Umizgi i złośliwości

"Nastazja wychodzi za mąż" – reż. Krzysztof Babicki – Teatr Miejski W. Gombrowicza w Gdyni

Po trzech trudnych miesiącach pandemii kultura i sztuka zaczynają się budzić do życia. Nie inaczej w przypadku teatrów. W sobotę, 6 czerwca w Teatrze Miejskim w Gdyni miała miejsce prapremiera spektaklu „Nastazja wychodzi za mąż" (pierwotnie planowana na 18 kwietnia) w reżyserii Krzysztofa Babickiego. Sztuka oparta jest na motywach powieści „Idiota" Fiodora Dostojewskiego.

Niestabilni emocjonalnie

Tytułowa Nastazja Filipowna (Weronika Nawieśniak) to klasyczna femme fatale kusząca mężczyzn nie tylko swoją urodą, ale obietnicą namiętnej, bezwarunkowej miłości. Jej niedostępność rozbudza gorące pragnienia zarówno w onieśmielonym księciu Myszkinie (Krzysztof Berendt), jak i zuchwałym Rogożynie (Maciej Wizner).
Jakby jednak w miłosnym trójkącie działo się za mało, to na scenie pojawia się także wojownicza Agłaja (Martyna Matoliniec), jej władcza matka Lizawieta (Olga Barbara Długońska) i żądny pieniędzy Gania (Szymon Sędrowski). Miłość, nienawiść, zazdrość, pożądanie, rozpacz i strach... Wszystkie te emocje kotłują się między całą piątką i pozostają wyraziste aż do ostatniej kwestii w scenariuszu.

Tak wybuchowa mieszanka uczuć jest nie lada wyzwaniem dla aktorów. Weronika Nawieśniak, wcielając się w rolę Nastazji, staje się tak naprawdę demoniczną kobietą o wielu twarzach – bez skrupułów pogrywa sobie z uczuciami swych adoratorów, ucieka od jednego do drugiego, aby za chwilę znów wrócić, a przy tym wciąż stawiać siebie w roli bezbronnej ofiary tego uczuciowego zamieszania. Wywołuje tym ogromne rozdarcie u Myszkina i Rogożyna, nie tylko z powodu miłości do Filipownej, ale także przez rodzącą się pomiędzy mężczyznami przyjaźń. Nastazja jednak nie odpuszcza i w swoje intrygi wplątuje także Agłaję, posyłając jej listy sugerujące, iż finalnie to Agłaja powinna poślubić księcia Myszkina.

Wszystkie te miłosne przepychanki, zmienianie narzeczonych, wbijanie sobie wzajemnie szpilek, fałszywa troska i zdrady sprawiają, że i widz może się nagle poczuć zagubiony w matactwach, zadając sobie pytanie „kto z kim powinien być"?

Biedny idiota
Książę Myszkin zasługuje na szczególną uwagę – jest pierwszą postacią, jaką widz ujrzy na scenie, postacią cierpiącą na tajemniczą nerwicę, łagodną i wrażliwą, co ukazuje krótki monolog rozpoczynający spektakl o obrazie złożonego do grobu Chrystusa. Zarówno w sztuce, jak i w powieści Dostojewskiego postać Myszkina zbudowana jest na archetypie jurodiwyja – szaleńca Chrystusowego, wzorca świętego w XIX-wiecznej Rosji.

Jego empatia i oderwanie od rzeczywistości przekształca się często w naiwność, przez co Myszkin wyzywany jest od idiotów. Choć ewidentnie budzi to w nim gniew, nie jest on człowiekiem porywczym i agresywnym. Krzysztof Berendt znakomicie poradził sobie z rolą zahukanego młodzieńca, grając nie tylko słowem, ale i mimiką – wytrzeszczone oczy i pełna napięcia twarz podczas ataków paniki księcia budzą w widzu głębokie współczucie dla jego stanu psychicznego, aby za chwilę znów przerodzić się w litość i zażenowanie jego ślepym uwielbieniem dla Nastazji.

Kto się boi?
Jak wcześniej zostało wspomniane, „Nastazja wychodzi za mąż" to spektakl, w którym wręcz kipi emocjami. Emocje te ukazane są nie tylko w ekspresji ruchów na scenie, ale także w głosach aktorów. Od namiętności przechodzą oni do pogardy, następnie do obłąkańczej wręcz radości, aby na końcu poddać się najczarniejszej rozpaczy. Gra aktorska stanęła tu na wysokim poziomie, zarówno w kwestiach, jak i sposobie poruszania się po scenie.

Zaskakujący okazał się być fragment, w którym Nastazja (w dalszej części w duecie z Agłają) zaczyna śpiewać pieśń o podróży przez śnieżne wydmy. W piosence jest dużo agresji, niepokoju i strachu, jednak dlaczego to akurat dwie bohaterki (będące zdaje się „paniami sytuacji", trzymające zakochanych mężczyzn w garści) śpiewają o narastającym lęku? Czy wtrącenie elementu śpiewanego jest symboliczne, ma podkreślać tętniące w sztuce uczucia? A może to obie panie są tak naprawdę przerażone, co dobrze skrywają pod obojętną maską i wyrachowaniem?

Na to pytanie każdy widz powinien znaleźć odpowiedź sam.

Paulina Cirocka
Dziennik Teatralny Trójmiasto
9 czerwca 2020

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...