Trudna młodość w Gnieźnie

"Most nad doliną" - reż. Joanna Grabowiecka - Teatr im. A. Fredry w Gnieznie

,,Most nad doliną" Janosa Haya jest tekstem atrakcyjnym dla teatru, dobrym narzędziem dialogu z młodym odbiorcą, poruszającym ważne dla niego problemy. Jak z węgierskim dramatem poradziła sobie Joanna Grabowiecka, inscenizując go w gnieźnieńskim teatrze?

Akcja sceniczna rozgrywa się na wielu poziomach. Oszczędna, pozbawiona kolorów dekoracja składa się z ruchomej platformy, podestu, fragmentu mostu oraz metalowych słupów, na które w trakcie trwania spektaklu zostaje zawieszona huśtawka. W tej ciemnej oprawie bardzo ciekawie wyglądały kolorowe, dynamiczne projekcje wyświetlane w trakcie przedstawienia. Tekst Haya opowiada historię nastoletniego Pétera (Rafał Fudalej), wrażliwego chłopaka o silnych potrzebach emocjonalnych, który poszukuje siebie i walczy o swoją niezależność. Jednak ani dom, ani rówieśnicy, ani bliska relacja z Zsófi (Magdalena Tabor) nie są w stanie go zaspokoić. Główny bohater nie widzi innego rozwiązania jak samobójczy skok z mostu wraz ze swoją dziewczyną. Język węgierskiego dramatu zdaje się być poetycki, a zarazem bardzo realistyczny. Cechuje go soczystość, która stanowi zaletę przekładu, bo tłumaczki (Jolanta Jarmołowicz, Iga Nowak) nie bały się stosowania wulgaryzmów, młodzieńczego (niewybrednego) humoru, czyli oddania charakteru języka ludzi młodych, zbuntowanych. Historia przedstawiona w dramacie jest mocna, porusza trudny temat samobójstwa nastolatków. Jednak co się stało z realizacją teatralną?

Spektakl trwał prawie dwie i pół godziny. To zdecydowanie za długo. Historia Pétera dłużyła się, przez co napięcie wytwarzane przez grę młodych aktorów rozmywało się. W konstrukcji inscenizacyjnej przedstawienia brak mocnych punktów – estetycznych, energetycznych scen, próbowała rekompensować muzyka grana na żywo. Członkowie zespołu BAPU byli obecni w przestrzeni gry prawie przez cały czas trwania akcji, czasami włączali się w nią aktywnie, co dawało ciekawy efekt. Ich energetyczne piosenki, z niejednokrotnie dosadnymi tekstami przełamywały monotonię spektaklu. Lecz mimo to widowisko nie zyskało efektu integralnej całości. Z drugiej strony sam pomysł szukania wspólnego języka z odbiorcą w jego środowisku (BAPU to zespół gnieźnieński) jest bardzo trafny. Mocne, muzyczne akcenty w  inscenizacji ,,Mostu nad doliną" przypominały  konstrukcję filmu Władysława Pasikowskiego ,,Słodko-gorzki". Silnie obecny komponent muzyczny w spektaklu, podobnie jak w filmie Pasikowskiego, funkcjonował jako komentarz dla akcji. Scenę, w której Péter  i Zsófi skaczą z mostu kończy zapalenie się pojedynczych lampek – gwiazd przy całkowitym wyciemnieniu sceny. To chyba jedyna w tym przedstawieniu próba zagrania efektem estetycznym. Moment transowego tańca upokorzonego chłopaka w wykonaniu Sebastiana Perdka, wydał się przejmujący. Rafał Fudalej oszczędnie, lecz czytelnie zagrał głównego bohatera, uwzględniając niejednoznaczność tej postaci. Bowiem  Péter pełen jest sprzeczności: zbuntowany, ale bezsilny, pragnący miłości i zarazem izolacji, wyłączności (wręcz chorobliwej, totalnej, niszczącej). Postać Dedy (Maksymilian Michasiów) zagrana bardziej dosadnie, z większą energią była bardzo wyrazista.

,,Most nad doliną" w reżyserii Joanny Grabowieckiej ma lepsze momenty, ale brakuje mu spójności. Z drugiej strony wart uwagi jest sam problem poruszany w spektaklu. Przedstawieniu towarzyszy spotkanie psychologa z młodzieżą. Taki model podejmowania trudnych tematów z młodymi ludźmi wydaje się atrakcyjny zarówno pod względem artystycznym, jaki i pedagogicznym.

Agata Łukaszewicz
Dziennik Teatralny Poznań
2 kwietnia 2014

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski
„Viva La Mamma" - reż. Roberto Skolmo...