Troje aktorów - trzy losy

"ID" - reżyseria: Marcin Liber - Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Zostają opowieści. Na co dzień są ludzie - życie w miliardowym wydaniu. Na przykład - ty. Albo ktoś. Ktoś wczoraj. Dajmy na to - Sylwin Rubinstein.

Zostają opowieści. Na co dzień są ludzie - życie w miliardowym wydaniu. Na przykład - ty. Albo ktoś. Ktoś wczoraj. Dajmy na to - Sylwin Rubinstein. Jak czytam w programie wyreżyserowanego przez Marcina Libera przedstawienia "ID" - "tancerz i transwestyta". Przepraszam najmocniej, lecz gdyby Sylwin wielbił też jazdę na rowerze - czy dla porządku etycznego trzeba by oznajmić: "tancerz i kolarz"? Jak zwykle - nie słyszę odpowiedzi. W każdym razie - jest Sylwin. Nie. Jest opowieść o nim. I jeszcze o dwojgu.

Na scenie - kronika losu Sylwina. Obok mamy Heidi Stern - "enerdowską" sportsmenkę, której z powodu sterydów anabolicznych pomieszał się odwieczny, przez Boga dany Ziemianom, podział płciowy na chłopa i babę. Oni są. Ich losy. Oni - plus Maria od Cegieł. Maria Nową Hutę budowała i miała wielką jazdę na seks w krzakach. Ile było krzaków, ile pakamer - inna rozmowa. Grunt (na dobrą sprawę - czyj grunt?), że Maria dawała... Dawała - i się pogubiła. Takie czasy były. Gdy ktoś, jak Maria, do trzynastej przerzuca milion cegieł, po czym w pakamerze bądź na łące subtelne masaże podejmuje - pogubić się musi. O wrażeniach chłopców przez Marię masowanych - milczę. Wyobraźcie sobie te iskry... I niech one wystarczą.

O czym mówię? O "peerelowskiej" Marii, co lubiła tu i tam? O "enerde" i totalitarnym koncepcie szemranego zmieniania sport uprawiających niewiast - w niewiasty z "ptakami" jak marzenie niewiast nie uprawiających sportu w "enerde"? O tancerzu rosyjskiego, arystokratycznego pochodzenia, który się - by przeżyć - lekko pogubił w płciowych tożsamościach? Nie. Mówię o teatrze.

Beata Zygarlicka, Arkadiusz Buszko, Robert Gondek - przez godzinę - po prostu robią teatr. Punkt wyjścia? Reporterskie teksty Angeliki Kuźniak i Renaty Radłowskiej. Znaczy się - tak było. Tak było naprawdę. Totalitaryzmy dłubały również w ciemnościach ludzkich. Wodę mąciły w seksualnych akwenach. W kwestii "bobrów" i "ptaków" - chłopom i babom we łbach mieszały fundamentalnie. Wszystko to straszne jest, tyle że w "ID" Libera wszystko to - jeszcze straszniejsze. Straszniejsze, bo znikają konteksty.

Czy interesuje kogoś, że jęki Hamleta akurat w Danii Szekspir umieścił? No właśnie. U Libera troje aktorów na krzesłach siedzi i - opowiada. To odwieczny numer - wieki temu nie wiadomo, czym spici neandertalczycy, przy ogniu wieczorem tkwiąc, kolegę wydelegowali, by ich zabawił. By ich ujął - opowieścią. Ja wiem, że sprawy "peerelu", "faszyzmu" oraz "enerdostwa" ważne są szalenie - ale nic nie poradzę, że gdy teatr dobry jest - ponad konkretami publicystycznymi jest. Hamlet - książę duński? Czniać duńskość!

Opowiadają. Siedzą i gadają. I czynią to tak delikatnie, że znika "enerdowskość", "faszystowskość" oraz "nowohuckość". Relacjonują losy trojga Ziemian - mówią opowieść tak, jakby recytowali dziennik pokładowy kapitana okrętu, który płynął nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd. I owszem, są wokół cudaczności nowoczesnego teatru: muzyka niczym westchnienia kamieniołomu, mikrofony, projekcje filmowe, słowem generalna nowoczesność - tylko że gdy Zygarlicka, Buszko i Gondek gadają - wszystko to marnieje całkiem tak, jak duńskość w dobrze podanym "Hamlecie".

Po prostu: zostaje opowieść. Opowieść trojga o trojgu. Opowieść trojga nie byle jakich o trzech losach, co były jak nasze. Może nie ściśle - lecz ból przecież jednaki. Ile razy tańczyłeś tak, chłopie drogi, że cycki ci widmowo wyrastały? Ile razy ukochaną dotykałeś łapą szorstką zanadto, nazbyt "ceglaną"? Ile razy chciałeś, tak jak Heidi, kulą miotnąć na odległość, powiedzmy sobie, dwudziestu pięciu metrów? Słowem - ile razy byłeś nie sobą?

Jeśli o mnie chodzi - cztery razy. I nie pojmuję, dlaczego. Na dojmującym przedstawieniu Libera siedzę i dumam. Gdzie ma prosić o litość Heidi, której wyrósł "skowronek"? W którym konfesjonale ma się spowiadać Maria "ceglana"? Gdzie ma zatańczyć Sylwin, by na powrót wiedzieć, czy babą jest, czy nie babą? Wyroki boskie są w sprzeczności z Ziemią. Pozostają pytania. Bez odpowiedzi.

Teatr Łaźnia Nowa. "ID" wg Angeliki Kuźniak i Renaty Radłowskiej. Reżyseria Marcin Liber. Scenografia Grupa MIXER i Marcin Liber.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
23 marca 2009

Książka tygodnia

Twórcza zdrada w teatrze. Z problemów inscenizacji prozy literackiej
Wydawnictwo Naukowe UKSW
Katarzyna Gołos-Dąbrowska

Trailer tygodnia