Tyrania i skrucha w plastycznym wydaniu

„Opowieść Zimowa" – reż. Marcin Hycnar – Teatr Narodowy w Warszawie

Na scenie Teatru Narodowego wszystko opowiada „Opowieść Zimową". Od plastyki wyjątkowej scenografii, efektów specjalnych, ciekawych rozwiązań reżyserskich po pełnię artystycznego aktorskiego wyrazu. Historia tyranii spod pióra Shakespeare opowiedziana w niebanalny i odważny sposób jest urzekająca w swoim estetycznym charakterze. Reżyser wymyka się standardowym i szablonowym środkom oferując wielowarstwową historię, która może być opowieścią tak dawną, jak i współczesną.

To, co uwodzi widza w pierwszych minutach spektaklu to forma inscenizacji. Wyjątkowa scenografia Martyny Kander zaskakuje i wzbudza podziw. Reżyser sięgając po mnogie możliwości techniczne sceny podkreśla wyraz artystyczny sztuki i nadaje jej świeżości. Możemy zatem obserwować scenę ruchomą, dwupoziomową (gdzie jednocześnie śledzimy losy bohaterów na dwóch planach), interesujące w fakturze tło, wkomponowane materiały wideo, ale też ciekawe ustawienia światła i czerń, która otaczając całą scenę nadaje głębi, wciągając widza w przestrzeń wydarzeń. Scenografia zdecydowanie nie jest tu tłem, ale jest głosem. Dlatego też scena bardzo sugestywnie zmienia swój charakter, gdy zmienia się charakter budowanej opowieści.

Tak też pierwsza część spektaklu zdecydowanie różni się od drugiej. Początkowo wkraczamy w surowość opowieści. Świat przedstawiony jest sztywny, kontrastowy i dosłownie czarno-biały. Bohaterowie stoją na szachownicy, ubrani po jednej stronie w czarne stroje, po drugiej – w białe. Szach mat wykonuje król Leontes, który, podyktowany wyobrażeniem romansu między swoją żoną a zaprzyjaźnionym królem Czech sprowadza na nich karę fatalną w skutkach. To dramat człowieka, który poddając się swojemu urojeniu niszczy wszystko, co zbudował, a rozumiejąc swoja winę nie potrafi jej zadośćuczynić. To dramat wszystkich bohaterów, którzy nijak mogą wpłynąć na bieg wydarzeń, bezradni wobec selektywnego postrzegania króla skupiającego się jedynie na faktach potwierdzających jego urojenia. To historia tyranii, która miała swój niewinny początek w podejrzeniu, a brzemienna w śmiertelnych skutkach. To wreszcie prawda uniwersalna, którą z pewnością i dziś możemy obserwować.

Druga część spektaklu gubi czerń i biel. Mnogość barw, mnogość stylów artystycznych i nawiązań wprowadza często humorystyczny klimat do opowieści. Fantazja reżysera zdaje się nie miała granic racząc nas kawałkiem musicalu, elementami opery, postaciami z filmów i popkultury, czy popularnymi piosenkami. Odniesienia do współczesności, kontynuacja opowieści, wręcz tłum na scenie brutalnie zaburza ład, który początkowo się zaznaczył. To na pewno nie łatwe zadanie dla występujących aktorów, to zdecydowanie niełatwe dla widza, aby uchwycić sens tak różnej kontynuacji. Czy to przerost formy nad treścią? Chociaż cyganeria drugiej części wprowadza oddech po ciężkim początku i bawi publiczność, to równocześnie wprowadza zagubienie. Niewykluczone, że obserwujemy zamęt i obłęd w innej, szerszej postaci. Mary i złudy króla rozsiewają się o wiele dalej niż ich początki zarażając dalsze pokolenia. Ten miszmasz opowieści z cierpiącym w tle królem wprowadza też zmęt w ocenie rzeczywistości. Czy należy żałować twórcę tej katastrofy, pierwotnego tyrana bez litości? Czy warto wybaczyć, gdy skrucha jest tak ewidentna, a cierpienie nieznośne? Tak właśnie pozbawiona jest bieli i czerni druga część spektaklu. Tu nic nie jest jednoznaczne.
Ekscytujący koniec, to znowu piękny rysunek artystyczny. Czerwień i gęsty dym na scenie to istny żar emocjonalny. Triumf i nadzieja zwiastują nowy początek.

Ciekawa wizja Marcina Hycnara zdecydowanie zasługuje na uwagę, trudno pozostać obojętnym na to dzieło. To spektakl, który pozwala się czytać na różnych poziomach dając przestrzeń na refleksje i uśmiech. Fantazja oraz inteligencja znalazły swoje odzwierciedlanie w formie i świetnie poprowadzonym zespole. Uwagę przykuwają zwłaszcza dwie kobiece kreacje – królowej Hermiony (Patrycja Soliman ) i Pauliny (Justyna Kowalska). Siła i charyzma sceniczna którą roztaczają są nieprzeciętne.

Wracając do finezji obrazu uznanie ponownie należy się Martynie Kander za kostiumy. Pewien rodzaj szlachetności kostiumu, jego drobiazgowe dopracowanie, jakie można obserwować podczas spektaklu dodatkowo cieszyły oko i oddawały klimat opowieści. Z pewnością było to zadanie niełatwe przy tak rozbudowanym zespole aktorskim, ale bardzo ciekawe w rezultacie.

„Opowieść Zimowa" Marcina Hycnara to sztuka wyjątkowo bogata w swoim wyrazie, odważna i finezyjna propozycja dla entuzjastów ważnej treści w estetycznym wydaniu.

Olga Jakubiec
Dziennik Teatralny Warszawa
30 grudnia 2019
Portrety
Marcin Hycnar

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia