Upiór wraca. Tylko na scenę

Naszej instytucji nie da się porównać z żadną w tym kraju.

W środku sezonu artystycznego z opery odchodzi kierownik muzyczny Michał Klauza. Instytucja wciąż bywa krytykowana, ale za to spłaciła wszystkie swoje zobowiązania finansowe - pisze Anna Kopeć w Kurierze Porannym.

Wybitny dyrygent współpracujący z najlepszymi orkiestrami w Polsce i zagranicą Michał Klauza w Operze i Filharmonii Podlaskiej pracował od maja 2013 roku. Dyrygował koncertami symfonicznymi, opracowywał repertuar i dobierał do niego solistów, przygotował muzycznie kilka widowisk operowych. Do wczoraj. Złożył wymówienie po tym, jak orkiestra w głosowaniu opowiedziała się przeciw niemu.

- Orkiestra będzie ofiarą tej sytuacji - komentuje Małgorzata Małaszko-Stasiewicz, dyrektorka radiowej Dwójki. - Zespół nawet z zaplanowanym repertuarem, który nie ma stałego opiekuna to skazywanie go co najmniej na inercję. Każda orkiestra ma własny styl, tworzy go osoba, która kształtuje wrażliwość, precyzję, rozmach. Te, które nawet na krótki czas były pozbawione szefów, straciły na tym bardzo.

- Po raz kolejny jesteśmy świadkami, jak odchodzą od nas artyści, którzy są cenieni i szanowani na całym świecie - zauważa pani Janina Czerniakiewicz-Bolińska, stały widz opery. - Znów ucierpi na tym repertuar, który i tak nie jest satysfakcjonujący. Na koncerty symfoniczne nie narzekam, ale jedna premiera na rok to za mało.

Do podobnych wniosków doszli radni Białegostoku z komisji kultury, którzy w zeszłym tygodniu pojechali do Opery Wrocławskiej. Porównali jej działalność do naszej. Dowiedzieli się m.in., że instytucja, której budżet wynosi 27,5 min zł wystawia rocznie przynajmniej sześć premier.

My sprawdziliśmy, że Opera Nova w Bydgoszczy, która na rok ma 19 mln zł, w sezonie przygotowuje dwie opery. - Z głównej dotacji przygotowujemy także koncert sylwestrowy, który jest dużym widowiskiem - mówi Maciej Figas, dyrektor bydgoskiej opery. Tamtejszy magistrat dokłada ponad 200 tys. zł do Bydgoskiego Festiwalu Operowego. Warto jednak przypomnieć, że jeszcze w sierpniu 2014 roku nasza opera miała ponad 5 mln zł długu, który zaciągnął były dyrektor Roberto Skolmowski. - Dziś wszystko jest już uregulowane -zapewnia Damian Tanajewski, obecny dyrektor.
*
Naszej instytucji nie da się porównać z żadną w kraju

Dlaczego przyjął Pan rezygnację Michała Klauzy?

Damian Tanajewski, dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej: To była nasza wspólna decyzja. Pan Klauza, który jest bardzo rozchwytywanym dyrygentem, w związku ze swoimi licznymi planami artystycznymi, zaproponował dużo bardziej elastyczna, formę współpracy. Oczywiście wciąż będzie u nas dyrygował. Orkiestra w głosowaniu zdecydowała, że nie chce z nim współpracować.

Powtarza się sytuacja sprzed kilku lat kiedy to muzycy odmówili współpracy zdyrygentem i dyrektorem Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim. Orkiestra znów podejmuje ważne dla instytucji decyzje?

- Nie łączyłbym tych dwóch spraw. Pan Klauza rezygnację złożył po rozmowie ze mną, choć faktycznie wziął pod uwagę głosy muzyków. Taka była jego decyzja i należy ją uszanować.

Nie żal Panu, że z tego bardzo ważnego stanowiska w operze odchodzi ważny artysta?

Oczywiście, że mi żal. To wybitny artysta z ogromnym doświadczeniem. Bardzo cenię jego dokonania. Wierzę, że jeszcze będziemy współpracować.

Kto i kiedy zajmie jego stanowisko?

- Sezon symfoniczny mamy zaplanowany do czerwca 2016 roku. Daję sobie bardzo krótki czas na znalezienie nowego kierownika muzycznego. Powinno się to rozstrzygnąć do końca tego roku lub na początku przyszłego. Teraz badam rynek. Nie ukrywam, że potrzebuję eksperta do spaw artystycznych, ale trzeba pamiętać, że nie będzie to osoba, które cały czas będzie na miejscu, bo jeśli to ma być wysokiej klasy artysta, też będzie miał pewne zobowiązania.

Radni Białegostoku gościli ostatnio na Dolnym Śląsku. Wykazali, że Opera Wrocławska produkuje znacznie więcej premier, choć jej budżet jest porównywalny do instytucji, którą Pan kieruje.

- Naszej instytucji nie da się porównać z żadną w tym kraju. Łączymy bowiem trzy nurty działalności: operę, filharmonię i centrum sztuki. W roku jubileuszowym realizowaliśmy i bajki muzyczne, i szkolną wersję "Czarodziejskiego fletu", i galę noworoczną z Aleksandrą Kurzak, wielki koncert "Carmina Burana" na zakończenie sezonu. Takie wydarzenia Opera Wrocławska traktuje jako premierę. Radni, zakupując u nas pewną usługę, zapominają o tym, że jesteśmy zobowiązani do zagrania konkretnej liczby spektakli. Jeśli się z tego nie wywiążemy, będziemy musieli zwracać przyznaną dotację. Chyba nie w tym rzecz. Oczywiście możemy wyprodukować operę za 500 tys. zł, ale trzeba wówczas się liczyć, że na czymś stracimy -na oprawie lub artystach.

W 2016 roku OiFP wznawia musical "Upiór w operze". Jakie są jeszcze plany?

- Wróci opera "Carmen", na którą w tej chwili nie ma już biletów. W okolicach maja, czerwca będziemy też wystawiać musical "Skrzypek na dachu". Na grudzień przyszłego roku planujemy też premierę operetki "Zemsta nietoperza". Ważnym wydarzeniem będzie także Halfway Festiwal.

Anna Kopeć
Kurier Poranny
3 grudnia 2015

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...