Uległem czarowi

Krzysztof Kolberger o swoim "Panu Tadeuszu".
DP Pamięta Pan siebie, małego Krzysia, recytującego "Litwo, ojczyzno moja"? - Wstyd przyznać, ale z dzieciństwa nie mam żadnych wspomnień związanych z lekturą "Pana Tadeusza". Natomiast mam wspomnienia młodzieńcze dotyczące tego utworu. Otóż, gdy miałem 26 lat i byłem początkującym aktorem, zaproponowano mi, bym nagrał cały utwór na płycie dla Związku Niewidomych w Laskach. Nie ukrywam, że musiałem się do tego bardzo dobrze przygotować, mając na uwadze, jak piękny i zarazem trudny jest to utwór. No i nie ukrywam też, że to było moje pierwsze zakochanie się w tym poemacie. Ten pierwszy kontakt zaowocował kolejnymi, m.in. ponadczterystoma spektaklami "Pana Tadeusza", które zagraliśmy nie tylko w wielu miastach Polski, ale i Ameryki. Grałem Tadeusza, oczywiście w pewnej konwencji, bo miałem wówczas lat ponad czterdzieści, a mój bohater zaledwie dwadzieścia. To było niezwykłe przedsięwzięcie, bardzo miło wspominam te podróże odbyte m.in. z Anią Dymną i Jankiem Englertem, którzy grali w tym spektaklu. Zwiedziliśmy z tym przedstawieniem kawał świata i wszędzie poezja Mickiewicza była gorąco przyjmowana. Zwieńczeniem moich spotkań z wieszczem był film Andrzeja Wajdy - tam przypadła mi rola Narratora - Mickiewicza. DP Sam Pan wybrał Księgę Czwartą "Dyplomatyka i łowy"? - Nie, wybrano za mnie i bardzo dobrze wybrano. To jedna z najdłuższych i najtrudniejszych ksiąg, bo wiele w niej się dzieje, jest nasycona emocjami i zdarzeniami. Jej interpretacja wymaga dużego wysiłku fizycznego. Pamiętam, że po przeczytaniu tej księgi w Krakowskim Salonie Poezji czułem się jak po niezłej szychcie. Uroda tego poematu polega przede wszystkim na pięknie języka, które tym lepiej zgłębiamy, im częściej czytamy te strofy. To księga, która stawia przed interpretatorem wielkie wymagania, ale daje też wielkie możliwości. DP Poezja towarzyszy Panu od początku artystycznej kariery. Czy jest to język, którym najchętniej porozumiewa się Pan z ludźmi? - Mnie w życiu dane jest dobieranie słów mistrzów, by zrozumieć siebie i drugiego człowieka. Zostałem ukształtowany przez teatr Adama Hanuszkiewicza, na dramacie poetyckim pisanym wierszem. Stąd zapewne bierze się moja umiejętność porozumiewania się na przestrzeni wiersza. O wiele lepiej czuję się w utworach poetyckich, gdy jestem "ograniczany" rytmem, rymem, określoną frazą. Bardzo bliskie mi są wiersze księdza Jana Twardowskiego i Karola Wojtyły. Wiele z nich mówiłem w okresie stanu wojennego. Wtedy istniało też zapotrzebowanie na poezję polityczną, stąd też zająłem się wierszami Czesława Miłosza, które wcześniej, gdy wybuchła "Solidarność", przygotowałem w programie poetyckim "Cierń proroczy". W stanie wojennym obserwowałem, jak zmienia się kontekst tych wierszy, jak "pęcznieją" i nabierają innego znaczenia wraz ze zmieniającą się wokół rzeczywistością. Natomiast poezja Karola Wojtyły była wówczas traktowana nieco "po macoszemu". I mnie, jak wielu innym, te wiersze wydawały się hermetyczne. Zmagałem się z nimi powoli, czego owocem była m.in. płyta i program poetycki "Piękna Pani" - tak poezję nazwał Karol Wojtyła. Rozsmakowywałem się w tych wierszach, aż doszedłem do "Tryptyku rzymskiego", jedynego chyba utworu poetyckiego napisanego przez papieża. Od tej pory "Tryptyk" towarzyszy mi nieustannie. DP Czy Pańskim zdaniem poezja, podobnie jak muzyka, może łagodzić obyczaje? - Oczywiście, ale może też wywoływać rewolucje. Mnie w ostatnich latach bliższa jest ta "łagodząca obyczaje", wywołująca i we mnie, i u odbiorcy wyciszenie, ukojenie. DP Czy ma Pan w planie nowy spektakl poetycki? - Jest Rok Herberta, więc nie ukrywam, że z tej okazji przygotowałem swój wieczór, bardzo osobisty, złożony z utworów tego wspaniałego poety. Pracuję też nad monodramem poetyckim opartym na lirykach Władysława Broniewskiego. Spektakl nosi tytuł "Bar pod zdechłym psem", a jego premierę planuję na otwarcie teatru Emiliana Kamińskiego. Mam nadzieję, że po warszawskiej premierze odwiedzę z tym spektaklem również Kraków. A na razie polecam Państwu płytę "Dyplomatyka i łowy". Wierzę, że słuchając jej ulegną Państwo czarowi słów Mickiewicza tak, jak ja im uległem przed laty i ulegam do dziś. Słownik "Pana Tadeusza" - część 4 BAUBLIS - pojawia się w wersie 27 Księgi Czwartej ("Czy żyje wielki Baublis..."). Jak objaśnia poeta, tak nazywał się dąb, który znajdował się w powiecie rosieńskim, w majętności Dionizego Paszkiewicza, znanego wówczas badacza dziejów starożytnych. Paszkiewicz miał wewnątrz tego spróchniałego drzewa założyć, jak donosi Mickiewicz, "gabinet starożytności litewskich". Podobno we wnętrzu mogło swobodnie usiąść aż dziesięć osób! BIGOS - czyli "potrawa nie lada", jak pisze Mickiewicz. To kolejne z dań z bogatej kuchni "Pana Tadeusza". Wyjaśniać, czym jest bigos, chyba nie trzeba. Natomiast warto przytoczyć pouczający komentarz Pigonia: "Wśród smakoszów panuje przeświadczenie, że bigos dopiero przez odgrzewanie nabiera znakomitego smaku". Polemizować nie będziemy. DYPLOMATYKA - piękna nauka z dziedziny tzw. nauk pomocniczych historii. Przedmiotem "dyplomatyki" jest badanie dokumentów pozwalające ustalić np. falsyfikaty, procedury prawne czy administracyjno-kancelaryjne. Mickiewicz dodaje do tej definicji nowe znaczenie, traktując "dyplomatykę" jako dyplomację, a właściwie działalność polityczną. KOZICE - nie o zwierzynę tu idzie, ale (w. 240 Księgi Czwartej) o instrument najprawdopodobniej - i to instrument dęty, zwany także kozą albo dudami. Księga Czwarta w ogóle roi się od muzycznych akcentów. Sprawcą tej dosłownej melodyjności "Pana Tadeusza" jest przede wszystkim oczywiście Jankiel. TABAKIERA - "co idzie aż do czuba" (w. 294) - jedna z głównych bohaterek księgi. Pochodzić miała ona z Jasnej Góry, gdzie wyrabiali ją księża paulini. Dla ks. Robaka, jak wyjaśnia Pigoń, "środkiem agitacji za Napoleonem" i "oznaką orientacji francuskiej". Zażycie tabaki to początek dyskusji o polityce. Opr. (MW).
Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
10 maja 2008

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia