Trzeba zaciskać pasa

Małopolski Ogród Sztuki

Małopolski Ogród Sztuki oraz Arteteka, mieszczące się obok siebie, nie mogą w pełni rozwinąć oferty kulturalnej. Pieniędzy z budżetu marszałkowskiego jest zbyt mało.

Wsparcie, jakie otrzymuje MOS, nie wystarcza na prowadzenie działalności artystycznej. W połowie maja opublikowaliśmy na naszych łamach artykuł "Konflikt w Małopolskim Ogrodzie Sztuki: między misją a komercją". Jeden z pracowników tytułowej instytucji mówił w nim, że mieszczący się w Krakowie przy ul. Rajskiej MOS stał się instytucją nastawioną głównie na wynajem sal, a cierpi na tym misja tej instytucji, działającej w strukturach Teatru im. J. Słowackiego. Powód: brak pieniędzy na działalność artystyczną.

- Nie ma niebezpieczeństwa, że MOS stanie się instytucją komercyjną - mówi nam Jacek Krupa, odpowiedzialny za kulturę członek Zarządu Województwa Małopolskiego, który finansuje MOS z publicznego budżetu. - Nie widzę też żadnych uchybień w działalności MOS-u, który dzieli budżet z Teatrem im. Juliusza Słowackiego i funkcjonuje w obrębie jego struktur. Zgodnie z umową środki płyną nie tylko z budżetu Urzędu Marszałkowskiego, ale także z wpływów, jakie MOS uzyskuje ze sprzedaży biletów i wynajmu sal. Nie widzę tu żadnego problemu - twierdzi Krupa. Dodaje, że po otwarciu MOS-u budżet teatru został zwiększony i skonstruowany tak, by pozwalał na funkcjonowanie nowej instytucji.

Pieniędzy może braknąć

Okazuje się jednak, że pieniędzy brakuje. Iwona Kempa, dyrektor Małopolskiego Og-rodu Sztuki, stanęła przed groźbą rezygnacji z interesujących przedsięwzięć. - Nie ma stałej dotacji na działalność artystyczną MOS-u - mówi Iwona Kempa. Pieniądze z budżetu marszałkowskiego wystarczają jedynie na pokrycie pensji dziesięciu pracowników i utrzymanie budynku. - Środki na funkcjonowanie pozyskuję z innych źródeł. Nasz budżet tworzą wpływy z biletów, środki od partnerów zewnętrznych, takich na przykład jak Krakowskie Biuro Festiwalowe, z którymi współorganizujemy wydarzenia, i z Ministerstwa Kultury - wyjaśnia Kempa.

Problemy MOS-u najlepiej obrazuje sytuacja, w jakiej znajdują się twórcy spektaklu, który będzie miał premierę w sobotę. - Wystarczy nam jedynie na pokrycie kosztów realizacji musicalu dla dzieci "Śpią wystawy" i jego pięciokrotne wystawienie. Na więcej nas niestety nie stać - tłumaczy dyrektor Kempa. Rozwiązaniem byłoby zwiększenie cen biletów z 25 do 50 zł, ale tego Iwona Kempa nie chce robić. - To musical dla dzieci, którym w teatrze towarzyszą opiekunowie. Nie chciałabym zniechęcać ich do tego wysoką ceną za bilet - mówi. Dodaje, że w MOS-ie nie ma konfliktu między misją a komercją. Jest problem, jak prowadzić działalność misyjną prawie bez pieniędzy.

Tymczasem MOS to nie tylko teatr, ale także działalność edukacyjna, taneczna, wystawowa, a od tego roku także kinowa. - Dziś już wiem, że istnieje niebezpieczeństwo, że tegoroczne wpływy MOS-u nie pokryją kosztów planowanych przedsięwzięć, dlatego muszę ograniczać wydatki - wylicza dyrektor MOS-u. Dwa tygodnie temu Iwona Kempa wraz z dyrektorem TJS Krzysztofem Orzechowskim zwrócili się z prośbą do urzędu marszałkowskiego o zwiększenie wsparcia na przyszły rok dla Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Optymalna suma to 500 tys. zł. - Odpowiedź mamy otrzymać najwcześniej w lipcu - mówi Kempa. - Nie liczę na sumę, która całkowicie pokryłaby wydatki na działalność artystyczną, ale chciałabym, aby choć w niewielkim stopniu poprawiła naszą sytuację i uniezależniła plany od zmiennych wpływów do kasy - dodaje. - Proszę pamiętać, że bardzo wiele naszych wydarzeń jest darmowych - cała działalność w ramach sztuk wizualnych, edukacji i arte­terapii jest bezpłatna, a bilety do naszego kina kosztują tylko 8 złotych.

Radzą sobie jak mogą

Podobne dylematy przeżywa również mieszcząca się obok MOS-u Arteteka, oddział Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej. W założeniu ma to być nowoczesne centrum multimedialne, w którym znajdziemy komiksy, filmy, płyty CD, e-booki i gry wideo. Wsparcie z urzędu marszałkowskiego oraz z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie wystarcza jednak na zakup poważnej kolekcji. Dlatego biblioteka rozgląda się za darczyńcami, którzy przekazują dzieła za darmo. Dzięki temu udało się m.in. zbudować atrakcyjną kolekcję komiksów. Jerzy Woźniakiewicz, dyrektor Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej podkreśla, że nie załamuje rąk i stara się kompletować zbiory. - Budżet, którym rozporządzam, muszę dzielić sprawiedliwie na wszystkie potrzeby naszych oddziałów - dodaje Woźniakiewicz. Dlatego w Artetece nie posłuchamy na przykład wielu znakomitych płyt z gatunku muzyki rockowej, pokazujących jej ewolucję na przestrzeni lat. Dyrektor przekonuje jednak, że w zbiorach odnajdziemy najważniejszych muzyków. Uboga jest także kolekcja filmów. Brakuje przede wszystkim klasycznych dzieł, zaliczanych do kanonu światowej kinematografii. - Skupiamy się raczej na kupowaniu filmowych nowości, kolekcjonowaniem klasyki zajmują się inne placówki - mówi nam Woźniakiewicz. Czy jest szansa na większe wsparcie? Jacek Krupa tłumaczy, że budżet urzędu marszałkowskiego także jest ograniczony i zależny od poziomu rozwoju gospodarczego województwa. - Jeżeli ten wzrośnie, będziemy mogli zwiększać wsparcie finansowe dla po­sz­czególnych instytucji - mówi Krupa. - Nie przewiduję jednak, by tak się stało. Wspieramy podlegające nam podmioty na tyle, na ile możemy.

Urszula Wolak
Dziennik Polska
5 czerwca 2014

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia