Uczona w operze

"Madame Curie" - reż. Marek Weiss - Państwowa Opera Bałtycka w Gdańsku

Niewiedza na temat Marii Skłodowskiej-Curie w Polsce jest zawstydzająca. W cyklu "Z kamerą wśród oper", zaprezentowanym w siedzibie Narodowego Instytutu Audiowizualnego (NInA), pokazano pięć sfilmowanych przedstawień. Wszystkie zostały wystawione w Polsce w ostatnich latach i zarejestrowane przy udziale NInA. Serię rozpoczęła "Madame Curie" Elżbiety Sikory. Po projekcji odbyło się spotkanie z kompozytorką i odtwórczynią roli tytułowej - Anną Mikołajczyk.

Wątpiąca i kochająca

Elżbieta Sikora sześć lat zastanawiała się nad wyborem bohaterki opery, którą zamierzała skomponować. Marię Skłodowską-Curie podpowiedziała jej przyjaciółka, naukowiec fizyk, obecna na pokazie. Podzieliła się wrażeniem, że przyjęta w libretcie proporcja życia prywatnego Skłodowskiej do jej osiągnięć naukowych jest właściwa. Podkreśliła, że romans dwukrotnej noblistki z Paulem Langevinem był przede wszystkim związkiem dwojga wybitnych uczonych. Równanie Langevina jest do dziś doceniane przez fizyków.

- Szukałam silnej, o wyrazistym charakterze kobiety, która dokonała czegoś o znaczeniu światowym i była bliska w czasie współczesnemu człowiekowi - opowiadała Elżbieta Sikora. - Skłodowska idealnie odpowiadała mojemu wyobrażeniu. Założeniem dzieła było ukazanie wielkiej uczonej jako osoby pełnej pasji i namiętności. Zdecydowanej, lecz także targanej wątpliwościami. Poświęcającej się bez granic pracy, ale również kochającej.

Z pierwszą lokatą

Maria Skłodowska-Curie (1867-1934) urodziła się w Warszawie, o czym przypominały billboardy w 2011 r., ogłoszonym przez UNESCO i ONZ Międzynarodowym Rokiem Chemii oraz Rokiem Marii Skłodowskiej-Curie z okazji setnej rocznicy przyznania jej Nagrody Nobla.

Tak samo jak Chopin, Skłodowska była związana z Warszawą i Paryżem. Przez całe życie pisała dzienniki, dzięki którym można poznać jej przemyślenia i wydarzenia dotyczące życia osobistego. Na studia do Paryża pojechała pociągiem w najtańszej klasie, spędzając podróż na własnym stołeczku w korytarzu. Na początku zatrzymała się u siostry i szwagra. Siostra Bronisława Dłuska skończyła wcześniej na Sorbonie medycynę. Najpierw Maria, pracując jako nauczycielka domowa w majątku w Polsce, pomagała finansowo studiującej Bronisławie, a potem Dłuscy zaopiekowali się Marią w Paryżu. Po kilku miesiącach przeprowadziła się do studenckiego pokoju w dzielnicy uniwersyteckiej, gdzie mieszkała do końca studiów. Licencjat nauk fizycznych na Wydziale Nauk Ścisłych Sorbony otrzymała z pierwszą, a licencjat nauk matematycznych z drugą lokatą.

Żona, noblistka, kochanka

Małżeństwo z Pierre'em Curie zatrzymało ją we Francji do końca życia, czego nie planowała. Ze starszym o osiem lat profesorem fizyki na Sorbonie połączyło ją wzajemne uczucie i pasja naukowa. W podróż poślubną pojechali na rowerach. Skłodowska uwielbiała ruch na świeżym powietrzu. Pływała, wiosłowała, jeździła konno. Kiedy przyjechała z mężem w Tatry - weszli na Rysy.

W pierwszych latach małżeństwa treścią ich życia było badanie promieniowania uranu, które wcześniej odkrył Henri Becquerel. Na pracownię otrzymali od Sorbony pomieszczenie po dawnym prosektorium. Miało ono szklany, nieszczelny dach. Latem było upalnie i duszno, a zimą żelazny piec nie wystarczał na ogrzanie. Spędzali tam całe dnie. Rad odkryli w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Pierwszego Nobla Skłodowska otrzymała w 1903 r. razem z mężem i Becquerelem w dziedzinie fizyki.

Po tragicznej śmierci Pierre'a Curie, który zginął pod kołami pojazdu konnego, Skłodowska wpadła w rozpacz. W zapiskach, które robiła zwracała się do męża tak, jakby on nadal żył. Przejęła po nim laboratorium i katedrę, zostając pierwszą w historii Sorbony kobietą profesorem.

Po czterdziestce, będąc matką dwóch małoletnich córek, zakochała się ze wzajemnością w Paulu Langevinie, który był żonaty i także miał dzieci. Znali się od dawna. Langevin był uczniem Pierre'a Curie. Często bywał w ich domu, tocząc z nimi dyskusje naukowe. Po śmierci Pierre'a pomagał Marii przygotowywać wykłady na Sorbonie. Był nieszczęśliwy w małżeństwie, ponieważ żona i teściowa nie rozumiały jego naukowych ambicji. Domagały się, żeby podjął lepiej płatną pracę w przemyśle. Wynajął niedaleko Sorbony małe mieszkanie, w którym spotykał się z Marią. Ona pisała do niego listy, w których namawiała go, by zostawił żonę, radziła mu nawet, jak ma postępować. Listy wykradła żona Langevina i wybuchł skandal.

Atak brukowców i zaskakujący epilog

Prasa brukowa rozpętała nagonkę na Skłodowską - "złodziejkę cudzych mężów", "przeklętą cudzoziemkę", "przedstawicielkę mieszańców, którzy wtargnęli na Sorbonę". Pisma antysemickie spekulowały, czy nie jest pochodzenia żydowskiego. Dziekan wydziału nauk ścisłych Sorbony nakłaniał ją do czasowego opuszczenia Francji. Paul Langevin wyzwał na pojedynek naczelnego jednego z pism. Na szczęście, do wymiany strzałów nie doszło.

Zanim rozbuchała się ta afera, Skłodowska odebrała ze Sztokholmu telegram, że otrzymała drugą Nagrodę Nobla, tym razem w dziedzinie chemii. Wkrótce dostała list od członka Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk, Svante Arrheniusa (też fizykochemika i noblisty), który bez ogródek napisał, że gdyby Akademia znała wcześniej treść jej listów miłosnych, nie przyznałaby jej Nobla. Sugerował też, żeby nie przyjeżdżała po odbiór nagrody, a najlepiej ogłosiła, że jej nie przyjmie, dopóki proces nie wykaże, że stawiane jej zarzuty są bezpodstawne. Oburzona Skłodowska odpisała, że nie ma żadnego związku między jej pracą naukową, a życiem prywatnym i oznajmiła, że na ceremonię wręczenia nagród przyjedzie.

Skłodowską wsparł wtedy Albert Einstein, który ją cenił i podziwiał. Rodzina Pierre'a Curie także stanęła po jej stronie. Langevin zawarł w sądzie ugodę z żoną i nie doszło do procesu. Ostatecznie wrócił do żony. Po latach życie dopisało zaskakujący epilog do związku Marii Skłodowskiej-Curie i Paula Langevina. Jej wnuczka i jego wnuk zakochali się w sobie i wzięli ślub.

Jak ostryga

Einstein przyjaźnił się ze Skłodowską ponad 20 lat, do końca jej życia. Nigdy nie przestał być jej wdzięczny za to, że zarekomendowała go na stanowisko profesora uniwersytetu w Zurychu. Na początku ich znajomości, po wspólnej wędrówce w Alpach Szwajcarskich, wyraził się, że ma ona duszę ostrygi. Nie okazywała ani bólu, ani radości, które przeżywała. Emocje było po niej widać tylko wtedy, kiedy się denerwowała. We wspomnieniu, które Einstein napisał po jej śmierci, stwierdził, że była jedyną osobą, której nie zepsuła sława.

Zafascynowana Skłodowską amerykańska dziennikarka Marie Meloney zorganizowała w USA dwie kwesty. Pierwszą na Instytut Radowy w Paryżu, drugą na bliźniaczą placówkę w Warszawie. Obie zakończyły się świetnym wynikiem. Darczyńcami były głównie kobiety amerykańskie, które Skłodowska ujęła osobowością.

Cenny dar

Maria Skłodowska-Curie zmarła na białaczkę w sanatorium w Alpach Francuskich 4 lipca 1934 r. W opinii ekspertów bardziej niż praca w laboratorium zaszkodził jej długotrwały kontakt z promieniami Roentgena. Podczas I wojny światowej jeździła na front dużym samochodem, wyposażonym w aparaturę rentgenowską i prześwietlała rannych żołnierzy. Zrobiła w tym celu prawo jazdy i sama prowadziła. Często towarzyszyła jej córka Irena. Na zdjęciach z polowych punktów prześwietleń widać, że jedyną ochroną były zwykłe fartuchy.

Bezpośrednio po śmierci została pochowana obok męża w Sceaux pod Paryżem, skąd pochodził Pierre Curie. W 1995 r. szczątki obojga przeniesiono uroczyście do paryskiego Panteonu. Maria Skłodowska-Curie jest jedyną kobietą oraz jedyną osobą nieurodzoną we Francji, która tam spoczywa. Na krypcie jest nazwisko Skłodowska, a na wejściu Madame Curie.

Zgodnie z dawnym zwyczajem francuskim, który przetrwał w niektórych kręgach we Francji do dziś, żona przyjmuje imię i nazwisko męża. Skłodowska po wyjściu za mąż przedstawiała się i podpisywała: "Madame Pierre Curie".

Nie zerwała kontaktu z Polską. Do Warszawy przyjeżdżała wielokrotnie. Położyła kamień węgielny pod budowę Instytutu Radowego w Warszawie (obecne Centrum Onkologii na Wawelskiej noszące jej imię). Kiedy przyjechała na jego otwarcie, ofiarowała placówce gram radu. Był to niezwykle cenny dar. Wyizolowanie jednej dziesiątej grama czystego radu wymagało przerobienia kilku ton tzw. smółki uranowej.

Doskonała Anna Mikołajczyk

Operę "Madame Curie" rozpoczyna czytany z offu list Svante Arrheniusa. Na proscenium wychodzi Maria, uderza pięściami w metalową kurtynę, która unosi się i odsłania orkiestrę usadowioną na scenie. Orkiestra zaczyna grać, rozpoczyna się akcja. Jedna z osób obecnych na pokazie odczytała to jako symbol pokonywania przeszkód.

Anna Mikołajczyk - Maria Sktodowska-Curie, Paweł Skatuba - Pierre Curie

Maria nie schodzi ze sceny do końca przedstawienia. Elżbieta Sikora zdradziła, że od początku komponowała tę operę z myślą o Annie Mikołajczyk. I nie zawiodła się. - Emocje, które chciałam przekazać, Ania oddała doskonale - mówiła kompozytorka.

Anna Mikołajczyk, która otrzymała za tę rolę kilka nagród, powiedziała, żęto jej pierwsza współczesna opera. Mikołajczyk, perfekcyjna wokalnie, stworzyła także kreację aktorską. Gestem, mimiką, spojrzeniami - co w sfilmowanej operze można zobaczyć - tchnęła życie w bohaterkę. W jej interpretacji Maria Skłodowska-Curie jest postacią krwistą, charyzmatyczną, od której nie można oderwać oczu.

DVD, które obejrzeliśmy francuska Academie du Disque Lyrique uhonorowała nagrodą specjalną: Orphee du Prestige Lyrique d'Europe de L'Academie du Disque Lyrique 2013.

Uratowany honor

Po projekcji jedna z kobiet siedzących na widowni przyznała się, że nie jest znawczynią opery, w ogóle do opery nie chodzi, a na ten pokaz przyszła dla Skłodowskiej. Podziękowała kompozytorce i odtwórczyni tytułowej roli za to, że uratowały honor polskich twórców od wstydu.

- Nareszcie powstało o Skłodowskiej dzieło godne jej osiągnięć. W Warszawie, jej i rodzinnym mieście, przypominają o niej tylko murale i zardzewiałe tablice na paru budynkach.

Skłodowska nie jest dobrze znana w Polsce. Wiedza o niej na ogół nie wykracza poza informacje w podręcznikach szkolnych i encyklopediach. Natomiast w Japonii i Chinach już małym dziewczynkom stawia sieją za wzór dzielności i wytrwałości. Dzieci w Japonii, Chinach, USA, Kanadzie poznają jej charakter z komiksów i kreskówek. Jest idolką feministek na całym świecie. To francuskie feministki były inicjatorkami przeniesienia prochów Skłodowskiej do Panteonu. Niewiedza na jej temat w Polsce jest zawstydzająca. "Madame Curie" po prapremierze światowej w Centrum Konferencyjnym UNESCO w Paryżu (15.11.2011) została zagrana tylko 12 razy: dziewięciokrotnie w Operze Bałtyckiej, raz na festiwalu operowym w Bydgoszczy i dwa razy w Chinach.

Alina Ert-Eberdt
Twoja Muza
14 maja 2016

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...