Uczta wśród masek

"Iwona, księżniczka Burgunda" - reż. Grzegorz Bral - Teatr Polski w Szczecinie

"Bohaterowie sztuki są ludźmi zupełnie normalnymi, a tylko znajdującymi się w anormalnej sytuacji" - pisał Gombrowicz o swojej Iwonie, księżniczce Burgunda. Tylko czy w świecie pełnym masek, które jesteśmy nieustannie zmuszani nakładać, potrafimy oddzielić normalność od anormalności?

Iwona, księżniczka Burgunda to dramat Witolda Gombrowicza, który został opublikowany w 1938 w miesięczniku Skamander. Punkt wyjścia sztuki jest następujący: młoda i niezgrabna Iwona pojawia się w parku wraz z dwiema ciotkami, które wypominają dziewczynie wszystkie jej defekty, nie tylko urody. Znajdują się tam także książę Filip z dwoma przyjaciółmi: Cyrylem i Cyprianem. Kręci się tam również Iza, dama dworu. Po krótkim zastanowieniu i wysłuchaniu pretensji ciotek książę postanawia się z Iwoną zaręczyć (ku niezadowoleniu obecnych, zwłaszcza Cyryla, i radości ciotek). Po chwili na placu pojawiają się król Ignacy z królową Małgorzatą, szambelan oraz damy dworu. Król i Królowa są podirytowani zachowaniem księcia. Jednak ten nie ustępuje.

Książę Filip w swoim buncie przypomina trochę Zbyszka z Moralności pani Dulskiej Zapolskiej, a trochę Artura z Tanga Mrożka. Ze Zbyszkiem łączy go zblazowanie i nuda życiowa, która powoduje, że chce zrobić innym na złość i podejmuje decyzję dosyć kontrowersyjną. Jednak Zbyszek ma świadomość swojej niedoskonałości, swojego "zdulszczenia", u niego to bardziej gest rozpaczy niż chęć zabawy. U Artura decyzja o ślubie jest bardzo na serio, jest próbą przywrócenia starego porządku świata. A Filip ma po prostu kaprys. Tylko nie wie, ile go będzie ten kaprys kosztował. Nie wie, jakie poniesie konsekwencje tego kaprysu. Nie tylko on.

Iwona, nikomu nieznana dziewczyna, trafia więc na dwór jako narzeczona księcia. Ale Iwona, w przeciwieństwie do swoich ciotek, wcale nie jest zachwycona swoim "awansem społecznym". Nie jest zachwycona niczym, co tam widzi. Może trochę samym księciem. Grająca Iwonę Iga Górecka ma tytlko jeden feler - jest zbyt atrakcyjna jak na brzydactwo zwane Iwoną. Trudno sobie wyobrazić, że wzbudza obrzydzenie swoją brzydotą. Ale za to wypada wiarygodnie pod względem aktorskim. Bo jej Iwona ma przebogate życie wewnętrzne. Jej Iwona wzrusza się, płacze, jest przerażona, kocha, tęskni, i przede wszystkim zachowuje dumę i godność, o które nikt by jej nie posądzał. Aktorka ma niełatwe zadanie do wykonania, jak każda grająca Iwonę, musi posługiwać się tylko mimiką, ruchem i gestem, żeby odkryć przed widzami swoje wnętrze. Ona nie jest taka Cimcirimci, za jąką wszyscy ją mają. Ona ma w sobie coś wyjątkowego. I w tym aktorskim wykonaniu my to coś wyjątkowego widzimy.

Widzą pozostali bohaterowie sztuki i właśnie to w Iwonie ich drażni. Iwona jest dla nich krzywym odbiciem, jest ich wyrzutem sumienia. Nie jest potulną gąską, która dla przyszłych interesów się dostosuje, ale jest sobą. Żyje po swojemu. Nie tak, jakby chciały ciotki, nie tak, jakby chciało społeczeństwo. Nie tak, jakby chciał dwór królewski. Nie jest lizusem, nie jest wspólnikiem w skrywanych zbrodniach, nie jest powiernicą tajemnic. Jest Iwoną. Jest człowiekiem bez maski. A przez to niebezpieczną. Drażni, denerwuje, prowokuje nie prowokując wprost.

Przy subtelnie i przekonująco zagranej Iwonie książę Filip jest nadmiernie ekspresyjny i gadatliwy. Tak już jest w ludzkiej naturze, że cisza prowokuje nas do nadmiernej gadatliwości. Jeśli ktoś nic do nas nie mówi, zaczynamy czuć się winni i próbujemy tę winę zagadać, doprowadzić do dialogu. Ale dialog to sztuka, można go prowadzić również spojrzeniem i gestem, nie trzeba wyrzucać z siebie słów jak karabin maszynowy. A Filip wyrzuca. Myślę, że Karol Olszewski trochę swojego bohatera zakrzyczał, jego postać zyskałaby, gdbyby zróżnicować sposób mówienia. Przecież Filip mówiąc też przechodzi od jednej emocji do drugiej, więc nie powinien mówić wszystkiego na jednym tonie.

Aktorsko prym wiedzie w tym przedstawieniu para królewska. Elżbieta Donimirska jako królowa Małgorzata, mistrzowsko pod głupawym chichotem ukrywa drugą naturę swojej bohaterki. Bohaterki, która chce być kimś więcej niż dodatkiem do męża. Bohaterki, która ma artystyczną duszę, która ma marzenia i ambicje, ale boi się je ujawnić. Która musi grać rolę narzuconą jej przez dwór i społeczeństwo. Aktorka pięknie wygrywa wszystkie stany ducha swojej bohaterki.

Jacek Piotrowski także błyszczy na pierwszym planie. Jego Inocenty to wcale nie poczciwy król, to władca, którym targają mroczne namiętności, który skrywa mroczne sekrety. Na pokaz sili się na dowcip, czasami pogrywa sobie dobrego pana, ale to w gruncie rzeczy władca okrutny. I Jacek Piotrowski pokazuje to skrywane okrucieństwo swojego bohatera.

Sławomir Kołakowski jako szambelan jest niemal demoniczny. To powiernik króla i zna wszystkie jego mroczne sekrety. To wspólnik w okrucieństwie. Chwilami zabawny, rozluźniony, kiedy wszystko ma pod kontrolą. Chwilami tyranizujący nawet parę królewską, kiedy trzeba postawić sprawę na ostrzu noża i dopilnować porządku dworskiego świata.

Na wyróżnienie zasługuje także Natalie Brodzińska, które pokazuje, że dwórka Iza, zdecydowanie przesiąknięta dworskością i dworskimi gierkami, potrafi się zdobyć na współczucie wobec Iwony. Staje w jej obronie, kiedy inni z niej kpią. Jeszcze nie do końca straciła swoje ludzkie oblicze, choć otoczenie mocno pracuje nad tym, żeby jednak je straciła.

Grzegorz Bral mówił przed spektaklem, że stawia na grę zespołową w teatrze i to widać. Wszystkie role drugoplanowe są tu starannie przemyślane, pomysłowo zagrane i dobrze uzupełniają głównych bohaterów.

Iwona jest jak granat wrzucony do pokoju pełnego ludzi. Rozwala to całe poukładane i jedzące sobie z dzióbków towarzystwo, bo pokazuje im, że nie są naturalni. Pokazuje im ich sztuczność. Wszyscy nagle się gubią, miotają we właśnie odkrytych i ujawnionych emocjach. Każdy musi znaleźć jakieś ujście tych emocji. Królowa Małgorzata ucieka w swoją poezję, król Inocenty chce poskromić Iwonę ujawniając swoje dzikie żądze (świetna scena z zaplątaniem się w wełniane nici), a szambelan rzuca krzesłami. A książę Filip postanawia rzucić Iwonę dla bardziej dla niego odpowiedniej Izy. Tylko Iwona pozostaje taka sama, bo nigdy nie przestała być sobą. I daltego musi zginąć.

Grzegorz Bral wraz ze scenografemem i kostiumografem Adamem Łuckim stworzyli malarski musical. Kostiumy i scenografia są tu niewiarygodnie piękne, niemal barokowe, ociekające złotem, cekinami, iskrzące się mieniące, do tego mocno pomalowane twarze aktorów. Blask, przepych, blichtr. Tylko Iwona zostaje w skromnej małej czarnej. Tylko ona nie daje się porwać grupowym tańcom, powtarzalnym ruchom, pokłonom, wiernopoddańczym gestom. Kiedy inni tańczą i śpiewają, ona siedzi milcząca. Jest inna. Wyróżnia się. Nie przebraniem, ale osobowością.

Cały dwór jest pełen przepychu, złota. Wszystko na pokaz. Królowa Małgorzata ma swój buduar, król ma swój. Dwór ma swoje piękne komnaty i korytarze. Wszyscy poruszają się z wdziękiem. Te rytuały są obce Iwonie. Nie włącza się do nich. Kontrastuje z nimi.

Scenografia oparta jest na słynnych obrazach, przede wszystkim Gustawa Klimta, ale też innych. W finale Iwona pojawia się w muszli niczym w Narodzinach Wenus Sandro Boticellego.

Na scenie śpiewającym i tańczącym aktorom towarzyszy na fortepianie Krzysztof Baranowski. Jego muzyka dodaje dramaturgii poszczególnym scenom. Czasami liryczna, czasami ostra, dynamiczna, jakby prowadziła bohaterów przez kreowany przez nich świat.
Wszystko, co się dzieje na scenie, staje się jakąś psychodeliczną krainą, w której wszyscy szukają właściwej ścieżki i nigdy jej nie odnajdują.
Na koniec, podczas uczty, wszyscy przy stole zakładają maski. Wszyscy, oprócz Iwony. Ale ona za chwilę i tak zostanie unicestwiona. Jeszcze tylko chwila. A potem wszyscy klękają i się modlą. I czują się rozgrzeszeni. I mogą powrócić do swojego życia. Do życia przed Iwoną. Chaos został opanowany.

Obsada: Elżbieta Donimirska - królowa Małgorzata, Iga Górecka - Iwona, Małgorzata Iwańska - ciotka Iwony, Lidia Jeziorska - ciotka Iwony, Katarzyna Sadowska, Marta Uszko - dostojnicy, dwór, Natalie Brodzińska - Iza, dama dworu, Zenon Klaus - Walenty, lokaj, Sławomir Kołakowski - szambelan, Mateusz Kostrzyński - Inocenty, dworzanin, Karol Olszewski - książę Filip, następca tronu, Jacek Piotrowski - król Ignacy, Damian Sienkiewicz - Cyprian, Marek Żerański - Cyryl, przyjaciel księcia, Krzysztof Baranowski - fortepian.
CHÓR: Jolanta Bartczak, Teresa Dziemianko, Anna Reńska, Dorota Szpetkowska, Elżbieta Szydłowska, Andrzej Bieliński, Zbigniew Kotuła, Ryszard Stoltmann.
Reżyseria i choreografia: Grzegorz Bral, dramaturgia i teksty: Alicja Bral, scenografia i kostiumy: Adam Łucki, reżyseria świateł: Piotr Pawlik, muzyka: Maciej Rychły - utwory wokalne, Krzysztof Baranowski - ilustracje muzyczne, kierownictwo muzyczne: Krzysztof Baranowski, przygotowanie wokalne: Anna Reńska, asystent reżysera: Małgorzata Iwańska, zdjęcia: Włodzimierz Piątek.
Premiera 16 września 2023.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
19 września 2023

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia