Uczłowieczeni kochankowie

27. Festiwal Szekspirowski w Gdańsku

Romeo i Julia stali się maskotkami zakochanych i tych, którzy do zakochania pretendują, którzy o zakochaniu marzą. Są jak pocztówki kupowane na wycieczkach. Są bohaterami popkultury. A jakby tak spojrzeć na nich inaczej? Bardziej po ludzku?

Zrobił to Michał Siegoczyński pisząc na nowo historię najsłynniejszej pary kochanków w spektaklu "Romeo i Julia is not dead". Posługując się popkulturowymi kliszami stara się odtworzyć losy Romea i Julii, przeniknąć w przyszłość, odpuścić sobie poniesioną przez nich ofiarę i z tragedii uczynić slapstikową komedię, w której drzemie drugie dno mocno podszyte realizmem. Tym, co jest w tej historii tragiczne, jest codzienność, z którą muszą się borykać główni bohaterowie. To codzienność ich zabija, a nie wielka romantyczna miłość.

Michał Siegoczyński stworzył tekst lekko zarysowując tylko główne wątki, dorzucając za to wiele elementów współczesnych na czele z wulgaryzmami (niestety). Konstrukcja zdań i sposób ich artykulacji mocno mi przypominają wczesną Masłowską, co w tej konwencji się całkiem dobrze sprawdza, ale nadmiar wulgaryzmów trochę psuje ogólne wrażenie.

Niemniej bohaterowie mówią językiem charakterystycznym dla pewnych środowisk, w których przedstawicieli wcielają się poszczególne postaci. Reżyser nie tworzy tradycyjnej chronologicznie opowiadanej historii, ale żongluje wątkami, które zmieniają się jak w kalejdoskopie, rozkłada je na części pierwsze, aby widz mógł je ponownie składać. Do tego mocno korzysta z popkultury. Czego tu nie ma - ojciec Julii niczym Al Capone, gangster wszech czasów. Julia wystylizowana na Madonnę z teledysku Material Girl i dokładnie odtworzone sceny z tego teledysku. Tybalt niczym raper w futrze, dresie i złotych łańcuchach i Merkucjo w nazistowskim mundurze. Wszystko to tworzy szaloną mieszankę, której akcja toczy się w nowobogackim domu rodziców Julii.

Ale w tej historii o wielkiej miłości czuje się niedosyt miłości. Nie ma jej między rodzicami Julii. Matka wyszła za ojca dla pieniędzy, a do tego ma młodych kochanków. Matka Romea wpada w alkoholizm po śmierci męża. Tybalt się kłóci z żoną, a Romeo i Julia trafiają na kanapę psychoterapeutki. I ostatecznie się rozwodzą.

Historia opowiedziana przez Siegoczyńkiego odziera z romantyzmu uczucie opisane przez Szekspira jako idealne. Bo idelanych związków nie ma. Bo każdy niesie swój krzyż (Jezus z krzyżem pojawia się zresztą w jednej ze scen. Mocno przypomina Roberta de Niro z Misji).

Justyna Elminowska stworzyła w spektaklu ciekawą scenografię, która za pomocą kilku elementów jak łóżko, kanapa czy łazienka i oczywiście balkon, przenosi nas do różnych pomieszczeń. Sylwestra Krupińskiego należy pochwalic za kostiumy, ponieważ pieczołowicie odtworzył popkulturowe stylizacje ubierając każdego z bohaterów w kilka strojów. Jest nawet Matka Boska z aureolą niczym z figurek kupowanych w sklepach z dewocjonaliami.

Ale najważniejsze jest nie to, co powierzchowne (celowo), ale to, co bohaterowie skrywają pod maskami. Monologi ojca Julii, jej matki porzuconej przez kochanka, Matki Boskiej czy w końcu Romea i Julii, sięgają głęboko do ich emocji, pokazują ich uczłowieczonych, odbierają im przedmiotowość i z maskotek popkultury czynią ich ludźmi w najbardziej ludzkiej postaci.

Siódmego dnia festiwalu można było także obejrzeć spektakl "Chcę przespać ten jałowy czas, kiedy nie ma jej przy mnie" w reżyserii Klaudii Hartung-Wójciak. To soap-operowy performance zwierzeń na trzy głosy i trzy ciała powierniczek, inspirowany Antoniuszem i Kleopatrą, Otellem oraz Romeo i Julią Williama Shakespeare'a. Szekspirowskie powiernice wysłuchują sekretów, chronią tajemnic, doradzają, przeżywają nie-swoje miłości, popełniają błędy. Pozostają samotne lub umierają jako drugie. Najciekawszym elementem są w nim partie wokalne śpiewane operowym głosem przez aktorki. No i piękna czewona róża, która jest zbyt głośno podciągana do góry przez teatralną machinerię. A, i jeszcze dużo dymu.

To tyle.  
__

"Chcę przespać ten jałowy czas kiedy nie ma jej przy mnie" - reż. Klaudia Hartung-Wójciak - Teatr Wybrzeże w Gdańsku
"Romeo i Julia is not dead" - reż. Michał Siegoczyński - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
2 sierpnia 2023

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia