Trupa spod znaku trupa

Rodzina Addamsów" - reż. Jacek Mikołajczyk - Teatr Muzyczny w Gliwicach

Jacek Mikołajczyk uczynił ze swojej musicalowej wiedzy doskonały użytek. Na reżyserski debiut wybrał światowy przebój - "Rodzinę Addamsów". Nie bał się wyzwania, uważając, że taka okazja może się nie powtórzyć. Ryzyko się opłaciło, a potwierdził to premierowy spektakl.

Mikołajczyk wystąpił w podwójnej roli: reżysera i tłumacza libretta. To dobrze, bo mógł bez trudu kontrolować sceniczne postępy. Zresztą Addamsowie nie mają dla niego tajemnic: zobaczył, jak to robią na Broadway'u, sam też bardzo lubi opowieść o upiornej rodzince. Świadom ograniczeń scenicznych i finansowych stworzył spektakl na przyzwoitym poziomie, a gliwiccy Addamsowie śmiało mogą wyruszać na podbój Polski.

Piątkowej prapremiery byłam ciekawa z kilku powodów. Jak wypadnie w konfrontacji z amerykańskim pierwowzorem, czym zaskoczy scenograf, a wreszcie jak poradzi sobie orkiestra z charakterystyczną Addamsową nutą. Po premierze mogę napisać tak: po "Foot loose" to najlepszy musical w historii gliwickiej sceny.

Fabuła jest banalna: para zakochanych i rodzinne perypetie. Z tym, że jedna z rodzinek uwielbia mrok i wiedzie niekonwencjonalne życie, druga - ceni normalność i żyje w zakłamaniu. Ale nawet tak banalna historia zyskuje, gdy jej dynamikę budują dialogi. Z aktorskimi zadaniami świetnie poradził sobie cały zespół. Gomez Addams (Tomasz Steciuk) gdy trzeba jest wylewny, gdy trzeba - rubaszny. Morticia (Marta Wiejak) jest jak Morticia. Wiejak stworzyła niezwykle udaną - aktorsko, wokalnie i tanecznie - kreację. Podobnie Wednesday ( Anastasja Simińska). Warto zwrócić uwagę na brawurową grę Marty Florek ( Alice Bieneke) i Katarzyny Wysłuchy (babcia).

Addamsowie rezydują w podupadłym zamczysku. Które dla gliwickiej sceny stworzył Grzegorz Policiński. Rodzinka biega więc po schodach, przechadza się antresolą, gubi wśród licznych drzwi i wieczerza przy olbrzymim stole. Rażą tylko kiczowate widoczki z rzutnika i scena, w której wuj Fester odlatuje na księżyc. A dla Marka Migdała brawa za efekty specjalne.

Niezwykła popularność i rozpoznawalność Addamsów nie jest dziełem przypadku. Jak zauważa Mikołajczyk, klucz do odpowiedzi na pytanie: "dlaczego wciąż wracamy do upiornej familii?", tkwi w tytule. - Jest nim rodzina - mówi reżyser. - Addamsowie mogą być dziwni, przerażający, nietypowi. Przez cały ten czas pozostają jednak wspólnotą. Której nie mogą rozbić żadne siły. Zawsze będą się wspierać, trzymać razem i sobie pomagać.

A na koniec o dłużyźnie, która dopadła mnie w drugim akcie. Niemrawym i przegadanym. Szkoda, bo po gorączce pierwszego i znakomitej scenie kolacji w finale, widz chciałby szybkiego i równie brawurowego zakończenia.

Małgorzata Lichecka
Nowiny Gliwickie
20 marca 2015

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia