Uchwycić poezję ruchu

"Heroiny! Rozmowy o operze, ludziach i życiu" - aut. Alan Misiewicz - Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego

Czternaście rozmów o operze, ludziach i życiu. „Heroiny!" to pisarski debiut – Alana Misiewicza, młodego dziennikarza, który ma świetne ucho do potocznego języka, do inscenizowania pozornie przypadkowej paplaniny, która mimochodem zarysowuje tło obyczajowe. Z charakterystyczną dla wszystkich rozmów dociekliwością i nie bez czułości odkrywa przed nami świat Opery Śląskiej.

Świat jakiego nie znamy, o którym mówi się, że już go nie ma. O jakim świecie mowa? O świecie artystów lwowskiej bohemy, którzy na czele z Adamem Didurem, tuż po wojnie próbowali organizować w Katowicach – Operę. W kamienicy przy ul. Karola Miarki 20 zamieszkało wówczas kilkanaście rodzin, których losy związały się na całe życie z Operą, później już – bytomską. Na bytomskim podwórku wspólnie wychowywało się następne pokolenie związanych ze śląską kulturą postaci – choćby Janusz Wenz (syn chórzystów) czy Marek Brzeźniak, który w wywiadzie przyznaje: „Opera Śląska oparta na przedwojennych tradycjach polskich – poniosła w świat pamięć o lwowianach. Marzyłem aby dodać jej lat lwowskich. Miałby dzisiaj, w 2016 roku – 244 lata." To świat, który Misiewcz odkrywa w swych rozmowach, z perspektywy dorosłych dzisiaj – dzieci, żywe obrazy tworzą wspomnienia ich rodziców i dziadków, wspomnienia zabaw na trzepaku i budzącego przestrach podziwu, jaką wśród ówczesnych dzieci musiały budzić charyzmatyczne osobowości tamtych lat– Bolesława Fotygo-Folańskiego czy Krystyny Szczepańskiej. „„Tęsknota" to właściwe słowo. Rodzice non stop porównywali rzeczywistość aktualną z przeszłą.(...) Lwów w ich opowieściach rozkwitał magnoliami, tamtejsze kościoły były piękne jak primabaleriny, a wody czyste jak w Edenie" – czytamy w wywiadzie z Januszem Wenzem, z którym rozmowa otwiera „Heroiny. Rozmowy o operze, ludziach i życiu".

Jedną z ciekawszych grup wywiadów u Misiewicza stanowią rozmowy z wybitnymi tenorami, którzy czasem na krótko (jak Wiesław Ochmann, tylko na trzy lata), a czasem na dziesięciolecia jak np. Bolesław Pawlus związali się zawodowo z Operą Śląską. Wywiad z tym ostatnim to redakcyjny majstersztyk – wywiad będący wzorcowym komediodramatem, w którym autorowi udało się doskonale wyważyć proporcje powagi i humoru: Pawlus opowiada w nim na przykład, jak próbowano go zatrzymać w Operze przywilejami – mieszkaniem w wilii Chruszczowa, które odrzucił na rzecz pokojów w kamienicy w budynku Opery - z pianinem i telefonem oraz pensją dwa razy wyższą niż proponowano mu w Krakowie. Z tej rozmowy wyłania się świat ludzi, którzy doskonale zdają sobie sprawę z talentów z jakimi obcują – choćby postać samego wielkiego Karola Stryji, który miał nosa do artystów, a także zderzenia zwykłych człowieczych losów z wielką historią: perełką jest anegdotka, w której Pawlus przyznaje się do (jedynego w karierze) przerwania spektaklu. Był to szczególny dzień, postanowił złamać reguły teatru by oznajmić publiczności, że na Placu św. Piotra w Rzymie postrzelono papieża. „Tak głośnego „Ojcze Nasz" nigdy i nigdzie nie słyszałem jak wtedy w Operze Bytomskiej" - wspomina. Drugi z wielkich tenorów – Wiesław Ochman, bez ceregieli przyznaje, że „Opera Śląska to taka bombonierka, w której każdy, dosłownie każdy śpiewak, mógł znaleźć coś dla siebie cennego.

To rodzaj akademii muzycznej z fenomenalnie zorganizowaną pracą", stawiając ją niemal na równi z innymi instytucjami tamtych czasów, w których występował: Operą Hamburską a nawet z Metropolitan Opera. Do Bytomia zresztą powrócił – tym razem by wyreżyserować „Don Giovanniego".

Postawa młodego dziennikarza nie ma w sobie nic z naiwnego optymizmu ani desperackiej potrzeby zaklinania rzeczywistości. Autor pozwala mówić swoim rozmówcom uczciwie, nie piętnując ich postaw (jak w wywiadzie z Magdą Hiolski o jej słynnym ojcu Andrzeju, czy w wywiadzie z Romualdem Tesarowiczem) i choć sami o sobie mówią wytykając swoje słabości, wpadając nieraz w pułapkę nadekspresji i obśmiewając wszechobecną co dzień hipokryzję, to wywiady te udowadniają nam jednocześnie, że – czasem niespodziewanie dla samych siebie – bywamy też zdolni do wzniosłości.

Próbą szerszego zrozumienia jak funkcjonuje teatr operowy (bo to nie tylko opera, ale także – balet, i to balet, którego poziomem możemy się na Śląsku szczycić) jest grupa wywiadów z tancerzami. A te Misiewiczowi udały się szczególnie – z Henrykiem Konwińskim, Elżbietą Rymwid-Mickiewicz czy Aleksandrą Kozimalą-Kliś. Te rozmowy to fantastyczna podróż po sztuce baletu, motywach, obsesjach, lękach i pragnieniach organizujących wyobraźnię artystów, zaklętych w prostej formie: codziennego życia – mnóstwo tu wspomnień i sentymentalnych świadectw, z rzadka wyrażanych specjalistyczną nowomową. Misiewicz uchwycił w nich poezję ruchu: ciało wpisane w reportażową formę.

Książka może wydać się komuś nieco zbyt mocno zanurzona w przeszłości, co jest sprawką bezpretensjonalnego wyznania wiary w kreacyjną moc wspomnień – na szczególną uwagę zasługuje tu fantastyczny, najeżony ciekawostkami i archiwalnymi materiałami z epoki wywiad z Marianną Mirochą. Finałowe wywiady, poruszają także temat opery mocno osadzony już w czasach XXI wieku, co odsłania kolejny redaktorski atut autora – umiejętność podpatrywania swoich bohaterów zarówno w momentach siły, jak i słabości, dzięki czemu bardzo szybko zaczynamy czuć się pomiędzy rozmówcam, i jak w między swoimi (rozczulający wywiad z Beatrycze Widerą). Nie zabrakło także wywiadów z dyrygentami – Tadeuszem Serafinem czy Krzysztofem Dziewięckim, którymi fantastycznie odwraca fabularny wektor książki. Autor pokazuje w nich jak zarządzanie kulturą stało się we współczesnej rzeczywistości narzędziem sublimacji najróżniejszych potrzeb – ideowych, społecznych, artystycznych, finansowych, a jej mrocznym rewersem jest niestety zanik empatii – w mikro i makroskali. Ale robi to poza dyskursem obecnych rozgrywek kadrowych.

Ułożona z pomysłem w jedną całość książka (skonstruowana na podstawie osobnych wywiadów wydanych przez katowicka Gazetę Wyborczą) pozwala przenieść nam się w czasie i zobaczyć jak ciekawym kulturowo miejscem był niegdyś Bytom. Czas miniony zostaje na chwilę przywrócony teraźniejszości. Trudno o większy hołd dla miejsca, w którym się żyje.

Alexandra Kozowicz
Dziennik Teatralny Katowice
28 marca 2018

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...