Tygrysice menopauzy

Kobiety nie stają się przezroczyste wraz z wiekiem

Już około 2500 spektakli zagranych w Polsce i na świecie. Przy pełnych widowniach. A gdy Elżbieta Jodłowska wpadła na pomysł napisania sztuki „Klimakterium... i już!", pukano się w głowę i odsyłano ją z kwitkiem. Film „Tygrysice menopauzy" Henryka Dederki przybliża drogę tego teatralnego fenomenu, przede wszystkim portretuje jego energiczne sprawczynie. Nie, po osiągnięciu „pewnego wieku", kobieta wcale przezroczysta się nie staje. Przeciwnie!

"Tygrysice menopauzy" na Krakowskim Festiwalu Filmowym.

- Henryk Dederko w swoim nowym filmie portretuje autorki i aktorki rozchwytywanego spektaklu teatralnego „Klimakterium... i już!"
- Dokument udowadnia, że kobiety w pewnym wieku mają nam do powiedzenia i przekazania znacznie więcej niż mogłoby się to wydawać
- Film i sztuka mogą wywoływać niekontrolowane wybuchy śmiechu, bawią, ale i przywracają godność starości i uczą rozmowy o tematach „wstydliwych", a przecież nieodłącznie związanych z życiem

Mówiono, że są za grube i za stare

„Jak można o fizjologii przez dwie godziny śpiewać, tańczyć, prawdę mówić" – zastanawia się w pierwszych scenach filmu „Tygrysice menopauzy" Elżbieta Jodłowska, autorka sztuki „Klimakterium... i już!", a także jej główna aktorka. Bo przecież są słowa, określenia, terminy, których... nie wypada wypowiadać. Zbyt dosłowne. Medyczne. Tak prosto ze sceny? Do widzów. Wśród zmarszczek i zbędnych kilogramów, podbródków i skóry? Jak to? „Nikt sobie specjalnie tego nie wyobrażał. A ja wymyśliłam, że właśnie taki temat zrobię, bo wiedziałam dokładnie, czego chcę". Z gotowym tekstem artystka chodziła od teatru do teatru. Wszyscy odsyłali ją z kwitkiem. „Dlatego postanowiliśmy to wyprodukować sami. I te osoby, które nie zdecydowały się na to – żałują" – nie bez cienia satysfakcji przyznaje przed kamerą, a my chcemy jej bić brawa! Za pracę zabrała się razem z mężem. Dziś cieszy się widowiskiem, na które bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Powstała nawet druga część.

Elżbiecie Jodłowskiej można pozazdrościć nie tylko uporu i pomysłowości, świetnego pióra i ucha do dialogów, piosenek, ale też energii. Nie zawsze, jak przyznaje w filmie, w siebie wierzyła. Pracę nad sztuką rozpoczęła w czasie, gdy zdiagnozowano u niej nowotwór. Musiała poddać się leczeniu i... przestać w siebie wątpić. Rezultat przerósł chyba jej najśmielsze oczekiwania. Przez spektakl przewinęły się najwspanialsze aktorki naszego teatru i kina – kiedyś młode i rozchwytywane przez reżyserów, potem, jakże niesprawiedliwie (czego sztuka i film dobitnie dowodzą) zapomniane. Jest wśród nich m.in. Krystyna Sienkiewicz – u Henryka Dederki widzimy ją po raz ostatni na ekranie. Są też Ewa Złotowska, Elżbieta Okupska i wiele, wiele innych.

„Żyjemy w kulcie młodości i jeszcze 12 lat temu nie dawaliśmy prawa do starości" – zauważa w pierwszych scenach „Tygrysic menopauzy" Ewa Cichocka. „Mówi się o tym, że kobieta w pewnym wieku staje się przezroczysta. I to jest spektakl, który się na to nie zgadza, który daje kobietom prawo do tego, żeby były ważne w każdym momencie swojego życia". Decyzję o udziale w sztuce aktorka podjęła natychmiast po tym, gdy zobaczyła ją po raz pierwszy. Żadna chyba długo się nie zastanawiała, a wiele z nich ma za sobą dość gorzkie doświadczenia i nieprzyjemne rozmowy z dyrektorami teatrów: że za grube, za stare na scenę. Nieprawda!

Henryk Dederko z Elżbietą Jodłowską i jej zmieniającą się barwną trupą – część aktorek występuje regularnie, inne pojawiają się gościnnie – jeździł przez pięć lat. Mógł w tym czasie zbliżyć się do swoich bohaterek i ich pracy, życiowych wątpliwości, trosk. I chociaż wszystkie klimakterium mają dawno za sobą, każda z nich udziela młodszym wyjątkowo cennej lekcji. W trakcie prowadzonego przez Krzysztofa Spóra spotkania po wirtualnym seansie na 60. Krakowskim Festiwalu Filmowym Elżbieta Jodłowska podkreślała, że „życie jest piękne w tym momencie", ale i że „świadomość tych lat nie może dogonić tego, co dzieje się z ciałem". Wszystkich nas to czeka – przemijanie, męskie i damskie przekwitanie. I co z tego? „Tygrysice menopauzy", a zarazem „Klimakterium... i już!" – przypominają, że starzenie się nie oznacza szarości i smutku, i nawet do tych trudniejszych chwil i słabości ciała można podejść z humorem i dystansem. Z tupetem. Sami decydujemy o tym, jak to wszystko wyglądać będzie, jak będziemy odbierani. Nawet jeżeli trzeba nam połykać dziennie po kilkanaście tabletek na takie czy inne dolegliwości.

Film Henryka Dederki jest bardzo klasyczny w formie – to po prostu rozmowy z aktorkami, w teatrze i w domu. Ich dyskretna obserwacja za kulisami i na scenie. Więcej jednak nie potrzeba – to one i ich osobowości dają tej opowieści skrzydła. „Tygrysice menopauzy" mogą wywoływać niekontrolowane wybuchy śmiechu, bawią, śmieszą, a przede wszystkim uczą rozmowy o tematach, których jakoś się wstydzimy, boimy. Nie tylko przywracają godność starości, ale i pokazują jej olbrzymią siłę.

__

"Tygrysice menopauzy" - reż. Henryk Dederko - Kolektyw Film, Polski Instytut Sztuki Filmowej

Dagmara Romanowska
Onet.Kultura
15 czerwca 2020

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia