Tylko tyle i aż tyle

"Bóg mordu" - reż: Henryk Adamek - Teatr Śląski w Katowicach

Podczas "Boga Mordu" na widowni co kilka minut wybucha gromki śmiech przeplatany chichotaniem i dławieniem. Bo - i owszem - na pierwszym poziomie odczytania sztuka Yasminy Rezy to zabawna opowiastka o konflikcie dwóch małżeństw

Oto do mieszkania Veronique (Barbara Lubos) i Michela (Andrzej Warcaba) przychodzą Anette (Violetta Smolińska) i Alain (Grzegorz Przybył), by porozmawiać o z pozoru niewinnej bójce ich dzieci, w której syn gospodarzy stracił ząb. Od słowa do słowa ugrzeczniona, napęczniała konwenansami rozmowa staje się brutalną , psychologiczną walką, w której każdy jest każdemu wrogiem. Niczym trupy z szafy pojawiają się kolejne problemy, zatuszowane błędy i nieświadome przewinienia – nikt nie jest bez grzechu i nikt nie wydaje się być skruszony. Rozmowa prowadzona „dla dobra dzieci” staje się jedynie pretekstem do gniewnego i pełnego żalu rozliczenia się bohaterów z samym sobą, partnerem, przeszłością i teraźniejszością.

Veronique, wrażliwa i nieco naiwna artystka, wzbudza chyba najwięcej sympatii ze wszystkich postaci, bo jako jedyna (co z resztą zostaje podkreślone w tekście dramatu) w coś wierzy. Jej zaangażowanie w kwestie afrykańskie i ufność, jaką pokłada w wartości moralne i duchowe nie działa jednak kojąco na zaogniający się konflikt domowy. Pacyfistka Veronique jest przysłowiową płachtą na byka dla pozostałych bohaterów, a jej dążenie do sprawiedliwości okazuje się być niemożliwe do zrealizowania i puste w środku.

Pusty w środku wydaje się być też mąż Veronique - Michel, człowiek z pozoru skromny i nieszkodliwy. Po kilku kieliszkach rumu mężczyzna przestaje się krygować i pokazuje swoją prawdziwą naturę choleryka, agresywnego i bezmyślnego gbura, któremu zależy tylko na sobie i „świętym spokoju”.

Do tego samego, choć innymi środkami, dąży Alain, bezwzględny biznesmen. Żyjąca w jego cieniu Anette, poukładana i posłuszna, wydaje się być postacią bezbarwną i niepotrzebną.

Starcie czterech różnych osobowości, wiar, światopoglądów tworzy ironiczną opowieść o dobru i złu , o granicy kultury i o tym, co znajduje się poza tą granicą. Spektakl, który na początku śmieszy, wraz z upływem czasu zaczyna przerażać i zasmucać, tym bardziej, że po zerwaniu ugrzecznionych masek w bohaterach dramatu Rezy odnajdujemy odbicia własnych błędów i wad, których na co dzień nie zauważamy. Tak głęboki, niepokojący przekaz spektaklu jest oczywistą zasługą reżysera Henryka Adamka, który zdołał odnaleźć wszystkie zasugerowane przez Rezę niuanse i gry słowne. Adamek nie dał się porwać przytłaczającej współczesny teatr (a bardzo lubianej przez publiczność) fali farsowości i postanowił odnaleźć w „Bogu mordu” ukryte, uniwersalne znaczenia. Drugim ogromnym atutem przedstawienia jest jego doskonała obsada: Grzegorz Przybył, profesjonalny i porywający w każdej swej roli, Violetta Smolińska, która wielokrotnie zaskakuje widzów odważną grą i Andrzej Warcaba, podgrzewający temperaturę spektaklu do granic wrzenia. Nawet Barbara Lubos, egzaltowana w każdej swojej roli, wypada nader dobrze, a rola Veronique jest jakby napisana specjalnie dla niej.

Spektakl Adamka przekonuje, że można robić dobry - a nawet bardzo dobry - teatr bez fajerwerków, zapadek na środku sceny i sztucznego deszczu. Wystarczy świetny dramat, pierwszorzędni aktorzy i reżyser-wizjoner. Tylko tyle i aż tyle.

Katarzyna Bojić
Dziennik Teatralny Katowice
23 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia