromne przedsięwzięcie, ale niezbędne, bo wydawanie książek w ilości trzystu egzemplarzy nikomu się nie opłaca. Na pewno nie zrezygnujemy z projektów edukacyjnych. Ostatnio była narada u ministra, na której okazało się, że teatry są w absolutnym ogonie innych instytucji artystycznych, jeśli chodzi o edukację. A nasz zespół pod kierunkiem Justyny Sobczyk i Magdy Szpak jest w tej materii bardzo kompetentny. Na pewno powstanie platforma internetowa, która ma spełnić rolę encyklopedii polskiego teatru. Zbierzemy na niej to, co jest dostępne w sieci z zakresu historii teatru. Do tego dołącza się historia teatru polskiego odczytywana ze spektakli, czyli to, co robi Joanna Krakowska. Powiem rzecz kontrowersyjną, która pewnie wywoła awanturę, ale jednym z zadań Instytutu na kolejne lata powinno być przejęcie odpowiedzialności za Muzeum Teatralne. Jest to wstyd i hańba dla środowiska, że utrzymujemy je w takiej formie jak obecnie, ze zbiorami, które są niedostępne, z rzadkimi wystawami czasowymi, z ogromnymi nieopracowanymi zasobami. Jest to marnowanie naszej przeszłości, dorobku naszych mistrzów. To jest kwestia honoru i godności, by stworzyć nowoczesną placówkę. My taki pomysł przekształcenia przedstawialiśmy, nie jest on odrzucony, ale decyzja nie zapadła. Zorganizowanie Muzeum Teatralnego z prawdziwego zdarzenia to jest coś, co trzeba zrobić bez względu na to, kto będzie w najbliższym pięcioleciu kierował Instytutem.

KOPCIŃSKI Całkowicie się z Panem zgadzam, uważam także, że byłby Pan świetnym organizatorem takiego muzeum. Szkoda tylko, że do znudzenia powtarzając myśli o patriarchalnej nauce czy patriarchalnej krytyce, zraża Pan do siebie potencjalnych sojuszników w tym przedsięwzięciu. Za chwilę usłyszymy, że i muzealnictwo jest patriarchalne, a historia teatru zmaskulinizowana...

NOWAK Jeżeli zorganizujemy to muzeum, pierwsza wystawa poświęcona będzie kobietom. (śmiech) Muzea dziś są najbardziej atrakcyjnymi placówkami kultury. Nowoczesne muzealnictwo nie polega na odkurzaniu gablotek, widać to chociażby w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Muzeum Historii Polski. Takiego Muzeum Teatralnego potrzebujemy.

PŁOSKI Powstanie muzeum zależy od państwowego mecenasa. Regularnie prezentował Pan stanowisko sprzeczne z poglądami ministra kultury, który przywoływał Pana do porządku, mówiąc, że także Pan realizuje tę kontestowaną politykę kulturalną. Na czym polega różnica zdań między wami?

NOWAK Wysłuchałem pokornie reprymendy ministra Zdrojewskiego w Radiu TOK FM, ale nie sądzę, byśmy się bardzo różnili. To, co dla mnie jest najważniejsze, to obrona teatru publicznego, czyli polskiego gospodarstwa teatralnego. Moim zdaniem zupełnie niefrasobliwie media, samorządy i urzędnicy dali się ponieść euforii związanej z teatrami prywatnymi. W tym zakresie mam staroświeckie poglądy, bo doszło do sytuacji takiej, że dla młodego pokolenia teatr to Teatr Polonia albo Teatr 6. piętro. Teatry komercyjne w głowach młodzieży i urzędników stają się alternatywą dla teatru publicznego. Mniej kłopotów, mniej pieniędzy, i w dodatku wesoło. Wszyscy się cieszą.
Uważam, że dyrektor Instytutu Teatralnego powinien w sposób bardzo wyrazisty bronić teatru publicznego i dorobku drugiej połowy XX wieku, bo decyzja o upaństwowieniu teatrów przyniosła wielkość polskiemu teatrowi. To nie była decyzja partyjna, która przyszła z Moskwy, ale postulat formułowany przez ZASP. Nacjonalizacja nie była tragedią dla polskiego teatru, tylko stała się jego wielką szansą. Musimy walczyć o to, by go utrzymać.

KOPCIŃSKI Czy Instytut Teatralny będzie zabiegał także o to, by opisać dzieje sceny publicznej w Polsce, a więc prowadzić refleksję nad jej dorobkiem artystycznym, rozwijać świadomość myśli teatralnej w Polsce, budować ciągłość tradycji teatralnej?

NOWAK Jest mi to bliskie. Nowy oddech, jaki wzięło właśnie Towarzystwo Badań Teatralnych, daje nadzieję na rozwój tych dziedzin także pod egidą Instytutu.

Jacek Kopciński, Paweł Płoski, Kalina Zalewska
Teatr Pismo
23 lipca 2013
Portrety
Maciej Nowak

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia