Trwa festiwal Interpretacje. Na początek - lekcja życia

"Udręka życia" - reż. Jan Englert - Teatr Narodowy w Warszawie - XV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje

W kuluarach mówiono, że inaugurację tegorocznego Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" w Katowicach powinno się uznać za "ogólnie obowiązująca". Bo było szybko, sympatycznie i na temat!

Jacek Sieradzki - dyrektor artystyczny festiwalu, po prostu serdecznie przywitał publiczność, a Krystyna Siejna - wiceprezydent Katowic, w imieniu swoim i prezydenta Piotra Uszoka, życzyła widzom wielu wrażeń artystycznych. I tyle, choć oboje mogliby dopominać się uznania za to, że komisja kwalifikacyjna, nim skonstruowała program "Interpretacji", obejrzała 82 przedstawienia, a miasto Katowice niemal w całości tę imprezę sfinansowało i przygotowało organizacyjnie

Walka młodych reżyserów o Laur Konrada rozpoczyna się w niedzielę, dzień wcześniej festiwal zainaugurował natomiast spektakl mistrzowski. Tym razem była to "Udręka życia" Hanocha Levina, w reżyserii Jana Englerta.

Rzeczywiście, spektakl perfekcyjny, choć klasycznie zagrany i na pozór opowiadający o zwyczajnej stronie naszej egzystencji.O gorzkim, pełnym wzajemnych pretensji, ale i przywiązania, rachunku, wystawianym sobie wzajemnie przez małżonków po 40 latach dzielenia łoża i codziennych kłopotów.

Bojowo nastawiona, i zdecydowanie młodsza, część publiczności trochę zżymała się na ten wybór. Że niby o czym ta sztuka, i dlaczego tak normalnie zrealizowana? Odpowiedzieli jej sami bohaterowie Levina. Bo, gdy Jona mówi do żony (ale patrzy na widzów): "Nasze życie ich nie interesuje", mądra Lewiwa odpowiada: "Nasze życie musi ich interesować! Będzie to kiedyś też ich życie". Ot, i cała prawda. Do zrozumienia niektórych tekstów trzeba po prostu więcej doświadczenia, albo chociaż obserwacji życia.

A sam teatr też nie musi od razu kąsać, żeby widza poruszyć; czasem wystarczy, że uniwersalną refleksję, dyskretnie wydobędzie spod strumienia pozornie błahych zdarzeń. I dokładnie tak Jan Englert inscenizuje tekst "Udręki życia", żadnej pointy nie dopychając kolanem i wystrzegając się mentorskiego tonu. Ale ma w tym działaniu wyjątkowych partnerów - aktorów. Anna Seniuk, Janusz Gajos i Włodzimierz Press balansują na granicy realizmu, ironii i umowności, ani przez chwilę nie skręcając w którąś z tych ścieżek na dłużej. Dzięki temu nie oglądamy historii w stylu Zapolskiej, ale też nie szybujemy w rejony naciąganej metafizyki. Jesteśmy z postaciami sztuki dokładnie pośrodku.

Z kłótni bohaterów, czasem wręcz obelg, odczytujemy ich wspólny lęk przed samotnością, śmiercią, pustką. Nie zrealizowali planów i ambicji, latami obserwowali więdnięcie swoich ciał, mało co ich łączy, jeśli w ogóle coś. Długo wydaje się - Jonowi i Lewiwie, ale i widzom - że została tylko nuda i zniecierpliwienie przewidywalnością partnera. Ale gdzieś, spod tej nudnej codzienności, przebija wartość dodana ich związku - potrzeba bycia razem. Mówią, że to z obowiązku, z uzależnienia. Ale my podejrzewamy, że nie tylko ...

Henryka Wach-Malicka
Polska Dziennik Zachodni
12 marca 2013

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...