Troja przetrwa, ale co z resztą albo Oli i Jana zabawy z mitami

"Trojanki" - reż. Jan Klata - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

To miało być jedno z dwóch najważniejszych wydarzeń życia teatralnego na Pomorzu roku 2018 (drugie to "Krakowiaki i górale" w reżyserii Michała Zadary w Teatrze Muzycznym w Gdyni już 14 września). Jan Klata w blasku nagród (Neptuna i Europejskiej Nagrody Teatralnej) wracał do Gdańska, gdzie ma wierną i dobrą publiczność a wybór tytułu, dokonany w wyniku rozmów z dyrekcją Teatru Wybrzeże, dawał nadzieję na mocny strzał.

"Trojanki" wydawały się potencjalnie kompatybilne z rzeczywistością i była szansa na przepojoną swoistą, Klatowską dezynwolturą, realizację głównego założenia byłego kierownika literackiego Wybrzeża (1953-54); parafrazując: "Po jaką zresztą cholerę w ogóle robić teatr, jeśli nie po to, by mówić o życiu?". Wszak aż się prosi, by rozwinąć myśl:

"Bo nierozumny człek, co niszczy miasta,

Świątynie, groby, święte miejsca zmarłych

Pustoszy. Za to musi później zginąć."

Eurypides, Trojanki 95-97

Matecznik Frygów obroni się, ale co z resztą? Achajowie kursują po interiorze, rozdając atrakcyjne fanty i odczytując obiecujące i namawiające do głosowania listy swych królów a Frygowie zamykają się w grodach i samouwielbieniu, zastanawiając się jedynie, kto 21 października wygłosi najważniejszą kwestię tego plemienia: "Społeczeństwo nie dorosło do demokracji".

"Trojanki" zamykają trylogię tragiczną, której dwie pierwsze części to niezachowane do dziś "Aleksander" i "Palamedes". W konkursie w roku 415 p.n.e. całość, tworząc tetralogię, zamknął, także nieznany nam, dramat satyrowy "Syzyf". Konkurs rozgrywał się w czasie trwania wojny peloponeskiej a Eurypides przegrał z bez porównania mniej zdolnym, jak mawiają uczeni, Ksenoklesem. To ważne, bo autor "Medei" wypowiedział się swym dziełem politycznie i przeciw rzezi dokonanej przez Ateńczyków w państwie Melos lub ingerencji zbrojnej rodaków na Sycylii. Badacze nie są zgodni co do konkretnego odniesienia historycznego, ale przekazy mówią o niezadowoleniu spektatorów oskarżycielską wymową tragedii, czego wynikiem miała być nieoczekiwana i niezasłużona przegrana faworyta. Utwór i okoliczności towarzyszące jego prapremierze zdawały się być wyjątkowo sprzyjające reżyserowi polskiego teatru artystycznego.

- Jesteśmy wierni Eurypidesowi i przekładowi Jerzego Łanowskiego. Zmieniamy jedynie detale, np. Ilion na Troję, tak by tekst był współcześnie zrozumiały - początek przebiegu zdawał się potwierdzać słowa dramaturżki Olgi Śmiechowskiej i reżysera. Pierwsza kwestia Posejdona (Jacek Labijak) jest wręcz hiperwierna - deklamowany 11-zgłoskowiec, nawet na przekór artykulacji (z słonej zamiast ze słonej, by ilość zgłosek była właściwa).

Potem drobne skróty, kilka powtórzeń i cała masa zmian z finałowym dopiskiem na dobicie. Tekst Eurypidesa zakłada uczestnictwo 8 postaci "mówiących" oraz Chóru branek trojańskich i grup osób "niemych" (m.in. dowódcy i żołnierze, świta Menelaosa, służebne Hekabe) i Astyanaksa, synka Hektora i Andromachy. Gdyby przełożyć na scenę libretto Eurypidesa, otrzymalibyśmy oratorium, głównie ciąg pieśni i monologów lamentacyjnych Hekabe, Kasandry, Andromachy (Katarzyna Dałek) i Chóru. Mrożące wieści z obozu najeźdźców przynosi herold Talthybios, głos mają jeszcze Menelaos i Helena oraz para bogów: Posejdon i Atena (Sylwia Góra Weber). Śmiechowicz i Klata wprowadzają blisko 10 nowych postaci, dając głos m.in. Odyseuszowi (Michał Kowalski), Neoptholemosowi, synowi Achillesa (Michał Jaros), Agamemnonowi (Robert Ninkiewicz), Polydorowi, a raczej jego zjawie (Piotr Biedroń) i jego oprawcy Polymestorowi (Krzysztof Matuszewski).

Ten zabieg nieco ożywia inscenizację i, przede wszystkim, uzupełnia opowieść o ledwie zarysowane wątki. Szczególnie dotyczy to losów najmłodszego syna Priama i Hekabe. Dzięki temu domyka się plan Greków - wszyscy męscy potomkowie króla Troi zostają unicestwieni, nie będzie mścicieli. Scenariusz niegdyś klasyczny, realizowany także w tragediach Szekspira, dziś już tylko w rozliczeniach mafijnych. Dochodzą do tego okrutne okoliczności egzekucji (choćby bezczeszczenie zwłok Polykseny (Magdalena Gorzelańczyk), córki Hekabe). "Trojanki" koncentrują się na okrucieństwie, nad którym Homer nie raczył się już rozwodzić, a przecież rzeź i upokorzenie pokonanych były normą w tamtych czasach i wielu następnych. Doświadczenie Hekabe, matki 19. z 50. dzieci Priama, która straciła większość potomstwa w czasie wojny trojańskiej a na koniec stała się niewolnicą Odyseusza, można przyrównać tylko do losów Hioba. Andromacha, po zamordowaniu jej synka, została oddana jako nałożnica Neoptholemosowi a Kasandra Agamemnonowi.

Disco polo Helena albo dekonstrukcja

Zastanawiające, znając machismo greckich wojów i najzwyczajniej trudne do wytłumaczenia, nawet przyjmując przysłowiową urodę, są losy Heleny. Menelaos, nie dość, że nie zgładził niewiernej, która okryła go hańbą na całą Grecję i stała się powodem niezmierzonej tragedii, to jej wybaczył i żył z nią długo i szczęśliwie na swej znanej z inspirujących wielu i odkrywczych metod wychowawczych wyspie. Chyba najlepszym wyjaśnieniem tego przypadku jest koncepcja niejakiego Stesichorosa z Himery na Sycylii, poety podobno a na pewno prekursora science fiction. Według niego w Troi miał przebywać jedynie fantom Heleny (mniemam, że w pełni zdolności erotycznych), prawdziwa zaś, z krwi i kości królowa Sparty, rezydowała w Egipcie, skąd zabrał ją Menelaos, wracając spod Troi.

Ta hiper apokryficzna wersja stała się inspiracją dla duetu literackiego (jego inicjały współgrają z nazwą firmy widoczną na obu stronach deski surfingowej Menelaosa), na który składają się reżyser i dramaturżka. Swoją drogą wyobraźnia Jana Klaty coraz bardziej się amerykanizuje - wcześniej, w czeskiej "Miarce za miarkę", oglądamy postać wyglądającą jak David Hasselhof ze "Słonecznego patrolu" (uśmiech). Niebojący się gniewu bogów autorzy dopisali z kwadrans tekstu z udziałem królewskiej pary i króla Egiptu Theoklymenosa (występuje także w "Helenie" Eurypidesa). W tej roli "ramowy" Jacek Labijak, który otwierał pokaz jako Posejdon i zamykał jako "król", więc ogólnie wysoko i niepowtarzalnie. To grepsiarski, discopolowy, jeśli chodzi o jakość literacką (chyba niezamierzenie) i kiczowaty (tu już widoczny zamiar) w zakresie inscenizacji i gry aktorskiej (Katarzyna Figura w swoim żywiole i estetyce jak ryba) dramat satyrowy. Pomysł na poziomie bengala z plakatu, w kategoriach eksperymentu - zabawny. Zdecydowanie wszystkich zaskoczył i chyba nikt nie wiedział, o co chodzi, a sztuka jest przecież wtedy, kiedy nie wiemy, o co chodzi.

Śmiechowicz i Klata zatańczyli z mitem, zdekonstruowali, wzięli w nawias całą, poprzedzającą opowieść sceniczną. W efekcie ten ostatni obraz zapamiętuje się szczególnie, ale nie jestem pewien, z czego zresztą się cieszę, czy o to chodziło autorom konceptu. Jeśli tak - szacun, wykręcili mega bekę, zostawiając widzów w onieśmielającym zakłopotaniu i niepewności. Jan Klata ciągle zaskakuje, szuka nowych pomysłów czy to na słowo (prompter w Poznaniu), nieustannie na rolę muzyki jako czegoś więcej niż tylko integralnego składnika całości - ostatnio remiksy, w Gdańsku techno umcy-umcy remiks znaczącego dla całości "Troy" z repertuaru Sinéad O'Connor:

"There is no other Troy

For you to burn

And I never meant to hurt you

I swear I didn't mean

Those things I said

I never meant to do that to you"

Sinéad O'Connor (muzyka i słowa), Troy

W "Trojankach" poszedł jeszcze dalej, obezwładnił stereotypy odbiorcze, nie zrealizował pokładanych w nim i tytule oczekiwań, zakpił. Nie wylał osobistej frustracji po Krakowie, nie wieszczył, nie żalił się, nie odnosił się do "bieżączki". Jeśli jednak przestrzelił i chodziło o coś innego, bez żalu powinien pominąć całość następującą po pierwszych ukłonach.

Zwycięzcy

Choć niedostatecznie wybrzmiał przypisywany Eurypidesowi pacyfizm i obietnica klęski Achajów a niektóre dosłowności "bolą" brakiem zaufania do inteligencji widzów (np. konik Odyseusza), w spektaklu mamy sporą grupkę zwycięzców. Dorota Kolak stworzyła kolejną, wielką kreację. Jej Hekabe to królowa cierpienia, matka roju ofiar, co chwila poszerzająca wyobrażenie o granicy bólu i krzywdy. Możemy czuć się wyróżnieni, obserwując grę aktorki, która potwierdziła miejsce w pochodzie największych, który rozpoczęła Helena Modrzejewska. Kasandra gościnnie występującej Małgorzaty Gorol wieszczy i komentuje dźwiękowo; proste riffy na przesterowanej, wielkiej dla niej gitarze elektrycznej, obok niej ogromny Marshall - tylko PJ Harvey może się z nią równać w takim połączeniu.

I jeszcze pamiętni z "H." Grzegorz Gzyl (Menelaos) i Cezary Rybiński (Talthybios). Pierwszy brawurowy w dokrętce, drugi jako posłaniec śmierci - najciekawsze role męskie w spektaklu, który nie dawał większych, indywidualnych szans aktorskich. Ciekawy pomysł na chór, ale zdecydowanie więcej można było wycisnąć głosowo i ruchowo. Całość sprawiała wrażenie zbyt statycznej, nużyło monotonne, powtarzalne wchodzenie i wychodzenie postaci, za mało "pozycji Polydora" (uśmiech), za dużo koturnowej deklamacji.

Dwie statuetki, za scenografię i kostiumy (suknia Trojanek!), należą się Mirkowi Kaczmarkowi, właściwie stale obecnemu w Gdańsku. Powoli można mówić o archeologii Kaczmarka ("Krzyżacy" w Teatrze Miniatura!), jego scenograficzne wykopaliska stanowią najmocniejsze punkty spektakli. W "Trojankach", tradycyjnie już prawie w Teatrze Wybrzeże, zagrała pełna, pozbawiona zabudowy scena. Tym razem wypełniona piaskiem, z którego wykonana została także miniatura Troi, składająca się z foremkowych murów, takich jak dziecięce budowle na plaży. W głębi równiopochylny podest z Kasandrą i gitarami, pomiędzy abakanokalinomitorajowe korpusy ofiar, wyrastające lub zatopione w piasku. Apokaliptycznie, przestrzennie, sugestywnie.

"Trojanki" w Teatrze Wybrzeże są oczywiście wydarzeniem, ale chyba jeszcze bardziej zaskoczeniem. Zawiedzeni mogą się poczuć fani "Wroga ludu", "Trylogii" czy "Tytusa Andronikusa". Jeszcze za wcześnie, by ostatecznie wyrokować, ale wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami nowego etapu w twórczości wybitnego reżysera.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska online
11 września 2018
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia