Umrzeć z miłości

"Migotliwa przestrzeń" - reż. Joanna Grabowiecka - Centrum Sztuki FORT Sokolnickiego w Warszawie

Czym jest tytułowa „migotliwa przestrzeń"? To miejsce, w którym przecinają się wyobraźnia i rzeczywistość, gdzie współistnieją miłość, ból i rozkosz. To miejsce, w którym możemy przebić się przez to, co realistyczne i dobrze znane.

Zabiegi zastosowane przez Joannę Grabowiecką są bardzo proste: mikroskopijne pole gry, czerwony barwnik spożywczy, odrobina mąki, zmiany tożsamości zaznaczone zmianami garderoby, ascetyczna scenografia. Siłą spektaklu staje się młodość aktorek i ich niewinność. Ich historie, wplecione w dobrze znane postaci szekspirowskie: Hermię, Romea i Desdemonę, które jednak nie powiedzą ani słowa z Szekspira. Spektakl oparty jest na improwizacji i tekście „Duszyczki" Różewicza, ale na dobrą sprawę nie musiałoby w nim paść ani jedno zdanie, bo jest to teatr fizyczny, teatr ciała, w którym środkiem wyrazu jest dotyk.

Romeo

Ona i on spotykają się po raz pierwszy. Są onieśmieleni. Zerkają na siebie, badają się nawzajem lepkimi dotknięciami ciekawskich spojrzeń. Kiedy się zbliżają, ich ciała zdają się niezdarne, niepasujące do siebie. Kolejnym etapem wtajemniczenia jest odsłonięcie dewiacji: badanie granic ciała poprzez zadawanie sobie bólu. Jest w tym przemoc, ale jest i czułość. Wzajemne zadawanie cierpienia staje się wyznaniem miłości i jedności. Ekstazie płynącej z rozpoznania towarzyszy pocałunek. Tak też można odebrać komuś oddech. To także jest przekroczenie granicy ciała, prywatnej przestrzeni, intymności. Jak bardzo można oddać się innemu? Jak blisko można być bez ryzyka?
Romeo zabija Tybalta. Krew pryska na wszystkie strony, aż na stopy najbliżej siedzących widzów. To przemoc przekraczająca wszelkie granice. Czy istnieje związek bardziej intymny niż pomiędzy katem a ofiarą? Co się dzieje z duszą podczas aktu nienawiści? Czy morderca wie, że w zabójstwie Tybalta jest też zapisana jego śmierć? W oczach Romea widać tę wiedzę. Kres życia wroga wyznacza początek agonii, a jej pierwszym etapem jest wygnanie. Zanim jednak do niego dojdzie, Romeo przychodzi do Julii. Pierwsza wspólna noc jest zarazem ostatnią. Czy można kochać mordercę? Jak go ocalić? Czy ofiarowanie ciała, niewinności, może kogoś zbawić? „Byłem dzieckiem dziś jestem kochankiem w ustach mam metaliczny posmak krwi dotknij mnie wstąpi we mnie życie", mówi Romeo w prologu. Dotknij. To właśnie w tajemnicy Erosa ujawnia się prawo życia. A miłość zmysłowa, jako jego oręż, pokonuje grzech i śmierć. W porządku mitycznym między życiem i śmiercią mediacją jest seks. Akt miłości staje się komunią. O świcie, po nocy spełnienia, kochankowie stają przed sobą nadzy, odkryci i otwarci. Ta noc wtopiła ich w siebie, w dokonanym związku wszystko stało się piękne i proste jak dotyk.„(...) z czego zwłóczy się ciało z niczego z duszyczki". Jest w tym hołd złożony seksowi jako budzicielowi pełni miłości. Czuła i mądra pochwała nie zalotów i platonicznych czułostek ani napięcia pożądań, ale ukłon przed spełnieniem. Miłość jest niczym innym jak głodem – głodem miłości.

Rano Romeo odchodzi. Nie potrzeba nic więcej. Nie ma zmyślnego mnicha, eliksiru snu, podwójnego samobójstwa. Odejście Romea jest już śmiercią obojga. Koniec miłości zamyka świat w jego dotychczasowym kształcie. Ostatnia scena przedstawia Romea na wygnaniu. Szekspir tego nie napisał. Z tekstu sztuki wiemy, co w tym czasie działo się z Julią, ale Grabowiecka idzie o krok dalej. Samotny mężczyzna, który wczoraj jeszcze był chłopcem, jest martwy i czeka na zmartwychwstanie. To bardzo przejmujący monolog, który wychodzi od tęsknoty za ciałem ukochanej, a mówi o rozdarciu duszy. „Dotknij mnie". Wskrześ. Bo tylko miłość potrafi tego dokonać.

Desdemona

Desdemona na kolacji w swoim własnym domu uwodzi Maura. Ucieka spod opieki ojca i potajemnie wychodzi za mąż. Jest uosobieniem cech nieoczekiwanych a groźnych, zdolnych do rozbudzenia skomplikowanych namiętności. W Desdemonie kochają się wszyscy: głupawy Rodrygo, piekielnie inteligentny Jago, łagodny i „pośredniczący w zalotach Otella" Kasjo. Oczywiście kocha się w niej także Otello i Desdemona wybiera właśnie jego. Roztacza wokół siebie szczególną aurę seksualną, która dokonuje potężnych spustoszeń w otaczającym ją świecie. To dlatego mąż jej nie ufa, dlatego podejrzewa ją o zdradę. Ona rzeczywiście zwiodła swojego męża – zwiodła go swoją zachłanną miłością, namiętnością przerastającą jego wyobraźnię. „Kocham każdym oddechem" – mówi Desdemona w prologu „Migotliwej przestrzeni" – „mój mąż może wszystko co chce ode mnie może ze mną wszystko". Uczta zmienia się w festiwal upokorzenia, upodlenia i sadyzmu. Otello lży żonę, znęca się nad nią fizycznie i psychicznie. Ona to znosi z cierpliwością płynącą z fałszywie pojętej miłości. W jej stosunku do Otella jest coś z masochizmu. Ta scena jest tak fizyczna, tak przejmująca, że wręcz nie do zniesienia. Otello jest zimny. Desdemona pozornie spokojna. On faktycznie może zrobić z nią wszystko. „Gdybyś mogła zadecydować jak chciałabyś umrzeć" – pyta, na co jego żona z ufnością odpowiada: „Z miłości". I nie ma tu znaczenia, czy będzie to śmierć dosłowna, czy tylko emocjonalna.

Hermia

Kto, znienacka wyrwany do odpowiedzi, pamięta dramat Hermii, rozgrywający się na peryferiach miłosnych potyczek królowej i króla elfów w „Śnie nocy letniej"? Hermia, zakochana w Lizandrze, a zmuszana przez surowego ojca do małżeństwa z Demetriuszem, ucieka z domu. Nocą, w lesie, ukochany namawia ją do seksualnego zbliżenia. Hermia chce tego tak samo jak Lizander. Pragnie gorąco – a mimo to odmawia. „Ciała nasze ale myśli przyzwyczajenia strach silniejsze od krwi"- mówi. Jej ukochany jest rozczarowany, zły, nie umie przyjąć odmowy. W sztuce Szekspira w tę historię wplącze się Puk i magicznym sokiem sprawi, że Lizander zakocha się w innej kobiecie. U Grabowieckiej mężczyzna odchodzi z powodu odmowy. Hermia budzi się i widzi, że jest w lesie sama. Nic nie może oddać jej lęku i rozpaczy. Oto straciła wszystko w osobie ukochanego człowieka. Ale pozostaje jej coś znacznie ważniejszego: czystość duszy, niewinność i wierność sobie. To tę czystość właśnie symbolizuje zamykająca spektakl biel.

„Migotliwa przestrzeń" jest teatrem ciała i poprzez ciało, krew, ślinę, spermę opowiada o duszy. To spektakl, który nie tyle porusza, co gwałci. Subtelność trzech młodych aktorek, koronkową delikatność znaków, przełamuje turpizm i fizyczność. Nie ma tu odniesienia rozróżnianie: podobało mi się/ nie podobało mi się. Jest żywo, dosadnie, prawdziwie, obsesyjnie, i brudno. Ale jest jednocześnie prosto i głęboko. To majstersztyk z całej siły chwytający za gardło, serce i genitalia.

Maja Margasińska
Dziennik Teatralny
12 sierpnia 2016

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia