Tu nie będzie rewolucji

"Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" - reż. Monika Strzępka - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Kiedyś kojarzeni z głosem radykalnego sprzeciwu, dziś, po wyemitowaniu swojego serialu w telewizji publicznej, bywają oskarżani o konformizm. "nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!" duetu Strzępka-Demirski wciąż jednak budzi żywe emocje, widownia Sceny Kameralnej Teatru Starego w Krakowie pozostaje pełna, zaś zakończenie sztuki wzmaga owacje na stojąco.

Brawurowe aktorstwo z pewnością jest jedną z przyczyn tego sukcesu. W mojej pamięci szczególnie utrwalili się: Dorota Segda czerpiąca z konwencji oświeceniowych komedyjek, gdy świergoce swe kwestie w sukni z epoki, Marcin Czernik i Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, dwa silne sceniczne charaktery, w których gestii leżało odegranie najważniejszej chyba sceny i przede wszystkim znakomity Juliusz Chrząstowski, który jako ślepy Orcio "widzi ze spuszczonymi powiekami". Właśnie ta ostatnia trójka wymienionych utrzymała bezpośrednie powiązanie sptekaklu z utworem Zygmunta Krasińskiego pod tytułem "Nie-Boska komedia". Strzępka i Demirski inspirując się romantycznym dramatem zabrali z niego wyłącznie to, co było im potrzebne: rewolucję. A właściwie pytanie o nią. Czy jest możliwa? Znamienne wydaje się porównanie, które padło na scenie, że z rewolucją to jak z dzieckiem. Nigdy nie ma na nie pory, a jednak dzieje się. Rodzi.

Spoglądamy później jeszcze raz na mroczną przestrzeń wykreowaną przez Michała Korchowieca, na drewnianą wieżyczkę jakby wyciągniętą z obozu zagłady, na osławioną przez Czesława Miłosza karuzelę – tę, która stała niedaleko getta – być może spod podłogi wyjdzie akurat bogaty Żyd (Szymon Czacki) lub turystka z Izraela, ochrzczona gorzkim mianem Auschwitz Tour (Małgorzata Zawadzka). To tutaj Orcio Krasińskiego zapowiada dwudziestowieczne katastrofy, które ujrzał oczyma duszy, tutaj też potomkini wyemancypowanych chłopów (Marta Ojrzyńska) przeklina swój los kserokopistki. Wszystko to niesie przekaz skrajnie negatywny. Awans społeczny nie jest możliwy, nawet jeśli dumny z robotniczego pochodzenia ojciec młodej urzędniczki (Radomir Rospondek) twierdzi inaczej, nawet jeśli krew przeleje się zgodnie z przepowiedniami ślepego (jak nakazuje tradycja) proroka.

Strzępka i Demirski zdają się wsadzać kij w mrowisko oskarżając Polaków, w tym Krasińśkiego, o antysemityzm, pozornie jednak. Mowa bowiem o podziale klasowym, który sięga daleko ponad ten narodowy czy tzw. "rasowy" (w cudzysłowie, ponieważ posługiwanie się kategorią rasy od dłuższego czasu nie posiada uzasadnienia w nauce). Wiele mówi kwestia, w której Przechrzty wytykają Rotschildowi, że żaden z niego Żyd, lecz zwykła arystokracja. To walka klas jest motywem przewodnim tego spektaklu. Być może nawet jest on przypomnieniem, że nie uległa jeszcze owa walka zakończeniu, że wciąż trwa i że, jak co jakiś czas słyszy publiczność, wszystko jest proste, nic skomplikowane.

Nowa "nie-boska komedia", tym razem pozbawiona świętości (brak wielkiej litery w słowie "boska"), emanuje aurą nadchodzącej klęski i do szpiku przeszywa uczuciem przerażenia. Wściekły, zagrzewający do działania okrzyk "Wszystkim nam, kurwa, nie wciśniecie prozacu" konkuruje z przemową o istocie demokracji – przemocy. Trudno pisać o tym przedstawieniu, nie tylko dlatego, że w czasie trzech, prawie czterech godzin musi wydarzyć się dużo, ale też dlatego, że wydarzyło się tam nad wyraz dużo. Było chaotycznie i interesująco, a przyjrzenie się jednemu epizodowi, zepchnęłoby na dalszy plan wiele innych, równie istotnych scen i postaci. Z pewnością dotyka "nie-boska..." palących kwestii, które nie zdezaktualizowały się od czasu premiery.

Pytanie tylko, czy nie robi tego nazbyt powierzchownie?

Natalia Rojek
Dziennik Teatralny Kraków
8 maja 2017
Portrety
Monika Strzępka

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia