Urodzinowa "Burza" w Teatrze Szekspirowskim

"Burza" - reż. Paweł Passini - neTTheatre w Lublinie

W Gdańskim Teatrze Szekspirowskim co roku pamiętają o swoim patronie. Z okazji 455. rocznicy urodzin Williama Szekspira do Gdańska przyjechał lubelski spektakl Pawła Passiniego - "Burza" neTTheatre i Centrum Kultury w Lublinie, składająca się z fragmentów kilku sztuk Szekspira. Po spektaklu zaproszono publiczność na okolicznościowy tort i rozmowę z twórcami przedstawienia.

Reżyser Paweł Passini "Burzę" uzupełnił o fragmenty "Hamleta" i "Króla Leara". W tym celu wprowadził postać demiurga - odruchowo kojarzonego z autorem sztuki, noszącego na głowie koronę niczym Król Lear Mariusza Bonaszewskiego. To on zaczyna spektakl, niemal leżąc przed niewielkim mikrofonem, znajdującym się w centralnym miejscu sceny. Wcześniej, gdy widzowie zasiadają na widowni, mamrocze pod nosem strzępy tekstów Szekspira, zlepek cytatów, które w większości wydadzą się nam znajome.

Szekspir Bonaszewskiego jest wycofany, co raz zapada w letarg, zamyka się w swoich sztukach, rozprasza skojarzeniami. Siedząc pomiędzy widzami prowadzi narrację często równoległą wobec wydarzeń na scenie (świetny monolog o Tomku z "Króla Leara" czy podważający swój sens monolog "Być albo nie być" z "Hamleta"). To Szekspir u schyłku życia, który jednak nie przestaje być demiurgiem tego świata - to on zachęci rozdygotanego zaawansowanym stadium choroby Parkinsona, mającego wiele wspólnego z szamańskimi sztuczkami Prospera, by rozpoczął "Burzę" od rozmowy z Mirandą, której niedojrzałość i niewinność podkreślono opaską na oczach dziewczyny.

Ten zabieg nie jest przypadkowy. Gonzalo wraz ze swoją świtą noszą niemieckie, nazistowskie mundury. Przed laty podstępnie skazali na pewną, wydawałoby się, śmierć mediolańskiego księcia wraz z kilkuletnią córką, spuszczając ich ze statku na niewielkiej łódce. Prospero z Mirandą ocaleli jednak, docierając do wyspy, na której książę rozpoczął swoje panowanie od zniewolenia Kalibana i Ariela. Teraz pragnie zemsty.

Uderza nietypowa, wręcz upiorna kreacja Prospera, doskonale zagranego przez Beatę Passini. Jej bohater porusza się o lasce, trzęsie przy każdym kroku, jest zmęczony życiem, wręcz gnie się pod jego ciężarem, a przy tym mówi sztucznie przesterowanym głosem. Nie mniej plastyczni są Ariel (Piotr Michalczuk) i Kaliban (Jakub Mieszała) - kostiumy autorstwa El Bruzdy bardzo wyraźnie ich dookreślają. Ariel to pozbawiony właściwości niemal przezroczysty duch, pragnący wolności, Kaliban jest prymitywnym, nieokrzesanym, półnagim tubylcem, zniewolonym przez Prospera.

Równie ciekawa jest scenografia Miro Nordyka Jurczuka. Zbudowano ją wokół dominującej nad wszystkim, kilkumetrowej drewnianej konstrukcji, po której poruszają się bohaterowie. Przywodzi ona na myśl klatkę, więzienie i szkielet statku. Prostymi środkami oddano sztorm oraz wzniecaną z inspiracji Prospera burzę. Ta ma służyć zemście, ale posłuży ostatecznie próbie rozgrzeszenia i odkupienia win, czego przyczyną pośrednio okaże się Miranda.

Grająca ją Anna Zachciał daje się zapamiętać nie tyle jako ciekawe świata i płci przeciwnej dziewczę, co jako wyemancypowana kobieta, która wygłosi współczesny manifest poświęcony swoim potrzebom i pragnieniom - to nawet nie bunt, tylko zamanifestowanie swoich granic i samodzielności, która pozwoli jej chwilę później pokochać Ferdynanda, syna oprawcy.

Reżyser od początku przestrzeń gry traktuje szerzej niż samą scenę - aktorzy poruszają się po widowni, wchodzą na każdą z galerii, zaś Szekspir Bonaszewskiego właśnie wśród widzów siedzących na parterze znajduje swoje miejsce i wraz z nami obserwuje kolejne zdarzenia, sporadycznie zabierając głos. Wprawdzie momentami, pomimo zaledwie 70 minut, spektakl wydaje się przegadany, ale nie zagadano jego rozwiązania.

Jesteśmy częścią wyspy Prospera i to do nas bezpośrednio skierowane jest ostateczne przesłanie spektaklu, w którym wszyscy bohaterowie, stojąc ramię w ramię i bijąc się w piersi, proszą o rozgrzeszenie. Ich nadzieję pokreślono pierwszym w tym roku otwarciem dachu teatru. To akt pojednania i odkupienia win, skierowany do nas, widzów. Od tego, czy potrafimy wybaczyć albo czy będziemy pielęgnować urazę, zależy, co dalej.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
15 maja 2019
Portrety
Paweł Passini

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia