Troska z zaświatów

"Przyjazne dusze" - reż: Stefan Szaciłowski - Teatr Polski w Szczecinie

Czy istnieje życie po śmierci? Jeśli tak - to jak wygląda? Temat ten - egzystencjalny i nośny jednocześnie, wielokrotnie inspirował też pisarzy: od tych zajmujących się nim od strony naukowej, po innych traktujących go mniej poważnie. Do tego drugiego nurtu należą "Przyjazne dusze" Pam Valentine wystawione premierowo w sobotę w Teatrze Polskim w Szczecinie.

Całość zaczyna się banalnie: w wiejskim domu pod Londynem znany pisarz Jack (Zbigniew Filary) usiłuje się zdrzemnąć, w czym przeszkadza mu trajkocząca nad uchem żona Susie (Małgorzata Iwańska). Na pozór - typowa para w średnim wieku. Na pozór. Tak naprawdę bowiem Jack i Susie są... duchami. Po tym, jak nie zostali wpuszczeni do Nieba przez ustrojonego w nowego Rolexa świętego Piotra (Jack przyznał się do ateizmu, a Susie nie wyobrażała sobie wiecznego życia bez niego), zamieszkują w swoim dawnym domu, odstraszając skutecznie wszystkich nim zainteresowanych. Któregoś dnia jednak wiejskie lokum Cameronów wynajmują początkujący pisarz Simon (Marek Żerański) i jego spodziewająca się dziecka żona Mary (Sylwia Różycka). Mimo początkowej nieufności duchy z czasem akceptują młodą parę. Zaczynają się nawet o nich po rodzicielsku troszczyć... 

Zrealizowane przez Stefana Szaciłowskiego "Przyjazne dusze" to pogodna komedia o dwóch światach, niby zupełnie innych, ale przyjaźnie ze sobą koegzystujących. Można tu co prawda znaleźć nutę refleksji nad tym, co w życiu ważne, można nawet momentami trochę się powzruszać, ale zapowiedzi o konieczności zabierania ze sobą wodoodpornego tuszu do rzęs i grubych paczek chusteczek były grubo przesadzone. Spektakl jest bowiem ledwie letni, nie wzbudza większych emocji. Owszem, czas mija szybko, publiczność śmieje się na nim szczerze i często, uwagę przyciągają scenografia i piękne kostiumy Katarzyny Banuchy (choć przerwy na zmiany dekoracji pomiędzy kolejnymi scenami trwają stanowczo zbyt długo), a Jacek Piotrowski w drugoplanowej roli agenta nieruchomości po raz kolejny udowadnia swój nieprzeciętny talent. Tyle tylko, że "Przyjazne dusze" nie są przedstawieniem pozostającym w widzu na dłużej, zmuszającym go do jakichś rozliczeń z sobą samym. To raczej idealna propozycja dla osób spragnionych optymizmu, humoru (czasem też tego niezbyt wyszukanego) i zwyczajnej rozrywki. A jako że tych przecież nie brakuje, nie należy wątpić, że na teatralnym afiszu placówki z ulicy Swarożyca pojawił się właśnie kolejny hit. 

Swój spektakl Stefan Szaciłowski poświęcił pamięci scenografa Jana Banuchy, z którym w Teatrze Polskim współpracował przy swoich pięciu poprzednich realizacjach. W sobotę przed premierą w foyer teatru otwarta została też wystawa "Jan Banucha. Pozbierane" złożona z prac (głównie projektów kostiumów i dekoracji do spektakli) zmarłego w listopadzie 2008 roku wybitnego twórcy.

Katarzyna Strózyk
Kurier Szczecinski
31 marca 2010

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...