Urocze, dowcipne, pouczające

"Śpiąca królewna" - reż. Piotr Kurzawa - Teatr Lalka w Warszawie

Wydawałoby się, że tę baśń napisaną prawie czterysta lat temu przez francuskiego baśniopisarza Charles'a Perraulta znają wszystkie pokolenia. Jednak nie byłabym taka pewna, czy dzisiejszym małym dzieciom znana jest fabuła "Śpiącej królewny". Moje wątpliwości biorą się stąd, że właściwie żyjemy w epoce, która - można powiedzieć - pogardza klasyczną, tradycyjną baśnią.

Oto z jednej strony mamy zdobycze techniczne współczesnej cywilizacji, elektronika, a więc telefony komórkowe, smartfony, gry komputerowe itp. Urządzenia te posługują się diametralnie inną estetyką, narracją aniżeli wydrukowana w książce klasyczna, znana kilku pokoleniom baśń "Śpiąca królewna". Ponadto, jak wiadomo, żyjemy w dobie aksjologicznej rewolucji obyczajowej. Autorzy tworzący dla dzieci, czy to literaturę, czy przedstawienia teatralne, często odwołują się do nurtów postmodernistycznych w kulturze. A kultura postmodernistyczna wyklucza Boga z przestrzeni publicznej i najchętniej w ogóle ze świadomości społecznej. Wyraża się w relatywizmie moralnym. To ma swoje konsekwencje w odniesieniu do twórczości przeznaczonej dla dzieci. Toteż chwała tym twórcom, reżyserom, teatrom, które odważnie sięgają po klasyczne baśnie dla dzieci i wystawiając je na scenie, nie deformują tych dzieł poprzez tzw. uwspółcześnianie, dopisywanie treści i zmiany oryginalnego przesłania, jakie autor nadał swemu utworowi.

W dobrym guście

Przykład "Śpiącej królewny" Hanny Januszewskiej według baśni Charles'a Perraulta, wystawionej w warszawskim Teatrze Lalka w reżyserii Piotra Kurzawy, jest właśnie owym sięgnięciem po klasykę i to w tym dobrym, szlachetnym kierunku. Adaptacja Hanny Januszewskiej dzieła Perraulta w formie słuchowiska radiowego znana jest głównie publiczności w wieku starszym i średnim. Rzecz tak bardzo podobała się odbiorcom, że wielokrotnie wznawiano ją na płytach.

Reżyser obecnej inscenizacji jako prolog do spektaklu wykorzystał efekt słuchowiska radiowego (nagranego około pół wieku temu), stąd na początku przedstawienia pojawia się radioodbiornik sprzed kilkudziesięciu lat (z charakterystycznym zielonym oczkiem), z którego wydobywa się głos opowiadający bajkę.

Opowieść o królewnie zaklętej przez złą wróżkę na sto lat snu, dopóki nie obudzi jej królewicz, zrealizowana jest w planie lalkowym i ma formę musicalu (z wykorzystaniem muzyki Jerzego Wasowskiego). Marionetki animowane są w sposób klasyczny, tradycyjny, z zapadni. Każda z lalek uosabiająca konkretną postać baśni ma swój wyrazisty charakter i odrębny sposób bycia prezentowany nie tylko poprzez doskonałą konstrukcję samej marionetki, jej kostiumu, ale też poprzez styl poruszania się itp. Aktorzy nadający ruch lalkom znakomicie i czytelnie podkreślają owe różnice charakterologiczne poszczególnych postaci. Ponadto tok narracji prowadzonej w sposób uporządkowany, z zachowaniem związków przyczynowo-skutkowych, nadaje spektaklowi niezbędną komunikatywność, co - zwłaszcza w przypadku dziecięcej widowni - ma podstawowe znaczenie. Nie zakłóca bowiem fabularnego ciągu wydarzeń i głównego przesłania spektaklu, jakim jest pochwała cierpliwości. Punkt ciężkości spoczywa tu głównie na słowie mówionym i śpiewanym, toteż umowna scenografia ogranicza się właściwie do kilku zastawek zmienianych w zależności od potrzeb.

To urocze, dowcipne i pouczające przedstawienie "Śpiącej królewny" bawi nie tylko dziecięcą widownię. Jeśli chodzi o publiczność dorosłą, rodziców, dziadków, ma jeszcze dodatkowy atut. To rodzaj pewnej sentymentalnej podróży w przeszłość, kiedy to właśnie rodzice, dziadkowie jako dzieci wsłuchiwali się w prawdziwe baśnie, takie jak m.in. "Śpiąca królewna". Baśnie, w których granica między dobrem a złem była wyrazista i niezmienna. Baśnie, których tzw. dramaturdzy teatralni i reżyserzy nie przepisywali na nowo. I kiedy dziś czytam wypowiedź dość znanego współczesnego pisarza (którego sztuki, niestety, grane są w teatrach), że klasyczne bajki utrwalają krzywdzące wzorce zachowań i że "jeśli chcemy zmienić świat, najpierw musimy stworzyć inne baśnie, opowiedzieć je na nowo", to wyznam szczerze, ciarki przechodzą mi po plecach. Czyżby ów jegomość miał na myśli edukację seksualną małych dzieci wdrażaną po kryjomu w baśniach?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
1 października 2019
Portrety
Piotr Kurzawa

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia