Uczta Gallów

Rozmowa z Sergiuszem Brożkiem

Bardzo lubię, kiedy spektakle są o czymś, co nie wyklucza ich zabawności, zresztą komedię uważam za trudniejszy gatunek sceniczny. A równocześnie nie chcę i nie mam zamiaru proponować tego, co inni. Nie przepadam za masową rozrywką i produkcjami parateatralnymi, czytaj: estradowymi, tanimi farsami na mikroportach dla tysiącosobowej widowni. Popularność nie zawsze przekłada się na jakość.

Z Sergiuszem Brożkiem, dyrektorem Chorzowskiego Teatru Ogrodowego rozmawia Iza Mikrut.

Iza Mikrut: O Chorzowskim Teatrze Ogrodowym można sobie poczytać choćby na stronie www.chto.pl. A czym dla Ciebie jako Naczelnego Ogrodnika jest ChTO?

Sergiusz Brożek: Jest równocześnie pretekstem, powodem i możliwością podzielenia się z widzami tym, co w teatrze uważam za najbardziej wartościowe. Mówię tu oczywiście o kameralnym teatrze, który lubię od zawsze i uważam za najważniejszy rodzaj tej sztuki. Wielkie widowiska stały się domeną innych mediów, a teatr, który zapewnia bliski kontakt aktora i widza, tak jak było to już z jego pierwocinami przy opowieściach przy ognisku pierwszych ludzi, to teatr, który mnie interesuje i jest nie do zastąpienia przez jakiekolwiek współczesne media elektroniczne. ChTO zarazem jest tym teatrem, który jest najbardziej mój i w którym podejmuję decyzje programowe i artystyczne. To także „Sztajgerowy Cajtung".

Tego zwykle widzowie nie mają szans się dowiedzieć: jak podejmujesz decyzje repertuarowe?

- Z zasady wybieram spektakle, które widziałem i które mi się spodobały. Drugie kryterium to to, czy mogą być zagrane latem, czyli w trakcie sezonu Chorzowskiego Teatru Ogrodowego, trzecie: czy dysponuję przestrzenią, w której dany spektakl można pokazać. Z tym ostatnim jest zresztą coraz lepiej, bo mamy coraz więcej miejsc do grania. Od każdej zasady mogą być wyjątki. I tu na przykład jestem w stanie zaprosić i zaprezentować spektakl, którego nie widziałem, pod warunkiem, że proponuje mi go artysta, do którego mam zaufanie przez jego wcześniejsze dokonania. Nie da się mnie przekonać argumentami marketingowymi czy koleżeńskimi. Konsekwentnie pilnuję programowej linii festiwalu i tyle...

Mało kto zdaje sobie sprawę z zakresu Twoich obowiązków, nie jesteś tylko reprezentacyjnym Naczelnym Ogrodnikiem. Wszystko chcesz robić sam?

- Staram się nie robić wszystkiego sam. W każdym teatrze, także w ChTO, jest dyrektor czy reżyser, który podejmuje ostateczne decyzje, tym przecież różni się teatr od demokracji. Taką funkcję oczywiście pełnię i biorę za to pełną odpowiedzialność. Ale nie istnieje teatr składający się wyłącznie z dyrektora czy spektakl, w którym jest wyłącznie reżyser, w każdym razie zdarza się to bardzo rzadko. Pracuję z niedużym, ale bardzo sprawnym zespołem, a ponadto korzystam z potencjału osobowego scen, na których gra ChTO.

Na początku był to tylko Magazyn Ciekłego Powietrza chorzowskiej Sztygarki. Później doszło Chorzowskie Centrum Kultury i Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny", czyli Skansen. W tym roku dołączył Starochorzowski Dom Kultury, a wiemy, że na tym nie musi się wyliczanka kończyć. Co daje rozszerzenie ChTO o kolejne sceny?

- Więcej możliwości. To tak, jakby kierować teatrem, który ma tylko jedną scenę, albo takim, który ma kilka różnych przestrzeni. Duże teatry mają scenę główną, scenę kameralną, scenę eksperymentalną... Rozbudowywanie ChTO o kolejne ośrodki i instytucje daje więc możliwości pokazania różnych spektakli, choć to tylko jeden z powodów. Inny: ten festiwal wiąże społeczność Chorzowa na różnych płaszczyznach, bardzo mi na tym zależy. To dlatego kierujemy program do odbiorców w różnym wieku czy z różnymi doświadczeniami, albo z różnych dzielnic. Poza tym staram się, żeby festiwal był chorzowski nie tylko z nazwy, żeby odbywał się w różnych miejscach miasta i docierał do jak największej liczby mieszkańców. W ramach ChTO współpracują ze sobą firmy i instytucje, które na co dzień i bez takiego łącznika pewnie by nie miały szansy tego zrobić w jednym przedsięwzięciu: Stowarzyszenie SZTYG.art, czyli organizacja pozarządowa, aktywizuje i prywatną firmę (Sztygarka), i Samorząd Miasta Chorzowa i jego dwie placówki (Chorzowskie Centrum Kultury i Starochorzowski Dom Kultury) oraz instytucje Samorządu Wojewódzkiego (Regionalny Instytut Kultury w Katowicach i Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny"). To przykład modelowej niemal współpracy, angażowanie sektora prywatnego i samorządowego różnych szczebli. Cieszę się, że kolejne instytucje decydują się na współpracę z nami.

Chętnie czy z oporami?

- Coraz chętniej, a i opór materii się zmniejsza. To zresztą moja idée fixe, żeby ChTO był festiwalem ogólnochorzowskim. Dlatego nie zamykamy miejsca ani możliwości wspólnego działania na naprawdę różnych płaszczyznach.

I owocuje to dwunastoma sezonami pełnymi zadowolonej publiczności i dwiema nagrodami, które w zeszłym roku dostałeś za upowszechnianie kultury... (to Nagroda Prezydenta Miasta Chorzowa oraz Nagroda Marszałka Województwa Śląskiego, przyp. red.)

- Z jednej strony staram się publiczności zaproponować spektakle, przewrotnie mówiąc, bez niespodzianek i nowości, czyli wiadomo, że można tu obejrzeć spektakl aktorski, kameralny, na dobrym artystycznym poziomie. Bardzo lubię, kiedy spektakle są o czymś, co nie wyklucza ich zabawności, zresztą komedię uważam za trudniejszy gatunek sceniczny. A równocześnie nie chcę i nie mam zamiaru proponować tego, co inni. Nie przepadam za masową rozrywką i produkcjami parateatralnymi, czytaj: estradowymi, tanimi farsami na mikroportach dla tysiącosobowej widowni. Popularność nie zawsze przekłada się na jakość. Zapraszam najlepsze teatry, a to oznacza, że bardzo znane stołeczne zespoły czy aktorzy serialowi też mogą w ChTO wystąpić, jeżeli zrobią dobry spektakl. Z drugiej strony ważne jest dla mnie prezentowanie twórców stąd...

Nie ukrywasz, że Śląsk jest dla Ciebie ważny, zresztą parę lat temu wprowadziłeś do ChTO kolejny stały cykl, Tyjater kery godo.

- Jestem Ślązakiem z urodzenia i przekonania, dla mnie naturalne jest, że jeśli istnieje taka możliwość, trzeba śląską sztukę pokazywać. Mam szczęście współpracować z większością twórców teatralnych, którzy z powodzeniem poruszają śląskie tematy. Nie znoszę przy tym cepeliady i disco-hanysco, więc tym bardziej staram się upowszechniać kulturę wyższą i pokazywać Śląsk wartościowy, ciekawy, do odkrycia przez wszystkich, niekoniecznie tych, którzy tę kulturę znają z domu. Lubię rzeczy odwołujące się wprost do tradycji w śląskiej literaturze, teatrze i muzyce.

Czyli uważasz, że warto rozwijać tego typu inicjatywy, akcentujące lokalność i regionalny dorobek?

- To widać w programie ChTO, choćby w cyklu Tyjater kery godo: pokazuję twórczość, którą uważam za wartą jak najszerszej prezentacji. Ta twórczość stoi w sprzeczności z masową popkulturą festynową. Ale przecież w Tyjater kery godo pojawiają się i rzeczy nowe, i wywodzące się z tradycji. To temat-rzeka...

Jesteś zapraszany do szkolnych konkursów jako juror, przeprowadzałeś między innymi warsztaty teatralne dla dzieci z półkolonii, w tym roku maluchy szukały bajek w ramach zróżnicowanych spotkań z teatrem, książką, kamishibai. Przywiązujesz do ChTO publiczność przez repertuar. Uczysz teatru?

- To się ze sobą wiąże. Popularyzacja teatru, co trochę śmiesznie brzmi, kiedy mówi się o dziedzinie, która ma tysiące lat, łączy się z tym, że trzeba wychowywać sobie kolejne pokolenia. Nie ma tu prostego włączania się w sieć, nic nie dzieje się samo. Taki proces wymaga pewnych działań i kompetencji. Najogólniej mówiąc, staram się zarazić teatrem kolejne pokolenia.

Działa?

- Działa. I to jak! Widz teatralny w każdym wieku powinien pielęgnować w sobie dziecko, ale jako dziecko musi tego bakcyla teatralnego złapać.

Kiedy zaczynasz myśleć o następnym sezonie?

- Nie ma takiego momentu. Następny sezon kształtuje się nie tylko na podstawie mojego „chciejstwa", ale i przede wszystkim spektakli, które pojawiają się na rynku. Niektóre rzeczy planuję z dużym wyprzedzeniem, a niektóre mnie zaskakują, kiedy repertuar jest już gotowy. Tak było na przykład ze spektaklem "Skłodowska. Radium Girl". Teatr Papahema znalazł się w programie ChTO ze swoim szekspirowskim spektaklem "Poskromienie złośnicy", ale "Skłodowska..." z miejsca zaczęła zdobywać nagrody publiczności. Od razu stało się jasne, że właśnie to przedstawienie trzeba jak najszybciej widzom pokazać. Oczywiście cały czas mam w zanadrzu prezentację pewnej liczby spektakli, na razie nie możemy do tego dojść ze względów terminowych, finansowych lub innych, ale mam nadzieję, że wszystko przed nami.
Dowód: w tej chwili mogę podać podtytuł na przyszły rok: trzynasty sezon (czyli) z czeskim humorem!

Jaki aspekt Twojej działalności jest dla Ciebie najważniejszy? Na jaki zawsze musisz znaleźć czas?

- Zawsze muszę znaleźć czas na oglądanie spektakli, na znajdowanie nowych twórców i oglądanie ich nowych dzieł, bo to podstawa konstruowania całego programu, ale to tak naprawdę jest dla mnie przyjemność. Muszę znaleźć czas na sprawy organizacyjne i finansowe.

Co ułatwiłoby Twoje przedsięwzięcia?

- Będę banalny: duży budżet o wielkości podobnej do innych imprez w regionie, albo chociaż do tego zbliżony. Jednak i tak mam poczucie, że Miasto Chorzów coraz lepiej spełnia się w roli mecenasa, co świetnie było widać w dwunastym sezonie.

Pokusisz się o podsumowanie dwunastego sezonu?

- Cieszę się co najmniej tak bardzo, jak bardzo jestem zmęczony. Uważam, że to dobrze, że trzynasty sezon będzie miał tak wysoko ustawioną poprzeczkę...

Zawsze szukasz niespodzianek na finał? Widzowie nie mają pojęcia o tym, co jeszcze ich czeka na zakończenie ChTO...

- Powiem więcej, ja sam tego nie wiem, pomysły rodzą się w trakcie sezonu ChTO, powstają podczas rozmów i najczęściej dotyczą artystów, którzy i tak się tu pojawiają, chociaż na różne sposoby. Tak na przykład zespół Krzikopa, który 21 września wystąpi w sali SDK (razem z zespołem Jola Literska Rudokapela, przyp. red.), wystąpił już w części na ChTO jako Rube Świnye w spektaklu Szac. Z takiego zaiskrzenia tworzą się później niespodzianki. Taki dodany finał to nawiązanie do tradycji, do finisaży. Pamięta się o inauguracjach i wernisażach, a zakończenie też jest ważne, świętujemy, że dobrze poszło, to miły powód do dodatkowego spotkania. Skoro mieliśmy udane plony, skoro dobrze poszedł cały sezon, to również podziękowanie dla widzów i wszystkich osób zaangażowanych w festiwal. To jak uczta na finał każdej przygody Asteriksa.

___

Tekst pochodzi z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung"

Iza Mikrut
Materiał organizatora
1 września 2018
Portrety
Sergiusz Brożek

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia